A zatem nareszcie obejrzałem "Fatalne zauroczenie", prawie w całości (wyjaśnię to na końcu wypowiedzi). Rzeczywiście, świetne kino, na którym nie można się nudzić. Douglas to specjalista od ról facetów uwikłanych w skomplikowane destrukcyjne erotyczne relacje, Glenn Close przeraża, a Ann Archer chciałoby się przytulić - czyli wszystko zagrane tak, jak należy. Zresztą - wszystkie filmy Adriana Lyne'a, które dotąd widziałem, bardzo mi się podobały.
A dlaczego nie w całości? Bo oglądałem na Paramount Network, który torturował widza 10-minutowymi blokami reklam, ale nie miał już czasu, by pokazać napisy końcowe. I to filmu, który przecież dystrybuował! To u nich stała praktyka - pisałem już tu zresztą o tym. Zrobili tak też w "Czy leci z nami pilot", pozbawiając widza sceny z klientem taksówki czekającym wciąż na Strikera.