"Siła zła" - jeden z tych filmów, które znalazły się na mojej liście filmów do obejrzenia po "A personal journey..." Martina Scorsese. Od lat przypominałem sobie o nim, gdy schodziłem w dół schodami Nie sądziłem, że ten film będzie aż tak dobry! Z pozoru błaha historia o wykolejonym prawniku, nielegalnym hazardzie i mafii nasycona jest właściwie przez cały czas atmosferą fatalizmu, świadomością nieuchronnej klęski i upadku. Czyli czymś, co w noir było powszechne, ale nie zawsze oddziaływało równie mocno. A tu naprawdę działa. Duża w tym zasługa Johna Garfielda - znakomitego, przedwcześnie zmarłego aktora. Widziałem go w zaledwie kilku filmach i w każdym był świetny ("Listonosz dzwoni zawsze dwa razy", "Ostatnia runda", "Dżentelmeńska umowa"). No i mały spoiler, czyli pamiętne zakończenie ze schodzeniem w dół, w dół, aż na samo dno tego świata - kto nie chce, niech nie ogląda