Taka historia, 10 lat temu kumpel, właściciel tej hondy uczył sie na moim suzuki gs500e jazdy na motorze, po czym w końcu zrobił prawko. Ja po jakichś 8 latach przerwy wsiadłem na jego maszynę. Wyglądałem jakbym jechał pierwszy raz w życiu na motorze. No ale po takiejnprzerwie odrazu na 1100 wskoczyłem. I tak, ruszam bez gazu, bo nie wiem kiedy zerwie tylne koło zwłaszcza na betonie piachem ubrudzon i... zgasł. Więc ięcej gazu ale bez przesady, bo napewno wyglebię. Ruszył. Zakręt, no i ile tego przeciwskrętu... i tak na kwadratowo go zrobiłem, zupełnie jak kiedyś moja koleżanka, gdy na CZ350 nie była w stanie wyrobić się by na lotnisku zawrócić. Zresztą na łyżwach też kiedyś jeździłem a jednak musiałem się uczuć od nowa...