-
Liczba zawartości
2567 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Edmund Exley
-
"Portier z hotelu Atlantic". Byłem ciekaw, czy jest aż tak dobry, jak mówią. I jest, wręcz genialny. Jak w to w artystycznym niemieckim kinie lat 20. zachwycają scenografia (wejście do ekskluzywnego hotelu oraz kontrastująca z nim uboga kamienica) i zdjęcia (światłocień, POV, niskie i wysokie kąty, jazdy kamery - ileż tu się dzieje!), a sama historia porusza. Oczywiście, osobną kwestią jest dodany "na siłę" epilog, oddzielony nawet odrębną planszą z napisami wprost podważającymi jego prawdopodobieństwo. Nie da się ukryć, że jest to najmniej ciekawa część filmu (i chyba trochę za długa), ale tak naprawdę wcale nie odmienia losu bohatera.
-
Undark - mroczny rozdział historii przemysłu zegarkowego
Edmund Exley odpowiedział KMZiZ → na temat → Publikacje, Artykuły
Znakomicie napisany tekst. Historia ponura, ale... fascynująca, jak to często bywa w przypadku mrocznych zdarzeń z pierwszej połowy XX wieku (przynajmniej ja tak mam ;) ). Słowa uznania dla Autorki! -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
@cyryl99, jak w Twoim Spirit świeci luma? Długo? Bo na zdjęciach z fratellowatches.com wygląda to pięknie: -
Intuicja podpowiada mi, że mógłby to być jakiś Timex Marlin - popularny w latach 70., niedrogi, amerykański, łatwo dostępny. Sidney Lumet bardzo dbał o szczegóły inscenizacji (czy też wymagał tego od odpowiedzialnych za to współpracowników), więc Patka mu raczej nie założyli. Można dokładnie przeanalizować słynną scenę rozmowy telefonicznej Pacino z Chrisem Sarandonem, podczas której Al jest filmowany w bliskim planie, a telefon trzyma, jak wyżej, w lewej ręce. Zerknąłem na zdjęcia pierwowzoru postaci Sonny'ego Wortzika, czyli Johna Wojtowicza, a on z kolei miał chyba coś bardziej sportowego na bransolecie.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dwa flagshipy Na początku byłem nawet lekko sceptyczny względem Twojego paska, ale teraz widzę, że nadał on Twojemu egzemplarzowi oryginalny, nieszablonowy charakter. Do tego stylowo komponuje się z Twoimi meblami -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A widzieliście to? https://monochrome-watches.com/hands-on-2020-edition-of-the-longines-avigation-watch-type-a-7-1935-price/ Ma 41 mm, czyli już nie trzeba zakładać na kurtkę @cyryl99, gratuluję świetnego nabytku. -
Omega Seamaster Calendar 18k ~'58 Cal. 503
Edmund Exley dodał komentarz → MasterMind grafika → Galerie użytkowników
-
W życiu widziałem łącznie około 10 filmów SF i fantasy, ale przed laty w jakąś wakacyjną noc obejrzałem na Polsacie film "Nightflyers" z 1987 roku. Zapamiętałem bardzo fajną muzykę autorstwa Douga Timma (cóż, chyba jedyny atut tego filmu ):
-
Waltham z lat 30., którego nosi dr Alex Linden (Art Garfunkel) ze "Zmysłowej obsesji" ("Bad Timing"):
-
Ja obejrzałem "Bad Timing", czyli "Zmysłową obsesję". Reżyser tego filmu, Nicolas Roeg, zrobił też "Nie oglądaj się teraz", z pamiętną bieganiną Sutherlanda po nocnej Wenecji. Tym razem akcja toczy się w Wiedniu i też jest bardzo ciekawy montaż i dużo seksu. Zaskakująco dobry (a może raczej dobrze pasujący do roli) jest Art Garfunkel, Theresa Russell też przekonująca. Do tego Lancia Beta Spider i zegarek, o którym napiszę w odpowiednim temacie. Fajny seans. A tu kadr z tego filmu - przyjrzyjcie się:
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Oba piękne. Atuty pierwszego to: naprzemienne indeksy, "railroad track" i ładniejszy moim zdaniem datownik. Atuty drugiego: optycznie zgrabniejszy bezel i oczywiście roczny kalendarz (choć przez to tarcza wydaje się być odrobinę gorzej skomponowana). Na zdjęciach obu zegarków widać, którą pokazują godzinę, więc czytelność nie jest zła -
Lubiłem Connery'ego, pomimo że... nie lubię Bondów. Bardzo szanuję jednak jego inne role, a szczególnie tę: Jako fan kina Sidneya Lumeta cenię też rolę Seana we "Wzgórzu". Ja obejrzałem natomiast "The Gambler" z Jamesem Caanem, w reżyserii Karela Reisza: To już mocno zapominana rzecz, a jednak godna uwagi. Film opowiada o hazardziście zatracającym się w nałogu, niszczącym kolejne szanse odcięcia się od ryzykownego i destrukcyjnego trybu życia. Jest tu soczysty klimat lat 70. i naprawdę wiarygodna rolą Caana. Na drugim planie pojawia się wielu świetnych aktorów: Paul Sorvino, niemal anonimowy wówczas jeszcze James Woods, Burt Young, a w małych rolach gangsterów duet ceniony na pewno przez koneserów kina gangsterskiego - Richard Foronjy (czyli Pete Amadesso z "Życia Carlita") i Frank Sivero (czyli Frankie Carbone z "Chłopców z ferajny"). Jako ozdoba jest seksowna Lauren Hutton, choć tak naprawdę to... bez niej film mógłby się w sumie obyć Duży plus to fajne zakończenie.
-
Świetna płyta, choć ja najbardziej lubię "A Salty Dog". @herbee, wymiatasz! Uwielbiam oba zespoły. A wprost ubóstwiam ten moment, gdy Skrzek mówi: "Na perkusji będzie grał Jerzy Piotrowski!"... a później totalny czad. Ja tymczasem słucham pięknego utworu z naprawdę dobrego filmu:
-
Dzięki za ciekawy wpis. Historia ma rzeczywiście fajną klamrę. Akurat właśnie w sprawie Maya, Deacona i Taylora się zastanawiałem - bo ja po seansie zapamiętałem głównie, że zazwyczaj wchodzą i wychodzą razem, dawniej studiowali mało rockandrollowe kierunki, a Taylor napisał "I'm In Love With My Car", z którego reszta się nabija (a ja akurat lubię tę piosenkę ). Dobra jest scena podejść do solówki Maya. Z drugiej strony - trudno też mówić, by źle wyważono tu proporcje, bo jednak to Freddie jest w centrum opowieści. Ale w jego wątku było dla mnie ciut za bardzo sentymentalnie i familijnie, za mało orgiastycznie. Tu i ówdzie jakiś karzeł, grupa kolesi w skórach, trochę prochów. "Rocketmana" nie widziałem. Co ciekawe - słyszałem głosy zupełnie przeciwne, że "Bohemian..." to porażka, a "Rocketman" jest udany Bardzo słabo znam twórczość Eltona Johna, ale kojarzy mi się ok - z piosenką otwierającą "Pieskie popołudnie". Postaram się ten film o nim obejrzeć. Coś z tymi prawami do Bowiego musi być, bo w przywołanym wyżej "Bohemian Rhapsody" pojawia się on jednym ujęciu, ale... jest zasłonięty przez inną osobę. Przypomina to stalinowskie kroniki filmowe, w których zasłaniano tak dawnych bohaterów rewolucji, po tym, jak podpadli Wielkiemu Językoznawcy i Chorążemu Pokoju.
-
Z pewnym opóźnieniem obejrzałem "Bohemian Rhapsody". Oglądało się przyjemnie i gładko, bo muzyka napędzała ten film (mojej ulubionej piosenki Queen akurat nie było). Rami Malek dobry w naśladownictwie, ale mi wydał się trochę zbyt chłopięcy. No i to eksponowanie zębów było aż przesadne. Portret samego Freddiego odebrałem jako dość wygładzony. Dziwny jest też montaż - mnóstwo cięć (nawet w ujęciach, gdy kamera wykonuje najazd) nadających sztuczną dynamikę np. w scenach rozmów. Seans ogólnie przyjemny, ale można chyba było opowiedzieć tę historię ciekawiej.
-
Gordon Cowans, przez wiele sezonów świetny pomocnik Aston Villi. W rękach trofeum za ostatnie jak dotąd mistrzostwo Anglii, a na nadgarstku - jak sądzę - Rotary: Przed dwoma dniami Cowans obchodził 62. urodziny. Kilka miesięcy temu zdiagnozowano u niego niestety chorobę Alzheimera. A tu może jeszcze wrzucę zdjęcie w pięknej koszulce z najfajniejszym herbem AV:
-
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki za fajny zestaw zdjęć. Grubość chronografu faktycznie spora. Flagshipy też piękne, ten czarny naprawdę uatrakcyjnił serię Heritage moim zdaniem. Mój głos pewnie jednak znasz: -
W 2011 widziałem "Tyranozaura" na dużym ekranie i do dziś dobrze pamiętam jego atmosferę oraz kilka scen. Najbardziej chyba tę, gdy Eddie Marsan wraca do domu i zastaje Olivię Colman na kanapie. Bardzo przykra scena. Dodać też warto, że osoby szczególnie wrażliwe na los psów raczej nie powinny tego filmu oglądać. Ja tymczasem obejrzałem "Pierwszego człowieka". Bardzo mnie wciągnął, bo to świetnie wyreżyserowany i udźwiękowiony film. Kurczę, dać się wystrzelić w powietrze w trzęsącej się, trzeszczącej metalowej puszcze to naprawdę była sprawa dla najodważniejszych. Wraz z "Pierwszym krokiem w kosmos" (nieco zapomnianym) i klasycznym "Apollo 13" filmy te dają ciekawą panoramę pionierskiej epoki programów kosmicznych. W "Pierwszym człowieku" zastanawia mnie tylko sposób ukazania samego Armstronga - super profesjonalista, twardy, ale - może to przez dość ograniczoną ekspresję Goslinga - jakby mniej ciekawy niż inni herosi kosmosu z w/w filmów. Ale pewnie taki był zamysł.
-
@Lincoln, dzięki za ten link! A teraz wyjaśnię, dlaczego. Otóż Eric Prydz (którego pamiętam z teledysku z dziewczynami ćwiczącymi aerobik) zawsze kojarzył mi się z Robertem Prytzem. To też Szwed, ale piłkarz z lat 70. i 80. Po Twoim poście postanowiłem sobie sprawdzić, czy Prytz grał w Anglii czy tylko we Włoszech i Szkocji. W Anglii nie grał, ale przypomniałem sobie, że grał w finale Malmoe - Nottingham. I spojrzałem na składy z tego meczu, które wcześniej widziałem wielokrotnie, ale - i tu przechodzę do sedna sprawy - nie wiedziałem, że w Nottingham na ławce siedział wtedy młody Chris Woods, którego pamiętam z późniejszych lat z reprezentacji (zastąpił tam swego kolegę z Nottingham, czyli Petera Shiltona) i z Sheffield Wednesday. A wszystko dzięki Erikowi. A żeby nie było tak całkiem nie na temat - ostatnio kilka razy wysłuchałem piosenek z tej bardzo (za bardzo?) cenionej przez brytyjskich dziennikarzy płyty. Przyjemna muzyka, a ten kawałek wpada w ucho:
-
"Wielki chłód" - parę lat temu obejrzałem inny film Lawrence'a Kasdana, który ogromnie mi się spodobał. To był "Żar ciała". Więc skoro później już niewiele ciekawego wyreżyserował, a dziś jest rzemieślniczym scenarzystą pewnego popularnego produktu, to uznałem, że zobaczę też "Wielki chłód", uznawany za jeden z jego lepszych filmów. Jest tu całkiem sporo fajnych, zabawnych momentów, niestety średnio satysfakcjonująca końcówka (blade reminiscencje z obyczajowej rewolucji lat 60.), ale ogólnie warto ze względu na sympatyczny klimat leniwie snujących się rozmów starych przyjaciół w stylu lat 80. Grają bardzo dobrze dobrani aktorzy: Kevin Kline (zawsze lubię, gdy pojawia się na ekranie, choć niestety to nie do końca wykorzystany talent), William Hurt, Jeff Goldblum, Tom Berenger (tu wygląda jak syn Cliffa Robertsona i jest świetny!), Glenn Close. Jest nawet Kevin Costner, ale jego rolę znacznie ograniczono - widoczny jest tylko w jednym ujęciu w tle W każdym razie - dużo bardziej zajmujący portret utraty ideałów lat 60. w pojedynkę daje jednak Burghart Klaussner w "Edukatorach". "Najgorsze wiersze świata" - wyluzowany węgierski film o trzydziestokilkuletnim facecie, któremu nie wszystko w życiu się udało niby nic nowego, ale ogląda się super dzięki pomysłowości montażu i sporej dawce humoru. Rozwaliła mnie scena ze Stalinem
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Pamiętam, że właściciel mówił o planowanym serwisie, ale przede wszystkim miał chyba dotyczyć jakiejś mechanicznej usterki. Nie wiem, jak to się dalej potoczyło. @wojtek91, super zdjęcie! Dziś natknąłem się przypadkowo na japońską limitację HC z ubiegłego roku - mi w tych barwach bardziej kojarzy się z olimpijską reprezentacją USA (choć oczywiście limitowana edycja USA była inna, można się już w tym pogubić): -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dla mnie ten Conquest we wszystkich wariantach to "Longines at its best" - oryginał w całej historii, a reedycja w serii Heritage. A skoro już się powtarzam, to wrzucę może raz jeszcze egzemplarz, który kiedyś przez chwilę ponosiłem. Mocno dotknięty upływem czasu, ale jednak super: Czasem widuję jego właściciela, ale już dawno nie widziałem tego zegarka. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
-
@Drake, dzięki za przypomnienie o tym filmie - nie oglądałem go jeszcze. Bardzo mi się podobał natomiast poprzedni film tego reżysera, "W objęciach węża". Widziałeś?
