W weekend jeszcze jeden film wreszcie udało mi się obejrzeć: "Tamte dni, tamte noce" (oryginalny tytuł jest lepszy), które cieszyły się sporym rozgłosem kilka lat temu. Przemogłem się i oglądałem na Paramount Channel, co potężnie wydłużyło seans. Tym niemniej - podobało mi się na tyle, że być może wrócę do tego filmu. Atmosfera leniwie budowanego erotycznego napięcia i niepewności oddana świetnie (scenariusz: James Ivory!). Bertolucci zrobił w latach 90. podobny film "Ukryte pragnienia", ale tamten nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć. "Tamte dni..." wydają się dużo ciekawsze, także z uwagi na nostalgiczny obraz lat 80., kulturowe nawiązania i sporo fajnych aut w kadrze Bardzo dobrzy są też aktorzy, zwłaszcza Stuhlbarg (cały czas z zegarkiem, prawdopodobnie DateJustem na bransolecie oyster) i Hammer - on przykuł moją uwagę już w podwójnej roli w wybitnym "Social Network", tu też jest świetny. Oby jego kanibalistyczne perwersje nie złamały mu kariery. No i właśnie, a propos - pomimo tematyki "Tamte dni..." nie przekraczają granicy dobrego smaku, może z wyjątkiem sceny, która - UWAGA! SPOJLER! - wydaje się wręcz nawiązaniem do słynnego mema o "wspólnym jedzeniu pączusia"... Ale, powtórzę - godny uwagi film.