Nie byłem może nigdy wielkim fanem Willisa, nawet nie oglądałem "Szklanych pułapek", ale kilka jego ról lubię. Budził w nich sympatię. To oczywiście Butch z "Pulp Fiction", ale też bohaterowie z "Szóstego zmysłu", "12 małp" i naprawdę niezłego (choć może zbyt pośpiesznie zakończonego) "Niezniszczalnego". W dzieciństwie widziałem też kilka odcinków "Na wariackich papierach", a jako że moja małżonka uwielbia "Przyjaciół", to widziałem też odcinek z nim i był naprawdę świetny, autoironiczny, ale nie przeszarżowany. No cóż, gość żyje i oby się cieszył życiem w spokoju, w jak najlepszym zdrowiu i jak najdłużej.
Ja obejrzałem dwa bardzo ciekawe europejskie filmy - świetnie napisany i zagrany francuski dramat "Oskarżony" i przede wszystkim film, który był najbardziej wyczekiwaną przeze mnie nowością: "Fabian albo świat schodzi na psy". Nie jest to na pewno film, który podbije kina (recenzje ma chyba dość chłodne), ale moim zdaniem warto się z nim zmierzyć. Przez te trzy godziny miałem tylko jeden mały kryzys, poza tym oglądałem z zainteresowaniem i uwagą. Tom Schilling i Saskia Rosendahl są doskonale dobrani (oboje grali też w bardzo dobrych "Obrazach bez autora", ale na różnych płaszczyznach czasowych, dodatkowo Saskia w obu filmach daje się filmować bardzo odważnie). W filmie mnóstwo się dzieje wizualnie, zwłaszcza początek to brutalny chaos, pokazany w dość eksperymentalny sposób i niejeden widz już tu może nie wytrwać. Ale jest tu parę dobrych zagrań, np. scena z przechodniem, którego Fabian spotyka na moście w jednym z pierwszych ujęć, później powraca w mocny sposób (istotna jest tu zmiana perspektywy wobec słonecznego światła). Cóż, może lepiej by było, gdyby jednak trochę skrócić metraż do bardziej strawnych 130-140 minut, ale i tak mi się podobał. I jeszcze coś: przez sekundę widać w nadgarstkowym ujęciu Rolexa, którego nosi główny bohater, ale przez ten moment miałem wrażenie, że to nie jest prawdziwy zegarek z epoki.