Każdemu może się zdarzyć pomylić - po pierwsze dlatego, że to gwiazdy sprzed stu lat, po drugie - Lloyda, Keatona i Chaplina często się ze sobą zestawiało, porównywało. Każdy z nich był jednak inny - bohater Chaplina moralnie triumfował, ale nigdy nie osiągał tego, czego pragnął (wyjątkiem jest "Gorączka złota"), bohater Keatona nie uśmiechał się, a zwycięstwa zawsze miał "doprawione" poczuciem samotności i goryczy. Lloyd zaś nie był tak refleksyjny i najpełniej realizował mitologię amerykańskiego snu - szybko, bezczelnie, na sam szczyt Każdego z nich lubię.