Z tym wiatrem, to jest jakaś przeginka i to już co najmniej od 2-3 lat. Wieje praktycznie codziennie, dopiero późnym wieczorem z reguły cichnie. Przynajmniej na Mazowszu. W 2016 jak się odchudzałem i przejechałem w ciągu 5 miesięcy na spokojnie z 2-2,5k km jeździło się jeszcze super, czasem tylko powiało, a teraz jak patrzę rano przez okno, to od razu się odechciewa na rower siadać. Czy może to tylko ja sobie wmawiam coś takiego, a Wam to nie przeszkadza?