Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2613
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Świetny, gratulacje, niech cieszy jak najdłużej! Bardzo fajne zdjęcia, aż czuć tę solidną masywność
  2. Mój ulubiony czas Gullita: p.s. Lincoln, podejrzewam, że zgodzimy się, że najlepsza linia obrony (rzeczywista, nie wyobrażona) to Maldini, Baresi, Costacurta, Tassotti.
  3. A gdzie ten Baresi tu jest? 😉 No dobra, Maldini to jeden z kilku, który może się spierać z Franco o to miano. A obok Gullit, prawda?
  4. @PiotrekL, świetne wprowadzenie. Abstrahując jednak od jakości wykonania i innowacyjności - tarcze w ostatnich pokazanych tu modelach rozwiązali kiepsko. Nie dość, że są małe, to jeszcze w ok. 1/3 uniemożliwiony jest precyzyjny odczyt minut. Najlepszy pod tym względem jest chyba "skeleton" One Week, jedyny z kompletnymi indeksami...
  5. Bardzo dobre zestawienie - dla mnie nr 1 to "Sticky Fingers", a zamiast "Exile" rozważyłbym "Between the Buttons" (bardzo lubię ) albo "Goats Head Soup". Z Mickiem Taylorem: A tu więcej - byli wtedy naprawdę w formie!
  6. "Sympathy..." to rzeczywiście znakomity utwór. A co myślicie o albumie "Exile On Main Street"? Anglosasi uważają go często za najlepszy w dyskografii Stonesów. "Shine A Light" z niego dało tytuł fajnemu rockumentary, w którym pojawia się nawet Aleksander Kwaśniewski Tym niemniej - ja Stonesów zazwyczaj słuchałem raczej "piosenkowo" niż "albumowo", a sam "Exile..." wydawał mi się przy kilku próbach trochę monotonnym albumem. Natomiast utworem, od którego zacząłem w ogóle słuchanie Stonesów, było wyemitowane w 2000 r. w Trójce "Mother's Little Helper", które nagrałem sobie na kasecie:
  7. Bohater dzisiejszego odcinka: Emerson Fittipaldi i Timex.
  8. Słuchaliście już całego nowego albumu Stonesów? Ja wysłuchałem kilku utworów, nawet fajnych. Nie był to nigdy mój ulubiony zespół, ale chyba jednak nie sposób nie lubić ich jako zjawiska. Jak ktoś ma ochotę, to zachęcam do podawania np. 5 ich ulubionych piosenek. U mnie w czołówce od dłuższego czasu na pewno są: I bonus - ulubiony filmowy moment Stonesów:
  9. Odbiór tempa i rytmu filmu jest oczywiście subiektywny - dla mnie kontemplacyjny rytm wielu scen "Czasu krwawego księżyca" sprawdził się znakomicie, jako odzwierciedlenie rytmu życia rdzennych Amerykanów, ale i powolnego nadchodzenia nieuchronnej katastrofy. Też nie jestem pewien, czy to dobrze, że Scorsese robi ostatnio aż tak długie filmy, ale osobiście nie miałem z tym problemu ani przy "Irlandczyku" ani przy "Czasie...", ani też wcześniejszych. Wciąż robi moim zdaniem niesamowite stylistycznie kino, w którym pulsuje energia - nie ma w historii amerykańskiego kina innego reżysera, który równo od 50 lat i "Nędznych ulic" jest właściwie wciąż na szczycie i wciąż ekscytuje kinomanów w każdym wieku, w każdej dekadzie proponując po kilka szeroko dyskutowanych i na ogół znakomicie zrobionych filmów. Wymienicie jakiś totalnie nieudany film Martina Scorsese? Ja najrzadziej wracam do "Kundun", najbardziej odległego od moich zainteresowań, i chyba do "Ciemnej strony miasta", ale kurczę, przecież to był i tak dobry film - polubiłem nawet dwie piosenki The Clash dzięki niemu [jak dotąd nie widziałem jego dwóch pełnometrażowych filmów: telewizyjnego Harrisona i - tak, wiem, wstyd - "The Last Waltz"] Odnośnie zaskoczeń w "Czasie..." - znałem tę historię słabo, głównie z tekstów zapowiadających film (zajrzałem też chyba kilka lat temu do Wikipedii), ale nie wiedziałem, kto będzie kim. W toku narracji kilka rzeczy potrafiło mnie zaskoczyć - dotyczy to zarówno rozwoju sytuacji bohaterów, nawiązywanych przez nich relacji, jak i zabiegów typowo montażowych i rozwiązań formalnych. Było też sporo "smaczków" dla fanów (np. travelling po domu rodzinnym Mollie, czy linijka tekstu Hale'a bardzo podobna do jednej z kwestii Jimmy'ego Conaway'a]. Z drugiej strony wiedziałem, że nie będzie jednoznacznego odkupienia i oczyszczenia - bo to faktycznie u Scorsesego można przewidzieć
  10. Bardzo dobry soundtrack. Warto zostać na filmie do samego końca napisów (na moim seansie zostałem jako jedyny na sali) - pojawia się specjalna dedykacja dla Robbie'ego Roberstona, dla którego była to ostatnia praca.
  11. Obejrzałem pierwszą godzinę filmu Mervyna LeRoya "The FBI Story" z Jamesem Stewartem, którego zawsze lubiłem, choć oczywiście nie był on aktorem o nieograniczonych możliwościach Teraz sięgnąłem po ten film oczywiście z uwagi na pewną fabularną korespondencję z "Czasem krwawego księżyca" - jedną z sekwencji stanowi w nim bowiem sprawa Osagów. Zarys historii się zgadza, ale oczywiście jest tu mocno uproszczona. Trzy rzeczy zwracają uwagę: - początek tego segmentu jest wręcz prześmiewczy wobec Osagów, - Jimmy jako agent FBI jest jak Jimmy-sklepikarz/Lindbergh/etc. - czyli jest po prostu sympatycznym sobą. W jednej ze scen na cały głos narzeka w domu (działając wciąż niejawnie), że wciąż nie udaje mu się złapać tych morderców - SPOILER OBU FILMÓW: eksplozja jest i wygląda - jak na lata 50. - całkiem całkiem. Resztę "The FBI Story" też oczywiście postaram się obejrzeć jakoś w tygodniu.
  12. Wspaniały zawodnik, symbol futbolu. I połowa jednej z najlepszych braterskich par w historii:
  13. Panowie, dziś liczy się tylko jeden film Niedawno wróciłem, trzy i pół godziny minęło bez żadnego zmęczenia, nudy itp. Na pewno nie jest to film dla każdego, być może Scorsese mógł opowiadać trochę mnie szczegółowo, ale to świetnie, że nie musiał tak robić. Trudno tak od razu wszystko poukładać po seansie, o fabule nic nie będę pisał, nawet o aktorach też nie - ich gra jest bowiem organicznie połączona z ekranowymi wydarzeniami. Powiem tylko, że klimat lat 20. oddany niezwykle plastycznie (klasyczne, ale celne wykorzystanie archiwaliów i fragmentów na nie stylizowanych), a atmosfera śmierci otula film niczym indiański koc Podobała mi się też coda filmu, pomysłowo osadzona w tradycji amerykańskich mediów. Wobec Scorsesego nie jestem może obiektywny, ale niezmiernie się cieszę, że film wreszcie jest i że jest udany.
  14. Tu jest skrót: A tu - składy z poprzedniego triumfu nad Brazylią. Trochę się od tego czasu zmieniło
  15. Ależ bynajmniej, a przynajmniej Tobie zdjęcie wyszło dobrze.
  16. To nowość czy nie wpisałem czegoś do Twojej teczki?
  17. W podstawówce myślałem, że w poniższej piosence śpiewają: And I called your name Michael Caine
  18. "Moja zbrodnia" - bardzo fajna, lekka komedia Ozona z mnóstwem formalnych aluzji do starego kina. Jest tam może cień feminizmu, ale ze sporą dawką przewrotności. I fajny duet aktorek: Nadia Tereszkiewicz o mniej subtelnej urodzie i Rebecca Marder, delikatniejsza i ciekawsza. Spoiler dla koneserów: w jednej ze scen kąpią się razem w wannie
  19. @AK&AK, bardzo interesujące zestawienie. Piękna jest ta Omega w kolorze "electric blue" z 2001. W analogicznym okresie w anglojęzycznych wydaniach dominowały reklamy Rolexa (m.in. z Viestursem i Delauze'em), Patka (ta słynna seria z zegarkiem dla pokoleń) i Panerai.
  20. A zatem nareszcie obejrzałem "Fatalne zauroczenie", prawie w całości (wyjaśnię to na końcu wypowiedzi). Rzeczywiście, świetne kino, na którym nie można się nudzić. Douglas to specjalista od ról facetów uwikłanych w skomplikowane destrukcyjne erotyczne relacje, Glenn Close przeraża, a Ann Archer chciałoby się przytulić - czyli wszystko zagrane tak, jak należy. Zresztą - wszystkie filmy Adriana Lyne'a, które dotąd widziałem, bardzo mi się podobały. A dlaczego nie w całości? Bo oglądałem na Paramount Network, który torturował widza 10-minutowymi blokami reklam, ale nie miał już czasu, by pokazać napisy końcowe. I to filmu, który przecież dystrybuował! To u nich stała praktyka - pisałem już tu zresztą o tym. Zrobili tak też w "Czy leci z nami pilot", pozbawiając widza sceny z klientem taksówki czekającym wciąż na Strikera.
  21. https://monochrome-watches.com/zenith-chronomaster-sport-polished-steel-bezel-metallic-blue-dial-tricolour-2023-hands-on-review-video-specs-price/
  22. Mój post tym razem trochę odbiega od tematu, ale jako jego założyciel sam siebie rozgrzeszam Dziś bowiem dygresja na temat reklam zegarków i futbolu. Przywykliśmy do napisu Hublot na sędziowskich tablicach, Omega na Ruchu, Enicar dawniej na San Siro, trudno wyobrazić sobie Mundiale z lat 80. bez niebieskich plansz Seiko wokół murawy, TAG Heuer zaznaczył obecność m.in. w Bundeslidze. Ernest Borel miał kiedyś klub w Chinach (trafiłem na niego, bo grał tam Gary Shaw). Ale rzadko firmy zegarkowe reklamowane są na samych koszulkach. Prawdę mówiąc dopiero dziś zobaczyłem zdjęcie Genoi z Seiko z początku lat 80.: W tej samej dekadzie Olympiakos reklamował Citizena: Tu wspomniany Ernest Borel FC z Hongkongu: FC Schaffhausen: Przychodzą Wam do głowy inne przykłady?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.