A co tak naprawdę może być szałem w mechanizmie zegarkowym? Z punktu widzenia użytkowego ważna jest dokładność, niezawodność, może przyzwoita rezerwa chodu żeby mógł chwilę poleżeć. Wszystkie te cudownie na papierze wyglądające rozwiązania za które mamy płacić ciężkie pieniądze nie przekładają się praktycznie nijak na te kwestie. Przeciętny, przyzwoitej jakości mechanizm ( nie skrajna chińska tandeta ) będzie pracował bezawaryjnie długie lata. Dokładność którą chwalą się niektórzy producenci jakimi to wymyślnymi konstrukcjami do niej doszli Grand Seiko osiągnęło, również na masową chociaż nie taką jak dzisiejsza skalę, 50 lat temu odpowiednią jakością produkcji i selekcją podzespołów. Więcej, taką dokładność ( +-2s/d ) utrzymują zadbane 50-letnie GS do dzisiaj, mam takich kilka. Żadne cudowne wynalazki w werku mechanicznym, o których znawcy są w stanie godzinami opowiadać nie były w stanie tego poprawić przez tyle czasu, dopiero hybrydy ( Spring Drive i podobne konstrukcje ), ani Rolex ani Patek ani nic nie ma 1s/miesiąc czy chociaż tydzień. Co znamienne, dzisiejsze Grand Seiko VFA też nie poprawia tych osiągów. 70h rezerwy chodu to już jest jakiś postęp ale też nie rewolucja, tak naprawdę wystarczy żeby zegar przeleżał weekend bez zatrzymywania. Mechanizm działa bardziej na wyobraźnię i chęć otwarcia portfela bo ja czy mam na ręku SMP na 1120 czy SMPc na 2500 czy jeszcze cokolwiek innego to pod względem użytkowym zachowują się porównywalnie. Różnicę robi koperta, bransoleta, znaczek - tutaj mógłbym dyskutować czy bardziej mi pasuje nowa SMPc czy Sub. Oczywiście czułbym dyskomfort gdyby chcieli ode mnie 20 czy 40 koła za zegar napędzany werkiem za 100 dolarów, z drugiej strony nie jestem na tyle oderwany żeby dać sobie wmówić że jak dam tyle to on będzie jakoś super lepiej chodził, nie, co najwyżej łatwiej mi będzie przeboleć wydatek jak mi się wmówi że to jakaś kosmotechnologia. Może wytrzyma 200 lat zamiast 50 albo 100 ale czy to dla mnie ma znaczenie?