Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Kilka innych interesujących zdjęć: https://www.hodinkee.com/articles/an-evening-with-hodinkee-and-jaeger-lecoultre-at-the-jlc-sound-maker-exhibition
  2. Dzięki @Hogg, przyjemność po mojej stronie
  3. - Heniek, szybko, która godzina?! - Już Halinka, yyy... yyy... https://monochrome-watches.com/le-regulateur-louis-erard-x-atelier-oi-price/ Co by jednak nie mówić - Louis Erard ostatnio wyszedł z lekkiego marazmu.
  4. A ja wreszcie wpadłem na Festiwal w Gdyni i sporo udało mi się obejrzeć. Co ciekawe - wszystkie obejrzane przeze mnie pełnometrażowe filmy dzieją się w mniej lub bardziej odległej przeszłości. Nie widziałem niestety "Żeby nie było śladów". Oto krótkie wrażenia podane w nieprzypadkowej kolejności, od najlepszego: 1. "Powrót do Legolandu". Przez pierwszych 5-10 minut myślałem, że oto kolejna nostalgiczna podróż do czasu dzieciństwa, kolorowych lat 90. itp. I owszem, trochę tego jest, ale stopniowo schodzi to na dalszy plan. Stuhr i Weronika Książkiewicz grają koncertowo, bez najmniejszego fałszu. I moim zdaniem lepiej nie czytać opisów przed filmem, bo sytuacja jest świetnie odkrywana wraz z kolejnymi scenami. Czasem zabawny, ale przede wszystkim poruszający film. 2. "Mosquito State". Najmniej polski, najbardziej oryginalny. Bywa drażniący i niełatwo w niego wejść, ale jak się już to zrobi, to naprawdę przykuwa do ekranu. Twórcze inspiracje: Cronenberg i body horror, Lynch, Aronofsky, ale też "Chciwość". Cudownie dopieszczony wizualnie. 3. "Hiacynt". Polskie "Cruising", ale... po dzisiejszemu, zwłaszcza jeśli chodzi o portret środowiska, ukazanego w bardzo ugładzony i w sumie jednowymiarowy sposób. Wątek młodego gliny (z niepotrzebnie doklejonym wąsem) i jego ojca został fajnie rozegrany. Dobry polski "amerykański" film, choć pod koniec było mi już trochę obojętne "kto i dlaczego". 4. "Lokatorka". Nie ma siły i artystycznej jakości "Długu", postacie ma jednoznaczne, ale i tak potrafi wywołać uczucie porażającej bezradności. 5. "Ciotka Hitlera" - kiepski tytuł, film porządny, o jednym ze sprawiedliwych. Tu i ówdzie pojawiają się nadmierne skróty, ale udanie pokazuje próbę ocalenia człowieczeństwa w nieludzkich czasach. I fajny motyw z solidarnością gołębiarzy. 6. "Śmierć Zygielbojma". Rzetelna rekonstrukcja, ciekawie zestawione plany czasowe, choć koncept fabularny już mocno wyeksploatowany - człowiek mediów usiłuje odkryć prawdę o zmarłym, jak w "Obywatelu Kane", "Człowieku z marmuru" czy dość podobnym "Katyń. Ostatni świadek". Zrobiony solidnie, ale z pewnym niedostatkiem emocji. Fajna scena koncertu Very Lynn, znanej każdemu miłośnikowi Pink Floyd i Kubricka. 7. "Zupa nic" - w sumie nawet przyjemny seans swobodnie powiązanych scenek z PRL-owskiej codzienności. Dosyć fajnej, bo chociaż ZOMO biło i ciężko było coś kupić, to jednak więzi między ludźmi były mocniejsze, doceniało się to, co się ma, grał Boniek itp. Niektóre sceny autentycznie zabawne, inne są zaś jak adaptacja dowcipów o Masztalskich. 8. "Prime Time" - to mógł być dobry film. Bielenia jest wiarygodny, ale niestety od połowy filmu nie bardzo ma co grać. I nie wiemy, po co to wszystko. Historia utyka w martwym punkcie i snuje się w stronę jakichś nonsensownych uogólnień. I jeszcze 3 krótkie metraże studentów: - "Rozwiązanie" - to materiał, który nadaje się na rozwinięcie w pełnym metrażu. Bardzo dobre. - "Mój brat rybak" - fabuła pretekstowa, ale fajne środowiskowe portrety. - "Samogłów" - smutno i ponuro, ale w sumie ciekawie. Bardzo udana rola aktorki, Sylwii Boroń.
  5. Fenomenalny francuski aktor Michel Piccoli często nosił ten zegarek - co to może być? Bo wygląda mi znajomo, ale nie mogę wpaść na właściwy trop.
  6. Piękny album. Brzmienie w klimacie "Since I've Been Loving You", ale ani przez chwilę nie ma wątpliwości, że to żaden epigon (a tych przecież i dziś nie brakuje) tylko prawdziwy mistrz.
  7. Super są te Aikony. A gumowy pasek z logo ML wydaje mi się być jednym z najładniejszych w swej kategorii, co zresztą już wcześniej pokazał @lort. Ja mniej więcej rok temu przymierzałem wersję 42 mm ze srebrną tarczą, ale w wolnej chwili muszę zobaczyć 39:
  8. Bardzo ciekawe reklamy Koledzy znaleźliście. Ciekawa sprawa z tymi zegarkami sygnowanymi marką jubilera - ekskluzywna rzecz.
  9. "Szpicel" - Belmondo, Reggiani i Piccoli w filmie Melville'a. Bardzo dobrze zrobiony, precyzyjny, mroczny.
  10. Zdjęcie nie jest dzisiejsze, ale - zainspirowany świetną inicjatywą z pomnikiem - dziś miałem go na ręce:
  11. Edmund Exley

    Ulubione sceny filmowe

    Wiele razy pisaliśmy o nim w kontekście zegarków, które dobierał ze smakiem. Kilka razy wrzucałem tu zdjęcie z Cannes z 1974, gdy ma na nadgarstku chronograf Bregueta. A wracając do tematu - pierwszy film, jaki z nim widziałem jeszcze w dzieciństwie, to "Dubler". Dosłownie tarzałem się wtedy po podłodze ze śmiechu - np. w scenach, gdy bohater Belmondo udaje patologicznego inwalidę, gdy dubluje filmowego gwiazdora (dziś taki obraz by nie przeszedł ), albo gdy "odchodząc z godnością" potyka się i spada przez balustradę wprost na stół z wykwintnymi daniami. A lubię też jeden z jego "akcyjniaków" z przełomu lat 70. i 80. - "Le Marginal", także dlatego, że jest tu chyba mój ulubiony motyw od Ennia Morricone:
  12. Na TVP Kultura dzisiaj będzie "Szczęśliwy człowiek". Film ma bardzo fajną czołówkę z piosenką Alana Price'a:
  13. Moim zdaniem bardzo udany, choć te uszy mogłyby być jednak krótsze. I oczywiście pasek od razu bym wymienił. Poza tym super.
  14. Nieodżałowany Gaetano Scirea: Czy to jakiś Squale w czarnym PVD?
  15. "Dusiciel z Bostonu" - reżyseria Richard Fleischer, który podpisał kilka ciekawych filmów. Bardzo fajna obsada w świetnej formie: Fonda, Kennedy, Voskovec, Hickey (pojawia się tylko w jednej scenie, ale jak zwykle mocno zapada w pamięć), no i oczywiście Curtis w odważnej roli. To druga połowa lat 60., kiedy w Hollywood panowała krótka, ale intensywna moda na splitscreen ("Woodstock", "Afera Thomasa Crowna", "Charly") - niektóre sceny ogląda się niemal jak "Nową książkę" Rybczyńskiego Dobry film z gęstą atmosferą.
  16. Obejrzałem wersję Milestona z Brando, Howardem i Harrisem. Z tego co wiem, film w Ameryce był dość chłodno przyjmowany, jako niedorównujący wersji Lloyda z Laughtonem i Gable'em. Metraż dość konkretny, ale czas upływał mi zaskakująco szybko - tempo jest bowiem bardzo dobre, zwłaszcza przed i po Tahiti. W obu wersjach tahitańskie sekwencje trochę zwalniają opowieść - rozmowy z władcą, rytuały, pielęgnowanie drzewek, wątki romansowe itp. Wersja z Brando mocniej akcentuje, że pobyt na Tahiti to dla Anglików czas rajskiej orgii. Na plus w filmie z 1962 jest też chyba rozegranie zakończenia - może bardziej swobodnego wobec znanych faktów, ale ciekawszego dramaturgicznie. Brando jest tu świetny. Zabrakło mi natomiast znakomicie ukazanej u Lloyda przeprawy kapitana Bligha na Timor. Bo to przecież był brutal. ale i wilk morski, przy którym nawet Larsen z powieści Londona miałby się na baczności Trevor Howard jako Bligh bardzo mi się zresztą podobał. To był jeden z tych mistrzów angielskiej sceny i kina, a w mundurze chyba czuł się najlepiej. Richard Harris też dobry. Zdjęcia pełne rozmachu, tak jak i muzyka Bronisława Kapera - wyszło bardzo dobre widowisko z postaciami z krwi i kości.
  17. Świetny! No to co, teraz na liście już tylko Daytona?
  18. Oba filmy widziałem, "1492" raz w TV przed wielu laty, a "Misję" chyba trzykrotnie. Nie wiem, czy to tu już pisałem, ale w tym filmie jest chyba moja ulubiona ze scen ukrytych po napisach końcowych. Kardynał Altamirano, rewelacyjnie zagrany przez Raya McAnally'ego, przerywa pisanie jakiegoś dokumentu i spogląda wprost do kamery. Można to na kilka sposobów interpretować. Ten bohater jest bardzo ciekawym przykładem tzw. figury Piłata, a McAnally czyni go bardzo prawdziwym. To dziś zapomniany niestety aktor - zmarł kilka lat po "Misji" na zawał. Widziałem go w kilku filmach i zawsze był bardzo dobry.
  19. Dziękuję organizatorom i uczestnikom za tę edycję. Dla mnie wyjątkową, bo właśnie odniosłem największy "sukces w karierze" - po raz drugi jestem na podium, ale pierwszy raz na drugim miejscu Na pomysł na zdjęcie wpadłem w Krakowie, ale trzy dni przed wyjazdem nad morze. Było to tuż przed upływem terminu nadsyłania zdjęć. Jak tylko rozpakowałem rzeczy po przyjeździe, wyciągnąłem od razu rodzinkę na plażę, bo była zaplanowana przeze mnie godzina (późne popołudnie) i słońce, którego w kolejnych dniach miało być bardzo mało (i tak było w istocie), a którego potrzebowałem do odpowiedniego oświetlenia piasku, współgrającego z kolorem zniszczonej tarczy. Pomysł nawiązywał oczywiście do malowniczych nadmorskich wraków, a tytuł zdjęcia był grą słów z "Flagship" - określeniem mocno zakorzenionym w zegarkowym świecie. No więc było tak - niedzielne popołudnie, na plaży sporo ludzi, a tu facet leży nad brzegiem i fotografuje (telefonem!) stary zegarek... Ale warto było Było dużo bardzo ciekawych zdjęć, co zresztą nie jest już niczym nadzwyczajnym. Ja zazwyczaj głosuję na jedno i po krótkim zastanowieniu wybrałem to, które zrobił @Enkil. Piękny zegarek, nieprzypadkowa nazwa, szlachetnie prosta kompozycja. Gdyby odrobinę więcej słońca padało na tarczę, to byłoby jeszcze lepiej, ale efekt moim zdaniem i tak świetny. Gratuluję zwycięzcy i wszystkim uczestnikom.
  20. Dzięki Wersję z Marlonem jeszcze mam przed sobą (hmm... może dziś mi się uda obejrzeć?), a "Statek szaleńców" akurat obejrzałem 3 lata temu i nawet napisałem tu kilka słów:
  21. A ten niezidentyfikowany zegarek Wattsa noszony w 1977 to może Piaget? Niekoniecznie dokładnie taki, ale koperta, uszy, koronka, wskazówki, indeksy i logo są dość podobne:
  22. "Kradzież na South Street" - kurczę, to chyba pierwszy film Samuela Fullera, który obejrzałem. Od dawna chcę zobaczyć "Korytarz strachu" i "Nagi pocałunek", ale na razie trafiłem na "Kradzież..." i całkiem dobrze się oglądało. Ładnie rozpisana intryga z maccartyzmem w tle, Widmark doskonale dobrany do roli, ale najlepsza chyba Thelma Ritter - nie po raz pierwszy i ostatni "kradnąca show" gwiazdom pierwszego planu. Po specjalnej (kolejnej) rekomendacji od @Lincoln Six Echo - "Jerry Maguire" Cruise rzeczywiście świetny, może faktycznie to powinno być jego rozdanie Oscarów. Gooding Jr. natomiast chyba trochę przeceniony. Fajny seans, trochę nostalgiczny - pagery, Seattle Supersonics, estetyka lat 90. I choć wielkim fanem tego filmu nie zostanę, to cieszę się, że wreszcie obejrzałem. A w piątek do kin wchodzi "Mistrz" o Teddy'm Pietrzykowskim. Pewnie niektórzy będą marudzić, że hollywoodzkie klisze, że patos, ale moim zdaniem warto. Głowacki super.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.