Panowie, dziś liczy się tylko jeden film
Niedawno wróciłem, trzy i pół godziny minęło bez żadnego zmęczenia, nudy itp. Na pewno nie jest to film dla każdego, być może Scorsese mógł opowiadać trochę mnie szczegółowo, ale to świetnie, że nie musiał tak robić. Trudno tak od razu wszystko poukładać po seansie, o fabule nic nie będę pisał, nawet o aktorach też nie - ich gra jest bowiem organicznie połączona z ekranowymi wydarzeniami. Powiem tylko, że klimat lat 20. oddany niezwykle plastycznie (klasyczne, ale celne wykorzystanie archiwaliów i fragmentów na nie stylizowanych), a atmosfera śmierci otula film niczym indiański koc Podobała mi się też coda filmu, pomysłowo osadzona w tradycji amerykańskich mediów. Wobec Scorsesego nie jestem może obiektywny, ale niezmiernie się cieszę, że film wreszcie jest i że jest udany.