A ja wręcz przeciwnie - w ostatnich tygodniach tylko dobre lub bardzo dobre filmy. - "Jeszcze nie koniec" - francuski film o rodzinie, w której trwa walka o prawo do opieki nad dziećmi. Denis Menochet w roli ojca perfekcyjny. Ostatnia scena - podobnie. - "The Square" - też świetnie się ogląda. Dużo humoru i ciekawych obserwacji na temat współczesności. I tutaj bardzo dobra główna rola męska - Claes Bang. - po raz piąty czy dziesiąty - "Misery", nawet nie od początku, ale to zawsze jest świetna rozrywka. - "Dusza i ciało" - nie sądziłem, że mi się spodoba. Raczej nie trafia do mnie węgierskie kino (ani to stare, ani tym bardziej Mundruczo itp.), a tu jednak i fajny humor, i zaskakująco wartka akcja, piękne zdjęcia. Choć jedna scena na pewno nie jest dla wrażliwych na los zwierząt, które później zjadamy... Ok, nowe kino ma się świetnie, ale nie można zapominać o tym, co się lubi najbardziej. "Dusza i ciało" przypomniał mi, że wciąż nie widziałem... "Body and Soul", czyli "Ostatniej rundy". Trzeba to więc było nadrobić. Satysfakcja - 110%! Wszystko to, co w kinie lat 40. lubię najbardziej. Zdjęcia James Wong Howe ("i wszystko jasne", jak by to powiedział Siara), montaż na w pełni zasłużonego Oscara, a sekwencje walk na ringu wytrzymują porównanie ze "Wściekłym bykiem". Bo tak jak "Dom ludzi obcych" był swego rodzaju zapowiedzią "Ojca chrzestnego", tak "Ostatnia runda" wyprzedza film Scorsese. Do tego wielu fajnych aktorów, np. John Garfield, trochę mnie zawsze przerażająca Anne Revere (nie wiem, dlaczego - gra zazwyczaj pozytywne role) i ktoś, o kim wspomnę na końcu. Do tego poruszający wątek czarnego boksera, który musi walczy z zakrzepem mózgu. No a ten jeszcze jeden aktor z obsady to: Kto pozna bez przerzucania do grafiki Google lub sprawdzania w obsadzie?