Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Wczorajszy świąteczny wieczór udało mi się poświęcić na interesujący film z czołówki mojej listy "do obejrzenia" - "To była ręka Boga", czyli mocno autobiograficzną opowieść Paolo Sorrentino. I końcowe wrażenie jest takie, że po "Boskim" i "Wielkim pięknie" to chyba jego najlepszy film, mimo, że np. "Młodość" ogląda się dużo przyjemniej. Tu jest natomiast mnóstwo nieprzyjemnych obrazów - głównie ze sfery cielesnej. Nie będę zdradzał szczegółów, ale kto widział, ten wie. Do tego drażniące sceny kłótni, krzyków - a i tak ogląda się świetnie. Jest tu znacznie bliżej do "Wałkoni" albo wczesnego Tornatore niż "Dolce Vita" i dobrze - bo kolejny "wielki i piękny" film Sorrentino byłby już nie do zniesienia. Podobało mi się dowcipne nawiązanie do jednej z moich ulubionych książek, czyli "Pustyni tatarów". No i sporo piłki, oczywiście. I tu mnie zastanawia jedna rzecz. Może ktoś mi to wyjaśni. Chodzi o sekwencję, dla której tłem jest zdobycie scudetto przez Napoli. Narracja jest chronologiczna. Najpierw mamy Mexico '86, później wiele wydarzeń, rozmowę bohatera z bratem, która dzieje się w sierpniu (zostaje to wypowiedziane) - najwcześniej więc to sierpień 1987 (ale może być nawet późniejszy rok). I dopiero później sekwencja z mistrzostwem, którą zrozumiałem jako celebrację PIERWSZEGO tytułu Napoli (pada z offu nawet stwierdzenie "primo scudetto", ale nie miałem tu tłumaczenia komentarza). Zatem to musiałby być maj 1987, a więc przed sierpniem. No chyba, że to już chodzi o tytuł z 1990, ale tu z kolei mi nie bardzo pasuje do rozwoju fabuły. W sumie to bez znaczenia dla fabuły, ale jednak.
  2. Zdjęcie z wielkanocnej sesji sprzed roku, ale dziś na inaugurację Świąt też był na ręku.
  3. Euro '96 - jest i Suchoparek Zdjęcie z meczu z Rosją, w którym Smicer w samej końcówce strzelił wyrównującego gola na wagę awansu. A później Poborsky przelobował Vitora Baię, w karnych udało się pokonać bezbarwną Francję i dopiero w finale niestety fuksiarski złoty gol Bierhoffa dał złoto Niemcom.
  4. Żaden z nich nie jest Czechem. Tomas Skuhravy i Jan Suchoparek by trochę tu pasowali, ale też raczej nie nosili wąsów.
  5. Wygląda na Tissot Gent XL Classic.
  6. Nie byłem może nigdy wielkim fanem Willisa, nawet nie oglądałem "Szklanych pułapek", ale kilka jego ról lubię. Budził w nich sympatię. To oczywiście Butch z "Pulp Fiction", ale też bohaterowie z "Szóstego zmysłu", "12 małp" i naprawdę niezłego (choć może zbyt pośpiesznie zakończonego) "Niezniszczalnego". W dzieciństwie widziałem też kilka odcinków "Na wariackich papierach", a jako że moja małżonka uwielbia "Przyjaciół", to widziałem też odcinek z nim i był naprawdę świetny, autoironiczny, ale nie przeszarżowany. No cóż, gość żyje i oby się cieszył życiem w spokoju, w jak najlepszym zdrowiu i jak najdłużej. Ja obejrzałem dwa bardzo ciekawe europejskie filmy - świetnie napisany i zagrany francuski dramat "Oskarżony" i przede wszystkim film, który był najbardziej wyczekiwaną przeze mnie nowością: "Fabian albo świat schodzi na psy". Nie jest to na pewno film, który podbije kina (recenzje ma chyba dość chłodne), ale moim zdaniem warto się z nim zmierzyć. Przez te trzy godziny miałem tylko jeden mały kryzys, poza tym oglądałem z zainteresowaniem i uwagą. Tom Schilling i Saskia Rosendahl są doskonale dobrani (oboje grali też w bardzo dobrych "Obrazach bez autora", ale na różnych płaszczyznach czasowych, dodatkowo Saskia w obu filmach daje się filmować bardzo odważnie). W filmie mnóstwo się dzieje wizualnie, zwłaszcza początek to brutalny chaos, pokazany w dość eksperymentalny sposób i niejeden widz już tu może nie wytrwać. Ale jest tu parę dobrych zagrań, np. scena z przechodniem, którego Fabian spotyka na moście w jednym z pierwszych ujęć, później powraca w mocny sposób (istotna jest tu zmiana perspektywy wobec słonecznego światła). Cóż, może lepiej by było, gdyby jednak trochę skrócić metraż do bardziej strawnych 130-140 minut, ale i tak mi się podobał. I jeszcze coś: przez sekundę widać w nadgarstkowym ujęciu Rolexa, którego nosi główny bohater, ale przez ten moment miałem wrażenie, że to nie jest prawdziwy zegarek z epoki.
  7. Zainspirowany pomysłowym zdjęciem kolegi @Mirosuaw - - przypominam pamiętny kadr z "Czy leci z nami pilot?". Na nadgarstku Lloyda Bridgesa jego prywatny złoty Rolex Submariner:
  8. Genialny perkusista Carl Palmer nosił kiedyś Breitlinga Navitimiera:
  9. Znam, choć nie słucham najczęściej - ale robię to właśnie teraz, po Twoim poście Podobnie mam z eksperymentalnymi płytami z cyklu ProjeKcts, gdzie niektóre fragmenty bardzo mi się podobają, ale jednak częściej mam ochotę na coś innego. Przy okazji wydania "construKction of light" (którą, jak wiesz, uwielbiam i to w pierwotnej wersji! Choć szkoda, że już bez Levina i Bruforda) Adrian Belew mówił, że wysłuchał kilka razy "Thrakattak", ale woli King Crimson grający muzykę, którą zna Podwójne trio to dla mnie wszakże ekscytujący czas z historii King Crimson, chyba ulubiony na równi z latami 1981-84. Ja dostałem obie części na pierwszą wspólną gwiazdkę po ślubie - to już ponad 11 lat! No tak, ten album również dokumentuje niesłychany okres. O ile koncertówki "USA" nie mam w oryginale i bardzo rzadko jej słucham, to "Deceivera" włączam naprawdę często. A macie jakieś płyty z rozległej serii The Collectable King Crimson/Collector's Club? Ja mam tylko Bath/Filadelfia. Kurczę, jest tych wydanych koncertów naprawdę mnóstwo. Moim zdaniem fajnie jest mieć każde wcielenie na chociaż jednym reprezentatywnym koncertowym albumie.
  10. Bracie! A tu szykuje się coś fajnego:
  11. Dziś 3 kwietnia, a więc 27. rocznica premiery płyty, która jest dla mnie najważniejsza, bo przed dwiema dekadami ukierunkowała mnie już totalnie na mój ukochany zespół. Trzy utwory, które uwielbiam szczególnie: Zachwycająca jest koncepcja i spójność tej płyty - brzmienie moim zdaniem idealnie koresponduje z tonacją kolorystyczną i wyczuwalną fakturą okładki!
  12. spodobały mi się te primaaprilisowe tytuły, wzięte jakby z jakiegoś spaghetti westernu Corbucciego itp.: "Obudzone uczucie zemsty", "Będziemy przeklinać niebiosa".
  13. https://www.hodinkee.com/articles/hublot-unveils-a-brand-new-watch-meet-the-square-bang The Square Bang - nazwę wzięli z plakatu bardzo fajnego skądinąd filmu:
  14. Teraz możesz jednym swoim samochodem jeździć na zloty najpiękniejszych aut świata, a drugim - na zloty najbrzydszych. Cool!
  15. Ten GMT (zwłaszcza na ujęciu z obróconym bezelem z poprzedniej strony) skojarzył mi się ze zdjęciami typu:
  16. Edmund Exley

    Ulubione sceny filmowe

    Dziś 85. urodziny ma Warren Beatty. Wprawdzie nie należał nigdy do grona moich największych ulubieńców, ale jak się kocha najlepsze czasy amerykańskiego kina, to nie sposób go nie lubić. Nie był aktorem tak wszechstronnym jak niektórzy jego rówieśnicy, ale w Hollywood od dawna to jest Ktoś. Najważniejsza jego rola to oczywiście zmitologizowany Clyde Barrow. Moje ulubione sceny z tego filmu to: 1. żart opowiadany przez Bucka (wrzucałem to już przy okazji fetowania urodzin jeszcze większego geniusza aktorstwa, który w tej scenie gra akurat pierwsze skrzypce). 2. schronienie w kinie po spartaczonej akcji. Na ekranie akurat niezapomniane "Gold Diggers of 1933" (siłę i kunszt tej sceny w pełni zrozumiałem dopiero kilka lat po pierwszej lekturze filmu, którą miałem w ósmej klasie): 3. scena pikniku - zagadkowa, oniryczna, sfilmowana w zupełnie innej poetyce niż cała reszta filmu. Na początku nie byłem nawet pewien, czy to się dzieje naprawdę? Czy ta kobieta to rzeczywiście matka Bonnie? Ale bodaj najbardziej lubię z kariery Beatty'ego scenę finałową z "McCabe i pani Miller". Kto nie widział i nie chce znać zakończenia, niech nie ogląda (nie znalazłem w całości, więc wrzucam w dwóch częściach, bo Cohen musi tu być):
  17. Oczywiście nic nie pobije MK II w formie z "Made in Japan", ale składy z Hughesem i Coverdale'em, a później z Bolinem były potężną dawką talentu. Z różnych względów nie spełniły się do końca - oczywiście najpierw przez ego i dziwactwa Ritchie'ego, później przez narkotyki Tommy'ego, ale też chyba zbyt "maszynowe" tempo pracy: album - gigantyczna trasa - album - gigantyczna trasa. Tym niemniej "Burn", "Stormbringer" i moim zdaniem przede wszystkim "Come Taste The Band" zawierają mnóstwo świetnej muzyki. ps - jeszcze solowy Tommy Bolin:
  18. Kurczę, uwielbiam Sampdorię i w związku z tym mam wciąż sentyment do Manciniego, ale jest coś zabawnego w tym, że ostatni mecz Włochów w fazie pucharowej Mistrzostw Świata był jednocześnie ostatnim meczem w karierze Zidane'a. A i w meczach w fazie grupowej robi się im już co najmniej 12 lat przerwy...
  19. Hmmm... Bardzo duży, zaprojektowany z pietyzmem, ale trochę przypomina mi Tag Heuer Autavia GMT (choć szczegóły i "dotyk Longinesa" sprawiają, że Spirit jest oczywiście ładniejszy). Dobrze, że bezel jest jednokolorowy.
  20. Luis Suarez - jeden z najlepszych piłkarzy w historii światowego futbolu i obok Obdulio Vareli najlepszy w dziejach Urugwaju. Wybitny napastnik, gwiazda trzech Mundiali, triumfator Copa America 2011 i zdobywca wielu trofeów klubowych. Teraz, przed decydującymi meczami o awans na kolejny Mundial, na nadgarstku nosi Rolexa Datejust z gładkim bezelem i na bransolecie oyster.
  21. Tym razem faktycznie trudniej - nie ma tu tak rozpoznawalnych twarzy, jak Eno. Ale dekadę i nurt można skojarzyć niemal od razu, a jak się wpisze nazwę nurtu w Google, to pojawiają się jako jedni z pierwszych - a zatem to Ryszard Rynkowski, Witold Paszt i koledzy, ale w wersji "Ultra".
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.