-
Liczba zawartości
2658 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Edmund Exley
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Mocne wejście. I fajny awatar, z "Ćmy", prawda? -
To podobnie jak u mnie "Lizarda" też oczywiście bardzo lubię, ale mogę - na pewno tak jak i Ty - powiedzieć to jeszcze o niejednej Karmazynowej płycie, która nie zmieściła się w pierwszej piątce. Teraz np. słucham sobie "In The Wake Of Poseidon", do której dojrzewałem kilka lat. Długo uważałem ją za bardzo dobrą, ale nie wybitną kontynuację pomysłów z debiutu, wszak można znaleźć tu sporo analogii ("21st Century..." i "Pictures Of a City"; "I Talk to the Wind" i "Cadence..."; "Epitaph" i "In The Wake...", do pewnego stopnia też rozimprowizowane "Moonchild" i "Devil's Triangle"). Tymczasem każde kolejne przesłuchanie ujawnia bezkompromisowość, piękno i bogactwo tej płyty - zresztą, u nas @Jacek K. o tym już pisał nie jeden raz. Debiut jest na niej punktem odniesienia, ale "In The Wake Of Poseidon" jest w istocie integralnym arcydziełem rocka, nie tylko swej epoki.
-
Bardzo fajny, rozbudowany post. Z podanych przez Ciebie filmów 10 lat temu widziałem "Moon" i podobał mi się. Fajny Rockwell, muzyka Clinta Mansella. A reżyser jest synem Davida Bowiego.
-
U mnie: 1. THRAK 2. Discipline 3. Red 4. Larks' Tongues In Aspic 5. In The Court Of The Crimson King
-
Tzn. "Three Of A Perfect Pair" bardzo lubię ("Sleepless"!), ale ulubioną płytą jest inna - tym niemniej rzeczywiście można użyć parafrazy i powiedzieć, że grają na niej trzy perfekcyjne pary [para gitar, para perkusji oraz bass+stick]
-
Genialna jest ta płyta. Okładka też. Pisaliśmy o tym już zresztą nie jeden raz. Younga szanuję, ale wciąż nie znam wystarczająco dobrze. Tego albumu nie słuchałem nigdy, zapamiętam go. Okładka podobna trochę do "Rust Never Sleeps". Dziś włączyłem sobie moją ulubioną płytę - od 21 lat nie zmieniam zdania. To nie okładka oczywiście, ale wtajemniczeni wiedzą
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
Edmund Exley odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Sampdoria znowu gubi punkty, Everton z cennym remisem, a Aston Villa wciąż w wyścigu o mistrzostwo Moją uwagę zwrócił ten artykuł - zaznaczyłem na żółto elementy, które budzą moje zdziwienie. Ale może się mylę i rzeczywiście mamy do czynienia z sensacyjnym wielkim powrotem legendy. -
W apogeum mojej LEGO-manii godzinami gapiłem się na strony książeczek, na których były zestawy z Lodowej Planety. Marzyłem zwłaszcza oczywiście o modelu nr 6973: Podobała mi się całość, ale najbardziej to, że można było odłączać moduły i mieć niewielki, szybki statek pościgowy. Sam miałem tylko dwa małe zestawy z tej serii, ale teraz mamy tyle białych i niebieskich klocków, że... postanowiłem sobie szybko wrócić do jednego z dziecięcych marzeń. Mógłbym zbudować coś naprawdę ekstra, ale tym razem liczył się dla mnie bardziej sam klimat. Oczywiście, klasyczne ludziki też mam. Myślę, że w latach 90. mój projekt miałby szansę na niezłe powodzenie
-
Super Prawdę mówiąc, to myślałem, że jesteś nawet dłużej.
-
Mój wielki sentyment i podziw dla calcio lat 80. i 90. sprawia, że czasem wykazuję się słabością wobec innych przejawów włoskiej kultury popularnej tego okresu. Czasem włączę sobie np. jakąś piosenkę w wykonaniu Franco Battiato. W teledysku do jednej z najpopularniejszych ma zegarek z poniższego zdjęcia: Czyżby była to Raketa ze wskazaniami faz księżyca z lat 80.?
-
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ten chrono wydaje mi się (zaznaczę jednak, że nigdy nie oglądałem na żywo) trochę... bez wyrazu. Podejrzewam, że wskazówki na żywo mogą być mało wyraźne. Ma go u nas ktoś? Natomiast ten nowy Conquest jest jednak jakiś taki "uwodzicielski". Nawet sobie na tapetę w domowym komputerze ustawiłem jedno ze zdjęć Co mi się w nim mniej podoba, to dość mocno obudowane okienko daty (ale zdaje się, że w pierwowzorze było podobnie) i jednak ten przeszklony dekiel. No bo po całym dniu miłośnik Conquestów Heritage lubi sobie popatrzeć np. na coś takiego: -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki za link, zdjęcia pana Marcina Klabana jeszcze lepsze niż te na Monochrome Watches. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dużo ładnych zdjęć nowego modelu: https://monochrome-watches.com/longines-conquest-heritage-central-power-reserve-reedition-hands-on-review-specs-price/ -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Rewelacyjne zestawienie! Takie zdjęcia pozwalają oddać urok codziennego używania znakomitego zegarka. To akurat nie jest zaskoczenie Dzięki za świetne opisy i podzielenie się wrażeniami. -
Wreszcie obejrzałem film Martina Ritta "Hud, syn farmera" - bodaj najważniejszy z filmów Paula Newmana, których dotąd nie oglądałem. I cóż - chyba jeden z najlepszych. Paul gra tu coś pomiędzy "Długim upalnym latem" a "Kotką na gorącym blaszanym dachu", ale jest lepszy niż w tych filmach. Doskonali są Melvyn Douglas i Patricia Neal, znana z "Twarzy w tłumie" Kazana. Film wygląda bardzo współcześnie, dzięki pięknym czarno-białym zdjęciom, które zrobił James Wong Howe. Inspirowali się nimi chyba Bogdanovich i Surtees robiąc "Ostatni seans filmowy" [zresztą, na podstawie powieści tego samego autora]. "Hud" to opowieść o przemijaniu pokoleń i pokoleniowym konflikcie, odpowiedzialności, zasadach i fatum. Gorzki film, ze znakomitym tempem i kapitalną sceną - nazwę ją tak, by nie zdradzać za dużo fabuły - z udziałem buldożerów.
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
Edmund Exley odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Odszedł kolejny z wielkich - Luigi Riva. To był Gość! Co ciekawe - zmarł niedługo po Beckenbauerze. Wspominałem już kiedyś o filmowym akcencie łączącym tych dwóch gigantów - mianowicie w filmie "Klasa robotnicza idzie do raju" syn partnerki głównego bohatera (Gian Maria Volonte) snuje przed nim plany wzmocnień, jakich ma dokonać tracący blask Milan. I mówi właśnie, że "kupimy Rivę i Beckenbauera". Na co Volonte odpowiada - "przecież nie macie w ogóle pieniędzy!". -
No Lubos to ciekawy aktor. A piosenka, z której, jak się zdaje, pochodzi hasło na plakacie, jest naprawdę fajna: Swoją drogą - już wyobraziłem sobie zakończenie. Noc, rozpieprzone śląskie miasteczko i wrogowie Lubosa, a ten nonszalancko ociera pot i krew z czoła i odchodzi przed siebie, kamera idzie powolutku do góry [wewnątrzujęciowe przejście z planu średniego w totalny], tu włącza się Majka, zaciemnienie na kilka sekund, napisy - tak to się powinno kończyć. Ale dadzą pewnie jakiś bluzgający hip-hop... Ja obejrzałem "Broadcast News" (u nas pod nieco koślawym tytułem "Telepasja"). Lubię filmy o amerykańskich mediach. Oczywiście, wiadomo który jest najlepszy i niedościgniony. Oprócz tematu "Telepasję" chciałem obejrzeć też dla epizodu Nicholsona i z uwagi na zdjęcia Michaela Ballhausa, którego wiele prac uwielbiam. Cóż, dziś to typowy obyczajowy film z niezbyt udanej dla amerykańskiego kina dekady lat 80. - niegłupi, ale bez emocji, letni, a w ukazywaniu relacji jakiś taki mało wiarygodny. Bywa zabawny, gdzieniegdzie łapie jakieś ciekawe przemiany w medium, ale... dziś ogląda się to jak film - nomen omen - telewizyjny, niestety. Ładna scenografia - fajnie mają urządzone mieszkania, jest Cadillac Allante, klimat analogowej TV. To na plus. Rolexy też są, ale poznajemy to po bransoletach.
-
Klaus Allofs i Rolex nawiązujący kolorem bezela do ówczesnego miejsca pracy (Wolfsburg), ale chyba też do reprezentacyjnej i klubowej (owocny finisz kariery w Werderze) przeszłości:
-
Jechałem sobie wczoraj późnym wieczorem w śniegu i Wiernik dał tę wersję: No i z racji urodzin, które wczoraj by przypadały:
-
Rzadko to się zdarza tak szybko, ale... obejrzałem "Wiosenną bujność traw" ponownie. Masz całkowitą rację odnośnie ojca Wilmy - jest to wyciszona, ale mocna i wzruszająca postać. "Doceniłem" też postać Kay, jednej z koleżanek z klasy. Gra ją zresztą Sandy Dennis, która niebawem dostanie Oscara za dobrą rolę w "Kto się boi Virginii Wolf?". Widać tu już jej potencjał, ale i chyba też mistrzowską rękę Kazana w prowadzeniu aktorów - mówię tu np. o scenie, gdy dziewczyny przychodzą na bal i Kay rozumie, że to nie ona powinna być tu z Budem. Sam Bud wydał mi się ponownie dobry. Bo to nie jest twardy chłopak - taki może jest na boisku, takim chce go widzieć ojciec, ale to przecież wrażliwy chłopak, który ma świadomość swych ograniczeń i jest zagubiony w uczuciu. I tu ponownie zwróciłem uwagę na Kazanowskie niuanse - gdy Beatty przesuwa się w lewą stronę kadru i opiera o płot w scenie na chodniku w Nowym Jorku (wiadomo. w jakich okolicznościach) i gdy na samym końcu, zakłopotany prosi gestem Wilmę, by jeszcze odrobinę oddalili się od koleżanek czekających w samochodzie. Piękny film. Do "Na wschód od Edenu" muszę natomiast wrócić. Mam wrażenie, że nie poświęciłem temu filmowi należnej mu uwagi. Kumpel polecił mi też - na zasadzie sentymentu do tematu i lat 80. - "Beztroskie lata w Ridgemont High" Nie ukrywajmy, do dziś bawi, choć jeden z wątków mocno zastanawia. Scenariusz napisał Cameron Crowe i jest tu dużo muzycznych smaczków, w tym trzy czy cztery Zeppelinowskie, m.in. napis na drzwiach klasy w szkole i rada, by w "decydującym momencie" randki włączyć pierwszą stronę "Czwórki" [nie dochodzą jednak to tego momentu, musi wystarczyć "Kashmir"] Na ekranie wiele późniejszych gwiazd. Najważniejszy moment seansu to jednak oczywiście to: 🤩
-
Super zestawienie Fajne, oryginalne młodzieżowe hobby - choć tak nietypowe, że aż przypomina mi postać Toby'ego Maguire'a z filmu"Cudowni chłopcy", który zasypuje rozmówców datami samobójczych śmierci znanych postaci ze świata showbiznesu Twoje zainteresowanie dużo bardziej optymistyczne.
-
Wciąż nie obejrzałem "Ferrari". W minionych tygodniach i dniach: - "Wielki wóz" - niepozbawiona uroku, ale miejscami drażniąca (śmiesznie naiwne fragmenty o "politycznym aktywizmie" francuskich intelektualistów...) opowieść o rodzinie prowadzącej teatr lalkowy. - "Jeremy" - u nas nieznany, ale w Stanach jeden z klasyków kina "coming of age" lat siedemdziesiątych. Nie jest to kino, które przechodzi próbę czasu bez szwanku, ale o nastoletnich uczuciach mówi pięknie. - "Uśmiech losu" - polski film rozgrywający się w Grecji, Bardzo nieśpieszny, w końcówce niestety aż za bardzo. Jest tu jednak sporo fajnego humoru i bardzo ładna grecka aktorka. Główny bohater cały czas nosi jakiegoś vintage'a na pasku, nawet gdy w pełnym greckim słońcu ładuje kilkadziesiąt worków kamieni... - "Wiosenna bujność traw" - no wreszcie obejrzałem, Piękny film, jeden z najlepszych Kazana bez wątpienia. Natalie Wood cudowna, Warren Beatty wiarygodny. I ta ostatnia scena, jakże prawdziwa... Podobał mi się bardziej niż "Na wschód od Edenu", a na pewno mocniej zapadł mi w pamięć (bo przyznam, że choć "Na wschód od Edenu" oglądałem jakieś 8-9 lat temu, to niewiele dziś pamiętam). - "Saltburn" - z nastawieniem na rozrywkę sprawdził się znakomicie. Oczywiście, sporo tu klisz, za to subtelności brak, dużo można przewidzieć itp., ale jest to tak efektownie podane, że mi oglądało się naprawdę przyjemnie. Do tego pomysłowa czcionka napisów w czołówce i kilka bardzo fajnych scen
-
Hans van Breukelen w świetnej formie. Na nadgarstku Cartier Pasha Chronograph:
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
Edmund Exley odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Beckenbauer jawił mi się jako uosobienie sukcesu odkąd byłem małym chłopcem i zacząłem poznawać, co to Mundial, kto to Pele itp. To było oczywiście w trakcie Italia '90. Elegancko ubrany, ze spokojem prowadził świetną ekipę po złoto. Później mnie często wkurzał, swoimi buńczucznymi wypowiedziami o kierunkach rozwoju europejskiej piłki, pojawiły się też brzydkie rysy na jego wizerunku jako działacza. Ale obejrzałem też sporo fragmentów jego gier i naprawdę był genialnym piłkarzem - już w 1966 gdyby RFN wygrał, to Franz byłby pewnie ogłoszony graczem turnieju. No i 1970, gdy po starciu z Facchettim półfinał dograł z ręką unieruchomioną bandażem: Co ciekawe - w 1972 wydawał mi się w półfinale i finale Euro mniej pewny, ale oglądałem te mecze wiele lat temu. Nie ma wątpliwości, że był jednym z największych symboli piłki nożnej.
