Dzięki za ciekawy wpis. Historia ma rzeczywiście fajną klamrę. Akurat właśnie w sprawie Maya, Deacona i Taylora się zastanawiałem - bo ja po seansie zapamiętałem głównie, że zazwyczaj wchodzą i wychodzą razem, dawniej studiowali mało rockandrollowe kierunki, a Taylor napisał "I'm In Love With My Car", z którego reszta się nabija (a ja akurat lubię tę piosenkę ). Dobra jest scena podejść do solówki Maya. Z drugiej strony - trudno też mówić, by źle wyważono tu proporcje, bo jednak to Freddie jest w centrum opowieści. Ale w jego wątku było dla mnie ciut za bardzo sentymentalnie i familijnie, za mało orgiastycznie. Tu i ówdzie jakiś karzeł, grupa kolesi w skórach, trochę prochów.
"Rocketmana" nie widziałem. Co ciekawe - słyszałem głosy zupełnie przeciwne, że "Bohemian..." to porażka, a "Rocketman" jest udany Bardzo słabo znam twórczość Eltona Johna, ale kojarzy mi się ok - z piosenką otwierającą "Pieskie popołudnie". Postaram się ten film o nim obejrzeć.
Coś z tymi prawami do Bowiego musi być, bo w przywołanym wyżej "Bohemian Rhapsody" pojawia się on jednym ujęciu, ale... jest zasłonięty przez inną osobę. Przypomina to stalinowskie kroniki filmowe, w których zasłaniano tak dawnych bohaterów rewolucji, po tym, jak podpadli Wielkiemu Językoznawcy i Chorążemu Pokoju.