A ja jednak zgodzę się, ze ostatnie zmiany w przepisach nie wydają się być do końca trafione. Tu nie chodzi nawet o to, czy ktoś ma „problem” z przepuszczeniem pieszego, a o to, komu łatwiej zatrzymać się i ruszyć. Sytuacja w której autobus wypełniony ludźmi zatrzymuje się żeby pieszego (np jak ostatnio mnie) przepuścić, gdy spokojnie mogę poczekać 4 sekundy i isc dalej jak przejedzie, jest kuriozalna.
Oczywiscie są miejsca, gdzie pieszy będzie stał w nieskończoność jeśli go nikt nie wpuści, ale z drugiej strony teraz są miejsca, gdzie kierowca może stać w nieskończoność jeśli się nie wryje.
Z jakiegoś powodu ostatnio jest taka atmosfera, że kierowca to ten „zły”, a pieszy czy rowerzysta to ci „dobrzy”, a prawda jest taka, że przy odrobinie dobrej woli oraz znajomosci i poszanowaniu przepisów wszyscy oni mogą spokojnie koegzystować. Niestety ludzie nie maja z reguły tendencji do patrzenia na to, co się dzieje na drodze w sposób kolektywny, tzn społeczny, a raczej dominuje postawa „ja idę” czy „ja jadę”. Kiedyś kierowca jechał i miał w nosie czy pieszy kiedyś przejdzie, czy nie, a teraz pieszy wchodzi i ma w nosie czy wszyscy zdążą wyhamować czy nie.
Po prostu pieszy może się zatrzymać w miejscu, a samochód wymaga pewnej odległości. Oczywiście ustawodawca zakłada, ze pieszy to rozumie, ale pisanie ustaw z założeniem ze ludzie myślą niestety rozbija się o ludzkie ograniczenia.