A ja wreszcie wpadłem na Festiwal w Gdyni i sporo udało mi się obejrzeć. Co ciekawe - wszystkie obejrzane przeze mnie pełnometrażowe filmy dzieją się w mniej lub bardziej odległej przeszłości. Nie widziałem niestety "Żeby nie było śladów". Oto krótkie wrażenia podane w nieprzypadkowej kolejności, od najlepszego:
1. "Powrót do Legolandu". Przez pierwszych 5-10 minut myślałem, że oto kolejna nostalgiczna podróż do czasu dzieciństwa, kolorowych lat 90. itp. I owszem, trochę tego jest, ale stopniowo schodzi to na dalszy plan. Stuhr i Weronika Książkiewicz grają koncertowo, bez najmniejszego fałszu. I moim zdaniem lepiej nie czytać opisów przed filmem, bo sytuacja jest świetnie odkrywana wraz z kolejnymi scenami. Czasem zabawny, ale przede wszystkim poruszający film.
2. "Mosquito State". Najmniej polski, najbardziej oryginalny. Bywa drażniący i niełatwo w niego wejść, ale jak się już to zrobi, to naprawdę przykuwa do ekranu. Twórcze inspiracje: Cronenberg i body horror, Lynch, Aronofsky, ale też "Chciwość". Cudownie dopieszczony wizualnie.
3. "Hiacynt". Polskie "Cruising", ale... po dzisiejszemu, zwłaszcza jeśli chodzi o portret środowiska, ukazanego w bardzo ugładzony i w sumie jednowymiarowy sposób. Wątek młodego gliny (z niepotrzebnie doklejonym wąsem) i jego ojca został fajnie rozegrany. Dobry polski "amerykański" film, choć pod koniec było mi już trochę obojętne "kto i dlaczego".
4. "Lokatorka". Nie ma siły i artystycznej jakości "Długu", postacie ma jednoznaczne, ale i tak potrafi wywołać uczucie porażającej bezradności.
5. "Ciotka Hitlera" - kiepski tytuł, film porządny, o jednym ze sprawiedliwych. Tu i ówdzie pojawiają się nadmierne skróty, ale udanie pokazuje próbę ocalenia człowieczeństwa w nieludzkich czasach. I fajny motyw z solidarnością gołębiarzy.
6. "Śmierć Zygielbojma". Rzetelna rekonstrukcja, ciekawie zestawione plany czasowe, choć koncept fabularny już mocno wyeksploatowany - człowiek mediów usiłuje odkryć prawdę o zmarłym, jak w "Obywatelu Kane", "Człowieku z marmuru" czy dość podobnym "Katyń. Ostatni świadek". Zrobiony solidnie, ale z pewnym niedostatkiem emocji. Fajna scena koncertu Very Lynn, znanej każdemu miłośnikowi Pink Floyd i Kubricka.
7. "Zupa nic" - w sumie nawet przyjemny seans swobodnie powiązanych scenek z PRL-owskiej codzienności. Dosyć fajnej, bo chociaż ZOMO biło i ciężko było coś kupić, to jednak więzi między ludźmi były mocniejsze, doceniało się to, co się ma, grał Boniek itp. Niektóre sceny autentycznie zabawne, inne są zaś jak adaptacja dowcipów o Masztalskich.
8. "Prime Time" - to mógł być dobry film. Bielenia jest wiarygodny, ale niestety od połowy filmu nie bardzo ma co grać. I nie wiemy, po co to wszystko. Historia utyka w martwym punkcie i snuje się w stronę jakichś nonsensownych uogólnień.
I jeszcze 3 krótkie metraże studentów:
- "Rozwiązanie" - to materiał, który nadaje się na rozwinięcie w pełnym metrażu. Bardzo dobre.
- "Mój brat rybak" - fabuła pretekstowa, ale fajne środowiskowe portrety.
- "Samogłów" - smutno i ponuro, ale w sumie ciekawie. Bardzo udana rola aktorki, Sylwii Boroń.