Wczorajszy świąteczny wieczór udało mi się poświęcić na interesujący film z czołówki mojej listy "do obejrzenia" - "To była ręka Boga", czyli mocno autobiograficzną opowieść Paolo Sorrentino. I końcowe wrażenie jest takie, że po "Boskim" i "Wielkim pięknie" to chyba jego najlepszy film, mimo, że np. "Młodość" ogląda się dużo przyjemniej. Tu jest natomiast mnóstwo nieprzyjemnych obrazów - głównie ze sfery cielesnej. Nie będę zdradzał szczegółów, ale kto widział, ten wie. Do tego drażniące sceny kłótni, krzyków - a i tak ogląda się świetnie. Jest tu znacznie bliżej do "Wałkoni" albo wczesnego Tornatore niż "Dolce Vita" i dobrze - bo kolejny "wielki i piękny" film Sorrentino byłby już nie do zniesienia.
Podobało mi się dowcipne nawiązanie do jednej z moich ulubionych książek, czyli "Pustyni tatarów". No i sporo piłki, oczywiście. I tu mnie zastanawia jedna rzecz. Może ktoś mi to wyjaśni. Chodzi o sekwencję, dla której tłem jest zdobycie scudetto przez Napoli. Narracja jest chronologiczna. Najpierw mamy Mexico '86, później wiele wydarzeń, rozmowę bohatera z bratem, która dzieje się w sierpniu (zostaje to wypowiedziane) - najwcześniej więc to sierpień 1987 (ale może być nawet późniejszy rok). I dopiero później sekwencja z mistrzostwem, którą zrozumiałem jako celebrację PIERWSZEGO tytułu Napoli (pada z offu nawet stwierdzenie "primo scudetto", ale nie miałem tu tłumaczenia komentarza). Zatem to musiałby być maj 1987, a więc przed sierpniem. No chyba, że to już chodzi o tytuł z 1990, ale tu z kolei mi nie bardzo pasuje do rozwoju fabuły. W sumie to bez znaczenia dla fabuły, ale jednak.