Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2559
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Drodzy Klubowicze, tematy dotyczące piłkarskich imprez zawsze tworzyły u nas pole do dyskusji. Czasem bardziej ożywionych, czasem mniej, ale jednak chyba warto budować w ten sposób jakąś formę klubowej aktywności. Proponuję zatem temat o Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, które rozpoczynają się już niebawem. Terminarz z oficjalnej strony: https://olympics.com/en/paris-2024/schedule/24-july Logo: Jak na Francję (a przynajmniej jej dawny obraz ) przystało - całkiem sexy. Tradycyjnie proponuję, by komentarze dot. "gorących" wydarzeń z obecnych igrzysk urozmaicać wspomnieniami z przeszłości. Np. podając najbardziej pamiętne dla nas momenty letnich igrzysk (zimowe potraktujmy jako odrębny temat). Może zatem zacznę: - Barcelona '92 - Dream Team prowadzony przez Chucka Daly'ego i... Dream Team prowadzony przez Janusza Wójcika, - Atlanta '96 - trzy polskie złota w niedzielny wieczór 21 lipca i rywalizacja na 100m.
  2. Próbę zwięzłej syntezy interesującego nas tematu i kilka ciekawych przykładów znajdziemy tu: https://www.europastar.com/e-zine/1004113448-a-history-of-watch-advertising.html#/1 Wśród reklam m.in.:
  3. I już po wszystkim. Wiele już powiedziano, więc zostało najwyżej kilka rozproszonych refleksji. Euro: - od 2004 mistrzostwo Europy jest na południu, - Polska była - obok Szkocji, Serbii, Węgier - najmniej ciekawym zespołem turnieju, - Southgate odchodzi - jak wiecie, mam sentyment do niego z czasów AV (miałem nawet plakacik z PN Plus na ścianie), jako trener nie budzi mojego entuzjazmu, ale wyniki to lepsze miał od niego tylko Ramsey (bo jako jedyny ma złoto), - turniej ogólnie fajny, głównie dzięki Hiszpanom i sporej dawce goli i emocji na początku, - formuła rozgrywek w jednym kraju lepsza niż ta z poprzedniej edycji. Ja lubię system z 24 zespołami (1986, 1990, 1994 - to mnie ukształtowało), bardziej niż z 16 i 32 (gdzie często po dwóch kolejkach już gra się o nic). Ale niebawem pewnie i tak wszystko rozdmuchają do takiej skali, że trudno będzie to oglądać. Copa: - Argentyna jest w Ameryce od kilku lat najlepsza, a na pewno najskuteczniejsza, - po raz pierwszy od 1999 nie obejrzałem ani jednego meczu - cóż, może to świadczyć o kryzysie południowoamerykańskiej piłki, a może o mnie. Kiedyś (nawet w 2015 jeszcze, gdy Copa miała swój najlepszy czas na naszym forum) potrafiłem iść spać o 22, obudzić się o 1 na mecz, po trzeciej położyć się na kilka godzin, a o ósmej być w pracy w świetnej formie, - Urugwaj ma dobrą przyszłość - Bielsa jeszcze jest na swoim charakterystycznym "powerze", co jednak, gdy pojawi się kryzys? Bo z tym zazwyczaj miewał problem. Cieszy piękny akcent Suareza, - kiedyś postulowałem 16-zespołowe mistrzostwa obu Ameryk (no bo 12 to było za mało, 24 - za dużo). Ten system chyba musi okrzepnąć, a poziom pójść w górę. Drugą, radykalną opcją przywrócenia blasku turniejowi byłby system z pierwszych edycji Euro, z turniejem finałowym dla 4 najlepszych drużyn. Ale na to nikt nie pójdzie.
  4. W tle jakiś pożar? 😳 Czy przejazd parowozu?
  5. Urugwaj trzeci na Copa na otarcie łez. Suarez po raz kolejny zapisał się w historii. Wielki piłkarz. A jak przewidywania na dzisiejszy finał Euro? Anglia zdaje się wierzyć w siebie. Chciałbym Hiszpanię, ale coś każe mi się obawiać...
  6. Koledzy, w lipcu 1999 zacząłem słuchać muzyki. Wszystko zaczęło się od The Doors, do których do dziś często wracam i słucham z wielkimi emocjami. Z okazji "jubileuszu 25-lecia" - po jednym moim ulubionym (lub prawie ulubionym) utworze z każdej płyty. The Doors Strange Days - no tu oczywiście "When The Music's Over", a z mniej oczywistych: Waiting For The Sun - najmniej spójny album, ale i tak sporo fajnych rzeczy. "Love Street" też uwielbiam, ale prawdziwy żar dekady kontestacji jest tu: The Soft Parade - moim zdaniem bardzo niedoceniony album, z paroma kapitalnymi utworami. Morrison Hotel - szybko stał się moim ukochanym albumem Doorsów i tak już zostało. L.A. Woman - no tak, oczywiście tytułowy jest tym ulubionym, ale uwielbiam też: Absolutely Live
  7. Nie pamiętam, czy i kiedy wstawialiśmy już poniższe wideo, ale nowy "content" od Teddy'ego Baldassarre'a zawiera z niego kilka ujęć, więc warto przypomnieć: To fascynujące, że zegarki wykonane przez widocznych w filmie pracowników wciąż istnieją i działają.
  8. Ipswich był wtedy mocniejszy niż MU, choć i na Old Trafford budzili się już po fatalnych latach 70. Mój tata miał szansę obejrzeć mecz z Ipswich w Łodzi, ale nie pojechał, bo wiedział, że jeszcze na zakładowym parkingu w całym autokarze trzeźwy będzie tylko on i (może) kierowca. Na pewno jednak tamten Widzew przez kilka sezonów był w ścisłej europejskiej czołówce.
  9. Aston Villa w mistrzowskim sezonie 1980/81 zdobyła tytuł korzystając z 14 zawodników:
  10. Edmund Exley

    Ulubione sceny filmowe

    Odejście Shelley Duvall to dobra okazja do przypomnienia tej aktorki - ważnej dla każdego miłośnika kina lat 70. Oczywiście, wszyscy kojarzą Shelley głównie z "Lśnienia" i jej problemów, ale była też przecież jednym z mocnych punktów ulubionego zespołu aktorskiego Altmana. Świetnie grała w niepokojących "Trzech kobietach", doskonale odnalazła się w polifonicznym "Nashville", widać ją było w "McCabe i pani Miller". Ja od kilku lat szczególnie lubię klimat filmu "Złodzieje jak my". Uwaga - link przekieruje do finałowej sekwencji, w której Altman nawiązuje do Penna i Peckinpaha, ale pozostaje przy tym jednak sobą - przenikliwym, bezlitosnym obserwatorem. No i jest tu też bodaj najlepszy koc w historii amerykańskiego kina:
  11. Historia tego słynnego modelu: https://www.fratellowatches.com/a-historical-overview-of-the-jaeger-lecoultre-memovox-polaris/
  12. Niestety, Urugwaj przegrał półfinał z Kolumbią, a po meczu w dodatku musiał jeszcze szarpać się z chuliganami pochodzącymi z tego kokainowego raju. Anglia wczoraj zagrała - zwłaszcza w pierwszej połowie - chyba swój najlepszy mecz. Plusem jest to, że awans w ogromnej mierze zapewnili jej bramkarz z Evertonu i napastnik z Aston Villi
  13. Migawka z historii na dziś: Euro '88 nie pamiętam z własnego doświadczenia, ale było tam parę rzeczy, które na stałe zapisały się historii - np. te koszulki Holandii
  14. "Sprawiedliwości stało się zadość" - Jan Ciszewski.
  15. Oby Hiszpania wygrała, także w finale.
  16. Powiedzmy więc, że ma eksponowaną pozycję największej gwiazdy kina we wszechświecie - zgoda. W ostatnich dniach miałem czas tylko na jeden film. Planowałem, by był to "Czarny deszcz" - ale poczeka na jakiś lepszy wieczorny seans Obejrzałem więc - nieoczekiwanie dla samego siebie - "Kwiecień" ("Aprile") Nanniego Morettiego. W latach 90. zyskał on status gwiazdy kina autorskiego, zdobył nawet Złotą Palmę, a "Aprile" to właśnie film z tego okresu. Później zrobił jeszcze niezłe "Habemus papam" i "Moja matka", natomiast ostatnie jego filmy mało kogo już chyba interesują (o czym zresztą jest ponoć jego najnowszy film :) ). Wracając do "Aprile" - 74-minutowy film obejrzałem na dwa razy, co już mówi trochę o jego przyswajalności. Nie jest to jakiś hermetycznie trudny, czy nawet nudny film - nie, wciąż coś się usiłuje w nim dziać, choć całość jest takim paradokumentalnym autobiograficznym stereofonicznym esejem. Są trzy tematy: kryzys twórczy (każdy marzy o swoim "8 i pół"), własna rodzina i polityka. Nanni jest bowiem lewicowym intelektualistą, zawiesza plan realizacji musicalu i chce robić dokument o wyborach. To też idzie mu tak sobie, bo przez większość czasu nieustannie kieruje kamerę na siebie i czasem powie coś ciekawego, a czasem po prostu pieprzy jakieś głupoty. Jest tu naprawdę dużo Nanniego, we wszystkich rodzajach filmowych planów - od samotnej sylwetki w rozległym miejskim plenerze, aż po duże zbliżenia twarzy. Na plus - film jest taką wycieczką do lat 90. (w jednej ze scen jest mowa o ówczesnym repertuarze kin), dobra jest też ostatnia scena - nie wybaczycie mi tego spojlera - w której zaczyna wreszcie kręcić ten musical (o cukierniku z lat 50.). A wcześniej jedzie Vespą przez Rzym i - jako świadomy lewicowy intelektualista - rozrzuca na ulicy gromadzone przez lata wycinki z gazet
  17. Mam sugestię techniczną - by edytować nazwę tematu w taki sposób, aby nazwa Roamer pojawiła się w jego głównej części, a nie tylko w podtytule. Zegarki tej firmy poznałem w latach 90., gdy były wręczane zwycięzcom "Jednego z 10" (wymiennie z Delbaną i Grovaną). A od kilku lat Roamer kojarzy mi się z ujęciem z filmu "Rocco i jego bracia" Viscontiego - logo firmy widoczne jest pod dachem hali, w której odbywają się walki bokserskie:
  18. O piłkarskich sprawach niezwiązanych z Euro 2024 i Copa America 2024 lepiej pisać w zwykłym temacie piłkarskim:
  19. To zdjęcie mówi wszystko: Dla mnie sukces Urugwaju nie jest zaskoczeniem, choć w dziesiątkę i w karnych to jednak różnie mogło się potoczyć. Ale udało się.
  20. A dziś - czy Szwajcaria pójdzie za ciosem i wyrzuci kolejną nieprzekonującą potęgę? Może będzie powtórka z inauguracji Euro '96 i karne dla Helwetów?
  21. Nie na każdym turnieju jest taki miły dzień, w którym odpadają Niemcy - ale jednak na tym był Kurczę, Olmo obudził we mnie dziś skojarzenia z czasem dawnych wirtuozów, ale był przy tym nowoczesny i opanowany. Znakomity występ! Oczywiście, instynkt podpowiadał mi, że drugi półfinał potoczy się mniej więcej tak, jak się niestety potoczył.
  22. Trudno odmówić mu eksponowanej pozycji, jaką zajmuje w amerykańskim kinie. Nie jest może wśród moich ulubieńców, ale sporo jego wcześniejszych filmów oglądałem z wielką przyjemnością. To m.in. oczywiście "Kolor pieniędzy" i "Rain Man", które oglądałem wielokrotnie, i w których gra na równi z mistrzami. John Seale powiedział zresztą, że to Cruise być może bardziej zasłużył na Oscara za "Rain Mana", bo ewolucję swego bohatera pokazał perfekcyjnie. Wśród najlepszych ról Toma na pewno umieściłbym "Magnolię", w której naprawdę gra imponująco. Do dziś jednak nie mogę uznać, że widziałem ten film w całości - obejrzałem go bowiem na DVD w wersji... skróconej o godzinę! Pisałem kiedyś już o tym (pewnie kilka razy), z jakim zaskoczeniem przyjąłem fakt, że już po niespełna dwóch godzinach zaczęły spadać z nieba te pieprzone żaby! I od tego czasu nie wróciłem już do pełnej wersji... Za to obejrzałem przegapianą przeze mnie regularnie "Comę" - klasyka kina lęków lat 70. Zawsze fajnie jest oglądać Michaela Douglasa, ale to Genevieve Bujold jest tu w centrum uwagi. Pisaliśmy o niej już tu kiedyś - specyficzna, utalentowana aktorka, której uroda miała swoich zwolenników, ale mnie zawsze wydawała się jakaś taka aseksualna, co zresztą przewrotnie wykorzystał Cronenberg w "Nierozłącznych". W "Comie" jest bardzo dobra, a sam film ma sporo Hitchcockowskiej atmosfery. W obsadzie też Widmark, Selleck i Ed Harris w epizodzie.
  23. I już ćwierćfinały na obu turniejach. 1/8 na Euro była ciekawa. Po raz pierwszy od 1999 nie oglądałem natomiast żadnego meczu fazy grupowej Copa America, cóż... Dla porządku - Urugwaj wygrał grupę z kompletem punktów, eliminując gospodarzy: W ćwierćfinale mecz Urugwaj - Brazylia, jest duża szansa na awans chłopców Bielsy, którzy wyraźnie mają ochotę na puchar.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.