Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2567
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Egzemplarz recenzowany przez Kolegę Wadima dla ch24.pl miał tak samo: Wygląda zatem na to, że funkcjonują obie wersje, ale na szybko nie znalazłem ani wyjaśnienia ani oficjalnego potwierdzenia.
  2. Ja kilka miesięcy przymierzyłem sobie Flagshipa u Kruka i czcionka była w nim właśnie taka, jak u @MarekTe:
  3. W niedzielny wieczór obejrzałem sobie jeszcze "Króla Marvin Gardens". To najlepsze lata amerykańskiego (i nie tylko) kina - 1972. Reżyseria Bob Rafelson, w obsadzie Jack Nicholson, Bruce Dern, Ellen Burtsyn i charakterystyczny Scatman Crothers, zdjęcia Laszlo Kovacs. Czyli - wow! W momencie premiery mieszane recenzje, dziś dla wielu to jednak klasyk. Film rozpoczyna się świetnym monologiem Nicholsona... po czym - jak dla mnie - nie ma już niestety ani jednej sceny o podobnym ładunku. Owszem, jest tu na pewno obraz outsiderów błąkających się po peryferiach amerykańskiego snu, tyle tylko że w wielu innych filmach pokazywano tego typu postacie i ich losy po prostu znacznie ciekawiej. W "Królu Marvin Gardens" zaś bywa czasem surrealistycznie, ale najczęściej jest po prostu nudnawo... Coś, co dziś robi wrażenie, to obraz Atlantic City w jego kryzysowych latach - pięknie sfilmowane przez Kovacsa puste bulwary i plaża w zimie, a przede wszystkim - monumentalne hotele z początku XX wieku, które lada moment miały zostać wyburzone. To tylko tło dla akcji, ale po latach robi wrażenie - dla Amerykanów takie obiekty nie mają znaczenia w zderzeniu z pieniędzmi, wyburza się je bez mrugnięcia okiem. Dla przeciwwagi można postawić nasze absurdy - jakieś szopy ze statusem nietykalnego zabytku czy odjechana sprawa z "zabytkową" pustą polanką, na której stanął bałwan dla Kubackiego W każdym razie - "Król..." do mojego kanonu lat 70. raczej nie trafi, ale i tak cieszę się, że wreszcie go obejrzałem.
  4. Dwa niewidziane dotąd filmy z aktorami należącymi do grona największych ulubieńców. "List do trzech żon" z drugoplanową rolą Kirka Douglasa. Ciekawa konstrukcja narracyjna, dobry portret amerykańskiej klasy średniej u progu mitycznej ery Eisenhowera, dobre role kobiecie. W Ameryce wśród klasyków, mocno jednak "spatynowany". "WUSA" - ambitny projekt Paula Newmana, zrobiony z reżyserem Stuartem Rosenbergiem (po "Cool Hand Luke"). Film spotkał się bardzo chłodnym przyjęciem, po latach dostrzega się nim jednak sporo aktualności. Jako film jest jednak mocno nierówny. Na minus: zbyt rozbudowane wątki Anthony'ego Perkinsa i Joanne Woodward, za mało zaś obrazu radia jako medium (cóż, wzorcem filmu o mediach jest dla mnie "Sieć" Lumeta, a tu mało kto wytrzymuje porównanie...), a przede wszystkim - za dużo nudnawej gadaniny w środkowej części. Na plus: naprawdę znakomita sekwencja radiowego festynu (coś jak finał "Nashville" + sekwencja wielkiej premiery w "Dniu szarańczy", a to przecież późniejsze filmy), gęsty klimat początku lat 70. i bardzo dobre zdjęcia (dużo obiektywów długoogniskowych, kolorystyka, rytm ulicy itp.). A Newman? Cóż, to aktor, który był moim wielkim faworytem w dzieciństwie (dzięki cyklowi "Piątek z Newmanem"), ale teraz jednak dostrzegam, że w paru filmach powiela dość sporo chwytów (tu jest jak krzyżówka bohaterów z "Kotki na gorącym blaszanym dachu" i "Ruchomego celu"). Ale w 1970 roku większość najlepszych ról wciąż była jeszcze przed nim. "WUSA" to moim zdaniem film o dużym, ale niewykorzystanym potencjale.
  5. Bardzo ciekawe wydawnictwo. Super, że je przybliżyłeś.
  6. "WUSA" - zapomniany, niespełniony, ale z kilku powodów godny uwagi (o czym napiszę później kilka słów w odpowiednim temacie) film z Paulem Newmanem. Gwiazdor nosi w nim głównie Bulovę Accutron: Co ciekawe - jest też scena, w której pływa w jeziorze, ale ma wtedy chyba inny zegarek. Za to zegary Bulova widoczne są w rozgłośni tytułowego radia: Joanne Woodward nosi natomiast modowy zegarek z Union Jackiem, zaprojektowany - jak wygooglowałem - przez popularną wówczas modelkę Twiggy:
  7. Dzięki Tego zegarka już nie mam, ale miło go wspominam.
  8. Edmund Exley

    LEGO

    Teraz stawiamy na traktory. Starszy synek całkiem samodzielnie zrobił takiego Claasa: Wzorowany na 60181, który jest na liście życzeń pod choinkę A ja dla młodszego zrobiłem szybko takiego New Hollanda, który bardzo się spodobał
  9. Fajnie wyszło Ja kiedyś zrobiłem stylizację na reklamę z lat 70.:
  10. Super. Ależ ten pasek świetnie pasuje w Twoim przypadku. Gratulacje. Piękna wersja. Super zdjęcie. Doskonale wiesz, że nie ma lepszego koloru tła niż niebieski Jak wyżej - rewelacyjne zdjęcie, za które mogliby Ci zapłacić solidne wynagrodzenie na potrzeby kampanii reklamowej.
  11. A tu kolejny świetny produkt od Tissota (wspominaliśmy już o nim), recenzowany przez Monochrome Watches: https://monochrome-watches.com/tissot-gentleman-powermatic-80-silicium-review-price/
  12. Bardzo dobry artykuł dla zainteresowanych tematem: https://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/Świat/1015110-czy-mnie-jeszcze-pamitasz-urugwajskie-gwiazdki.html Cóż, historia się powtarza. 10-15 lat temu liczyłem, że już wkrótce w światowej piłce i w kadrze mocne pozycje będą mieć Kagelmacher, Cardaccio, Fornaroli i jeszcze kilku innych, których już nawet nie pamiętam. W sumie jednak niespełnione talenty to zjawisko obecne w każdym kraju. Jedni się nie spełnią, a zaskoczą inni - oby tak było.
  13. Jak widać, rozmawialiśmy już o tym z (nieaktywnym obecnie?) McIntoshem. Moim zdaniem pomysł @Lincoln Six Echo jest dobry, tylko może faktycznie - powinien być w dziale "Nowości ze świata zegarków". W nim zaś dominują ostatnio artykuły, które są bardzo ciekawe, ale powinny być w innym dziale - "Wiadomości" > "Publikacje, artykuły" lub "Recenzje". Może więc po prostu przenieść ten temat do "Nowości", a publikacje do "Publikacji"?
  14. Nadrabianie zaległości ze znajomości Camel - i jeden z najprzyjemniejszych etapów tego bardzo przyjemnego procesu:
  15. Czyli 1975 - moim zdaniem muzycznie dużo ciekawsze czasy A ja akurat właśnie słucham czegoś o rok starszego: Bardzo dobra płyta. Tak jak w przypadku "Stationary Traveller" kojarzyłem głównie z radia (i to sprzed ładnych kilku/nastu lat) niektóre utwory, a jednak koniecznie trzeba poznać całość.
  16. Świetny klimat zdjęcia, a do tego super zegarek Wieczorem słucham sobie "Mirage" z wypróbowanym kompanem:
  17. 77. minuta i już 3:0 dla Urugwaju! I tak już zostało. Bardzo miła niespodzianka drżałem o remis, a tu proszę - Kolumbia atakowała, a Urugwaj strzelał gole Teraz czas na Brazylię, u siebie w nocy z wtorku na środę.
  18. Dzięki za linka - śledzę mecz Urugwaju i słucham teraz dopiero. Przesłucham. Pamiętam, że w "Tylko Rocku" kilka razy pisano o polskich projektach Bassa - grał też chyba z Quidam? Wszystkiego najlepszego! Co ciekawe - pisząc kilka godzin temu o "Stationary Traveller" chciałem dodać, że w sumie to niewielu płyt wydanych w roku moich urodzin regularnie słucham. Zdecydowani liderzy to "Three of a Perfect Pair" i polski koncert Tangerine Dream. A jak jest u Was?
  19. Ale jak to, sprzedałeś Datejusta, na którego tak długo polowałeś?
  20. Cavani i Urugwaj w 5. minucie prowadzi już z Kolumbią :) Oglądam na... livescore, czyli gapię się w cyferki.
  21. W radiu usłyszałem niedawno jeden z utworów i postanowiłem wreszcie na spokojnie wysłuchać całej płyty. Podoba mi się.
  22. Obejrzałem dwa wybitne osiągnięcia w swych gatunkach - horrorze i musicalu - z 1932 i 1933 roku. Jeden po raz pierwszy, drugi po ładnych kilku latach, ale po raz pierwszy w dobrej jakości obrazu i dźwięku. "Wampir" z 1932 roku w reżyserii słynnego Carla Theodora Dreyera. Film skonstruowany jak senny koszmar, do czego dostosowany został też obraz. Piękne efekty, sporo wizualnych smaczków budujących kapitalną atmosferę poezji połączonej z makabrą. A co ciekawe, jedną z ról w wampirycznej świcie zagrał enigmatyczny polski aktor niezawodowy (z zawodu ponoć dziennikarz) Jan Hieronimko. Gdy wejdziemy na filmweb, to można przyprawić się o mały dreszcz: "Poszukiwaczki złota 1933" (czyli "naciągaczki") w reżyserii Mervyna Le Roya, z choreografią genialnego Busby'ego Berkeleya. Sama fabuła z typową musicalową błahością - czyli miłosne perypetie uroczych tancerek w czasie kryzysu. Raz po raz zaś kapitalne numery taneczne - na początku np. ten, który Bonnie i Clyde oglądają w scenie w kinie, po nieudanym napadzie. Ale bez wątpienia najważniejszy jest ten: Kwintesencja tzw. backstage musicalu - czyli życie artystów za kulisami, lekki główny wątek, ale też poważniejsze treści pojawiające się za sprawą samego przedstawienia. Berkeley'em i jego symetryczną choreografią inspirował się też oczywiście sam Bob Fosse:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.