Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1508
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Może nawet był drogi, zanim Kolega oszolom podłożył go pod tramwaj. Pierwszy był Cartier Crash, rzeczywiście drogi. Ostatnio egzemplarz z pierwszej oryginalnej serii, czyli London Cartier Crash, uzyskał cenę ok. 1,5 mln dolarów. Nic dziwnego, że namnożyło się różnych kopii typu Exaequo Softwatch albo Laarvee. Powyższy zegarek bardzo przypomina Laarvee, czyli raczej coś, co przejeżdżający tramwaj zrobiłby z Roleksa a nie z Cartiera.
  2. To nie miało być "Radek, popraw", tylko nowa interpretacja, na którą pozwalał tekst. O kolizji "fałhapa" z ogromnym (i wiecznym) kalendarzem. W sprawie Heritage 1945 miałem zaś nadzieję, że może właśnie pokażesz ten zegarek w taki sposób, żebym mógł załapać dlaczego tak się niektórym podoba. Bo w tej chwili uważam, że oryginalny zegarek Bena Clymera był świetny, tylko Longines zepsuł w tym projekcie prawie wszystko, co można było zepsuć.
  3. - W przypadku niektórych modeli skłonny jestem się zgodzić. - Też się zgadzam. - Tu mam mały problem, bo nie wiem do czego mógłby się przydać system repozycjonowania wskazówek po kontakcie z wiecznym kalendarzem. Może chodzi o wieczny kalendarz w wersji podłogowej, typu heavy duty? - Cóż robić, to niechybnie nastąpi. Ciekawe, czy jesteś już na etapie ponownego zakupu Military 1938. A z tych dwóch na zdjęciu, wciąż się trochę boję tego z lewej strony. Wyląda, jakby miał pyszczek za blisko nosa.
  4. Ciekawy zegarek, nie spotkałem tej marki na żywo. Dzięki za wrzucenie. Wprawdzie "Ukrainian designer" nie uniknął pewnej przesady, ale bardzo podoba mi się ta oryginalna czcionka indeksów. Znasz taki cytat z Victora Hugo? "Nic nie napełnia serca takim smutkiem, jak symetria. Symetria bowiem to nuda; nuda zaś to dno smutku. Rozpacz ziewa."
  5. O, widzę, że Kolega z Lublina.
  6. Ale jednocześnie? Czy najpierw kochają a potem zabierają? 😁 (trzeba by zapytać pana dra Kruszewicza) Ciekaw jestem, czy są jakieś zegarki dla kobiet zaprojektowane przez kobiety. Tak abstrakcyjnie jestem ciekaw, bo nie mam dostępu do informacji na ten temat.
  7. 1) Nie zrozumiałem tego z "dwunożną sroką", bo prawdziwe sroki również są jak najbardziej dwunogie. 2) [Dyrektor Marketingu Ważnej Firmy Modowej:] Ale jak to tak, zegarek bez złota i kamieni szlachetnych, albo choćby masy perłowej? Nietypowe upodobania. Może jeszcze prawidłową godzinę miałby pokazywać? 3) Bulgari Serpenti powinien o każdej pełnej godzinie syczeć i wysuwać rozdwojony język. Dziwię się, że jeszcze nie opracowali takiej wersji. 4) Mnie się podobają również kobiety w zegarkach męskich (a niektóre nawet w ogóle bez). Sytuacja odwrotna, czyli mężczyzna w damskim zegarku, też się obecnie zdarza (np. małe PRX-y) ale nie ma już takiego uroku.
  8. Też uważam, że Moon wygląda najlepiej, przynajmniej na ręce Piotra (mimo, że zapięty za blisko dłoni). Mocno zwężającą się bransoletę odbieram raczej na plus. Mnie się jeszcze podobają Globemastery, ale nie na bransolecie i z kalendarzem rocznym, tylko że są dość grube.
  9. A byłem prawie pewien, że napiszesz "na siedząco".
  10. Nic dziwnego, bo jest dużo ciekawszy od suba. Dobrze, że to Smok Wawelski, bo w pierwszej chwili pomyślałem, że to może Krokodyl Giena. Obydwaj mają mniej więcej tyle samo wspólnego z Błoniem, ale pomysł fajny.
  11. Dla Zenitha to potencjalnie bardzo dobra wiadomość. Znacznie gorsza dla Hermèsa.
  12. "Konkłestów" w większości też nie. Tych nowych, znaczy.
  13. "Fałhapów" za bardzo nie rozumiem, z estetycznego punktu widzenia, ale pasek świetny.
  14. Jest taki problem, że w niektórych wątkach nie odróżniam surovego od Mirosuawa.
  15. A masz mikroregulację ❓️ E tam, a po co 😁
  16. Drobny mesh bardziej pasuje do tego zegarka, niż poprzednia bransoleta.
  17. Owszem, gwarancja że mechanizm będzie trzymał parametry i zapewnienie bezpłatnej regulacji, to konkretne korzyści użytkowe. Ale nie wynikają one z certyfikatu METAS, który sam z siebie nie zapewnia tych korzyści. Wynikają one z decyzji i działań producentów, nie ze standardu METAS (oraz z tego prostego faktu, że koło i sprężyna balansu raczej nie są rozdzielane podczas czynności serwisowych, więc zakładamy, że zespół balansu będzie działał jak należy również w dłuższym użytkowaniu). Rolex jest tu rzeczywiście dobrym przykładem, bo nie ma związku z tym standardem; oferuje powyższe korzyści bez świadectwa METAS, tylko stosując własny standard "Superlative Chronometer" (wyjątkiem jest Tudor, ale to temat na osobną rozmowę o tym, jak Rolex za pomocą Tudora usiłuje zagrozić Omedze na jej własnym terytorium, którym jest standard METAS). Mam też odpowiedź na kolejne zdanie: "nie wiesz czy przed wejściem danego werku do certyfikacji METAS nie przechodzi on drobnych modyfikacji żeby mógł trzymać te parametry latami". Raczej wiem, jak każdy, kto zapozna się z zagadnieniem, zamiast polegać na przekazie marketingowym. Mechanizm znacznie wcześniej "przechodzi modyfikacje, żeby mógł trzymać parametry latami". Odbywa się to u producenta, na etapie wewnętrznych stopni kontroli jakości, a przed certyfikacją zewnętrzną (COSC - sam mechanizm, ewentualnie później METAS - cały zegarek). Zasada działania zegarka nie zmieniła się zasadniczo w ciągu ostatnich dwustu lat. Poza niszowymi konstrukcjami eksperymentalnymi, z których nieliczne osiągnęły sukces rynkowy (jak wychwyt współosiowy Omegi albo spring drive od GS), zmiany polegają na zwiększaniu odporności mechanizmu na zużycie i wstrząsy lub na wpływ pól magnetycznych, na wydłużaniu rezerwy chodu, oraz na stronie wizualnej (czyli na usiłowaniach wyróżnienia się wyglądem). W systemach certyfikacji, takich jak COSC i METAS, chodzi nie tyle o zmniejszanie odchyłek wskazań czasu, bo to przy obecnym poziomie technologicznym nie jest takie trudne, co o zapewnienie spójności wskazań w różnych warunkach. Obydwa te standardy mają zasięg lokalny, dotyczą tylko zegarków szwajcarskich (konkretnie takich, które spełniają warunki wymagane do uzyskania oznaczenia "Swiss made"; COSC ma prawo weryfikacji czy zgłoszone mechanizmy spełniają te warunki). Teraz uwaga, bo METAS formalnie nie ma wymagań co do pochodzenia zegarka. Niektóre portale zegarkowe podają nawet, że "każdy producent" może tam zgłosić zegarek do certyfikacji. Otóż wcale nie "każdy", bo żeby ubiegać się o METAS, trzeba mieć najpierw COSC. A żeby mieć COSC, trzeba mieć mechanizm "Swiss made". Pytanie, jaka jest rzeczywiście korzyść z METAS? Przy czym nie interesuje mnie, w co sami producenci chcą, żebym wierzył, tylko jakie w końcu są te korzyści. Wyjaśniłem powyżej, że "trzymanie parametrów" i "darmowe" regulacje równie dobrze można mieć bez METAS. A co można mieć? Można mieć ten rodzaj pewności, który niektórzy mają powołując się na "uznanych ekspertów" w danej dziedzinie. Jeśli ktoś z dyplomem inżyniera budownictwa twierdzi, że most wytrzyma obciążenie 8t na oś, to mu wierzymy, bo okazuje się, że ciężarówka wjeżdża i most się nie zawala. Na prostych przykładach to się sprawdza, na trudniejszych już trochę gorzej. Jeśli minister zdrowia twierdzi, że jednorazowe podanie podskórne "szczepionki" wektorowej na Covid-19 zapewnia odporność, to też mu wierzymy i idziemy się zaszczepić, zamiast najpierw sprawdzić. Potem okazuje się, że to wszystko nieprawda, ale wtedy już jest za późno, bo ministrem czy wiceministrem zdrowia już od dawna jest kto inny. Ale niektórzy nie chcą się w to zagłębiać i opanowywać nieznaną dziedzinę, większości wystarczy opinia eksperta. Wartość METAS opiera się na fizyce ciała stałego, więc jest znacznie bliższa przykładowi z mostem. Uznajemy, że to wiarygodny standard, ale nie ma aż takich zalet, jak pewność że jakiś most się pod nami nie zawali, albo że za dwadzieścia lat nasza Omega bez dodatkowych czynności (i dodatkowych pieniędzy) wytrzyma nurkowanie z maską i "fajką". Co najwyżej możemy być pewni, że nowy zegarek z certyfikatem METAS będzie "dobry", czyli będzie nam pokazywał upływ czasu z określoną i stałą dokładnością, zachowując wodoszczelność, antymagnetyczność i odporność na wstrząsy - przez jakiś czas. Nie wiemy przez jaki, bo o tym METAS nie mówi. Jeśli ktoś kupi sobie Omegę jako "inwestycję" (kolejny absurd, na kolejną rozmowę) i schowa ją w sejfie, a za 20 lat wyjmie i będzie chciał sprzedać albo używać, potrzebny będzie serwis, czyli rozłożenie zegarka na części i ponowne złożenie. METAS nie może obiecać, że zegarek po serwisie będzie nadal zachowywał standard METAS, to może zapewnić tylko producent we współpracy z serwisem, Wiemy natomiast, że będzie to zegarek drogi w zakupie, i że nabywając go, pomożemy szwajcarskim producentom w umacnianiu ich pozycji. Bo trzeba pamiętać, skąd wziął się COSC. Stąd, że ok. 1970 r. szwajcarskie firmy zegarmistrzowskie z pięciu kantonów poczuły na plecach gorący oddech z Kraju Kwitnącej Wiśni. Mechaniczne "chronometry" w konkurencji z nowym kwarcowym Seiko poodpadały jak muchy. Dlatego w 1973 r. Szwajcarzy postanowili chronić swój rynek i pieniądze tworząc COSC, który z definicji wykluczał certyfikowanie zegarków japońskich i jakichkolwiek innych spoza Szwajcarii. A METAS, to taki COSC 2.0.
  18. Treaz ja nie rozumiem, bo jeśli to Ty czegoś nie zrozumiałeś, to dlaczego to ja mam doczytać? Uzupełnienie mojej wiedzy w niczym Ci przecież nie pomoże. Dobra, teraz poważnie, tłumaczę jeszcze raz: uzyskanie certyfikatów COSC i METAS nie wymaga modyfikacji budowy mechanizmu. Jeśli mechanizm jest wystarczająco dobry, to wystarczy go wyregulować, aby uzyskać świadectwo COSC, a potem ewentualnie jeszcze trochę doregulować, żeby dostać METAS. To wszystko. Nikt nie konstruuje werków specjalnie "pod METAS". Sens całego procesu Omega podsumowuje tak: 'Standards like COSC and METAS not only enhance the value of a timepiece but also assure the wearer of its reliability and craftsmanship." Nic więcej nie ma.
  19. Dla mnie także sprawa kategoryzacji "luksusu" jest drugorzędna. Ciekawią mnie raczej przekonania ludzi i to, co później z tego wynika. "Najlepsze sportowe czasomierze" to również sąd oparty na przekonaniach, dosyć trudnych do analizy, bo trudno jest zdefiniować "najlepszość". Ale przyznam, że jedne i drugie mi się podobają, Omegi trochę bardziej. Nawet ostatnio spodobały mi się ze dwa modele Breitlinga, o co bym się nigdy wcześniej nie podejrzewał. A taki Rolex, sam jeden, faktycznie produkuje milion zegarków rocznie (Omega o połowę mniej). Może kilka procent z ośmiu miliardów ludzi mogłoby sobie pozwolić na drogi zegarek, ale biorąc pod uwagę, że dziesiątki czy setki milionów potencjalnych nabywców skupione są głównie w Europie, Ameryce Płn. i Azji Pd.-Wsch., zastanawiam się czasem, gdzie się właściwie podziewa ta ogromna ilość zegarków. W miastach europejskich i amerykańskich, w których bywałem, nie widzialem jakiegoś zatrzęsienia roleksów. Owszem, trochę widać (pewnie trzeba założyć, że co trzeci czy co czwarty jest prawdziwy), ale względnie rzadko. Mówię oczywiście o miejscach, gdzie widuje się wielu ludzi zamożnych albo przynajmniej dobrze ubranych. Nie wiem, co ludzie z tym wszystkim robią, zanoszą do banku, trzymają w sejfach? Upychają zegarki w bieliźniarkach ze skarpetkami? Nie. To cały czas ten sam mechanizm, chodzi tylko o dokładność regulacji. Chodzi o pracę nad przekonaniami klientów, nie nad budową mechanizmu. Można powiedzieć, że to "poprawa kluczowych parametrów mechanizmu" ale bardziej w umyśle nabywcy, niż w zegarku. A poza tym, gdyby rzeczywiscie dokładność zegarka byla najwazniejsza, to wszyscy nosiliby kwarce.
  20. "Zorro"! Fajna reedycja interesującego modelu. To nic, że trochę gruby jest, taki bardziej "Sgt. Garcia".
  21. Każda rozpoznawalna marka to "masówka" z definicji. Inaczej nie byłaby rozpoznawalna. Ale jeśli miałeś/mieliście na myśli "masówkę" jako przeciwieństwo "luksusu", to już niekoniecznie. Wymienione marki mieszczą się swobodnie w obydwu kategoriach, przy czym Rolex jest najbardziej masowy (najwieksza produkcja, zarówno pod względem ilości, jak wartości) i jednocześnie uważany za najbardziej luksusowy, bo najdroższy i najtrudniej dostępny. Można? Można. 😁 Wracając do Omegi, co-axial nie jest już nowością, to tylko zmiana ilościowa (więcej mechanizmów) ale nie jakościowa (brak innowacji w werku, który już był opracowany; teraz tylko zwiekszamy podaż). Certyfikacja METAS również nie jest zmianą jakościową, bo nie wymaga zmian w konstrukcji mechanizmu. To cały czas ten sam mechanizm, plus opłata za METAS. Po co to wszystko? Oczywiście po to, żeby się wyróżnić i podnieść cenę, czyli jesteśmy w punkcie wyjścia. Ale, że oprócz tego jesteśmy też Klubie Miłośników (a nie hejterów) Omegi, trzeba sprawiedliwie zauważyć wprowadzenie systemu Spirate w modelu Super Racing Spirate System 329.30.44.51. To rzeczywiście jest jakaś innowacja. Nie tak przełomowa jak np. nowy typ wychwytu, ale jednak. Cieszę się, że ktoś w Omedze uznał, że jednak sam marketing nie wystarcza i że czasem wypada zrobić coś naprawdę, oprócz nowych kolorów i kolejnych wersji limitowanych.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.