Przez dwa tygodnie nic nie oglądałem, ale za to dziś aż dwa.
Najpierw "Strach zżerać duszę" Fassbindera, w pewnych kręgach uwielbiany. RFN lat 70. i związek bardzo dojrzałej sprzątaczki (wdowy po Polaku, który zmarł na marskość wątroby, ale jak pił, to był zawsze wesoły...) i młodszego o 20 lat marokańskiego gastarbeitera. Widać bardzo wyraźne inspiracje znakomitym filmem Douglasa Sirka "Wszystko, na co niebo pozwoli". Aktorzy u Fassbindera grają zazwyczaj dziwnie, ale ogląda się to dobrze. Aktor grający główną rolę był zresztą związany z reżyserem, co miało destrukcyjny wpływ na jego krótkie życie (Fassbinder też zmarł niedługo później).
Kilka tygodni temu słuchałem sobie w samochodzie audycji Janickiego, w której mówił on, że dopiero niedawno obejrzał słynną komedię z Haroldem Lloydem "Jeszcze wyżej". A ja obejrzałem dziś - i świetnie się bawiłem. Niewiele ponad 70 minut kapitalnie napisanej wartkiej akcji, pomysłowo zainscenizowanego humoru sytuacyjnego, zręcznościowych popisów, a do tego - robiący dziś niezwykłe wrażenie obraz LA lat 20. W najsłynniejszej sekwencji filmu widać w tle cały czas ruch uliczny:
Oprócz zegara z przywołanej - nomen omen - wyżej sceny są też inne zegarkowe akcenty:
https://zegarkiclub.pl/forum/topic/521-zegarki-ze-szklanego-ekranu/?do=findComment&comment=2801716