"Wielki chłód" - parę lat temu obejrzałem inny film Lawrence'a Kasdana, który ogromnie mi się spodobał. To był "Żar ciała". Więc skoro później już niewiele ciekawego wyreżyserował, a dziś jest rzemieślniczym scenarzystą pewnego popularnego produktu, to uznałem, że zobaczę też "Wielki chłód", uznawany za jeden z jego lepszych filmów. Jest tu całkiem sporo fajnych, zabawnych momentów, niestety średnio satysfakcjonująca końcówka (blade reminiscencje z obyczajowej rewolucji lat 60.), ale ogólnie warto ze względu na sympatyczny klimat leniwie snujących się rozmów starych przyjaciół w stylu lat 80. Grają bardzo dobrze dobrani aktorzy: Kevin Kline (zawsze lubię, gdy pojawia się na ekranie, choć niestety to nie do końca wykorzystany talent), William Hurt, Jeff Goldblum, Tom Berenger (tu wygląda jak syn Cliffa Robertsona i jest świetny!), Glenn Close. Jest nawet Kevin Costner, ale jego rolę znacznie ograniczono - widoczny jest tylko w jednym ujęciu w tle W każdym razie - dużo bardziej zajmujący portret utraty ideałów lat 60. w pojedynkę daje jednak Burghart Klaussner w "Edukatorach".
"Najgorsze wiersze świata" - wyluzowany węgierski film o trzydziestokilkuletnim facecie, któremu nie wszystko w życiu się udało niby nic nowego, ale ogląda się super dzięki pomysłowości montażu i sporej dawce humoru. Rozwaliła mnie scena ze Stalinem