Uwaga, w wypowiedzi są tzw. spoilery
O aktorach słów kilka:
1. Russell Crowe - dobry, ale jako Crowe, bo cyniczny i ukryty-podły to on nie był. O przenikliwym umyśle - owszem, momentami, zdarzały się sceny, w których mimika twarzy i spojrzenie zmieniały się w ułamku sekundy, ale to za mało, żeby wychwalać go za całą rolę. Nie widzę też Oscara za nią, ale to się pewnie jeszcze okaże. Przez większość czasu był zbyt "misiowaty" i miał to swoje przyjazne spojrzenie i wyraz twarzy (ale tu mam na myśli rysy twarzy aktora), serdeczny głos. Raz na jakiś czas uniósł brwi i może rozszerzył oczy i wbił wzrok w rozmówcę. Twarz prawdziwego Göringa była nieprzyjemna i wzrok miał lodowaty, a spojrzenie chłodne i przeszywające nawet, gdy się uśmiechał samymi ustami. Można było wtedy dostrzec jego wyrachowanie i wypracowaną grę emocji, jak u prawdziwego mistrza. Crowe parę razy "warknął", potrząsał głową i coś tam szprechał po niemiecku, wychodziło to wtedy nawet nawet. Kolejna sprawa: Göring w więzieniu schudł, więc tutaj też można oko przymknąć, bo szybka utrata masy ciała w trakcie kręcenia filmu mogłaby być szkodliwa dla zdrowia. Za to Crowe w mundurze niemieckim wyglądał naprawdę nieźle,
2. Rami Malek - słabiutki, bardzo. Gestykulacja i odruchy, mimika twarzy sztuczne i przesadzone, jak na moje oko. Miał być psychiatrą i nawet młody wiek (bohatera, nie aktora) nie był tu wytłumaczeniem. To, że sobie nie radził ze starszym wiekiem weteranem wojennym i mistrzem manipulacji, to jedno, ale reakcje były nieadekwatne momentami,
3. Michael Shannon - świetny, stonowany, wyważony, pasował do roli i do garnituru doskonale,
4. Leo Woodall - chłopak zagrał naprawdę nieźle, dołożyli mu nawet kwestię, w której opisywał swoją historię życiową na dworcu,
5. Muzyka przeciętna, w dodatku podniosłe motywy "wojenne/bojowe" wstawiane w zwykłych scenach powodowały u mnie śmiech; zupełnie, jakby sala rozpraw pomyliła się reżyserowi z szarżą konnicy w "Gladiatorze".
W Internecie powielane są często opinie o filmie, w którym nie ma za wiele Norymbergi (w sumie to nie wiem, jak miałoby to wyglądać w ogóle), a jest tylko gra aktorska tych dwóch bohaterów. Wielu ludzi zwyczajnie nie zdawało sobie sprawy, że obraz powstał na podstawie książki z 2013 roku autorstwa Jacka El-Hai'a, w której ta cała "wojna psychologiczna" została opisana. Nie pamiętam już dokładnie samej książki w szczegółach, bo czytałem dawno, ale mignęło mi gdzieś tam też narzekanie w Internecie na "spoufalanie się" psychiatry z osadzonym i robienie za chłopca na posyłki z tymi listami do żony. A to przecież prawda. Tak samo z empatią HG - prawdziwy psychiatra Dr Douglas Kelley twierdził, że Göring wcale empatyczny nie był, za to w filmie były momenty, gdy go tak właśnie opisywał. Autor książki podkreślał, że Kelley zdawał sobie sprawę z tego, z kim miał do czynienia: człowiekiem pozbawionym skrupułów, całkowicie zdystansowanym do otoczenia (poza żoną i córką) oraz - przede wszystkim - więźniem wielkiego kalibru, który miał stanąć przed trybunałem.
O sposobie odejścia z tego świata zarówno Göringa jak i Kelley'a powszechnie wiadomo.
Ciężko mi ocenić ten film, ale na pewno jestem zawiedziony. To jeden z tych momentów, gdy czekasz na film, a potem myślisz: "znów nie tak chciałem". W paru miejscach ujęcia się urywały i następowały jakieś takie dziwne przeskoki do kolejnej sceny albo zupełnie innego miejsca na planie. Nie wiem, może tylko mi się tak wydawało, a może były to jakieś kiepsko wycięte/skrócone sceny. Całościowo jest to na pewno rozrywka, ale w sumie mógłbym się bez niego obejść.
Takie 4/10 ode mnie. Do obejrzenia, zaliczenia i nic ponadto.
PS Dobra okazja, żeby sobie książkę odświeżyć po latach i zweryfikować dokładnie to, co i jak było w filmie pokazane.