I obejrzałem sobie znowu "La più bella serata della mia vita", znany u nas pod tytułem literackiego pierwowzoru jako "Kraksa". Jak ktoś lubi włoskie kino lat 70., z tendencjami do pewnej przesady, groteski i dezynwoltury (jak u Elio Petriego), to na pewno się nie zawiedzie. Bo to doskonale zrobiony film, a Sordi jako gość wyprzedzający o kilka lat Berlusconiego błyskotliwie rozwija postać stworzoną przez Durrenmatta. Właściwie każdy w filmie gra świetnie, rzecz jasna - w ramach konwencji, o której wspomniałem. Zakończenie jest znacznie lepsze niż w powieści, samochód oczywiście też I zdanie dedykowane dla naszego forum: "My Szwajcarzy wymyśliliśmy punktualność, żeby sprzedawać produkowane przez nas zegarki".
Ponadto: "Południowiec" (pamiętny dramat społeczny o farmerach zrobiony przez Renoira w Hollywood) i "Miasto bezprawia" (znam dobrze klasykę westernu, ale tego Forda zobaczyłem dopiero teraz - bardzo dobry, tylko może trochę za dużo rozterek serowych "Doca" Hollidaya).