Dobrze, że "Irlandczyk" to inny film niż "Chłopcy...". Mi się bardzo podobał, jak już pisałem kilka miesięcy temu. Gdyby Al dostał Oscara, to bardzo bym się ucieszył, choć Pesci chyba lepszy, w dodatku dziś ma urodziny... Ja obejrzałem "Portret kobiety w ogniu" - pięknie sfilmowany feministyczno-lesbijski melodramat kostiumowy o tym, jak to źle jest w tym świecie rządzonym przez facetów (w XVIII wieku, ale i dzisiaj) . Fajny niuans ze stroną numer 28 - dla tych, którzy lubią "smaczki" w dziełach sztuki. A drugi film to "Manpower". Polski tytuł na nieodżałowanym TCM to "Wysokie napięcie". W obsadzie Marlena Dietrich, George Raft no i sam Edward G. Robinson, a reżyserował bardzo przeze mnie ceniony rzemieślnik (a czasem artysta) Raoul Walsh. W sieci znalazłem dwa rankingi jego filmów i "Manpower" jest w nich na miejscach... 24. lub 36. Tak to jest, jak się robiło tyle filmów. Ale cóż, to rzeczywiście bardzo nierówny film. Na plus: - świetne sceny pracy pogotowia energetycznego na wysokości, na ogół oczywiście w deszczu i burzy. Widać tu rękę Walsha jako speca od dobrze zaplanowanego - nomen omen - napięcia. - Marlena - kurczę, nie jestem jej fanem, ale w każdy kadrze widać, jak inna jest od wszystkich kobiecych gwiazd Hollywood tego okresu. - Raft dobry. Na minus: - Robinson trochę jakby źle obsadzony, zwłaszcza w pierwszej części nie wie chyba, co i jak grać, - nie ułatwia mu tego nierówny scenariusz... - ...którego największą słabością są wypełniające chyba 1/3 filmu sceny "braterstwa" członków ekipy pogotowia energetycznego. Są to w całości "żarty" na poziomie klasy pierwszej gimnazjum. Wygląda to jak odrzuty ze stołu montażowego jakiegoś słabszego filmu Johna Forda, który nawet w tych najlepszych nie powalał jakością poczucia humoru. Ale i tak nie żałuję, oczywiście p.s. - nawiązanie do "Manpower" znalazło się w jednej ze scen "Bugsy'ego" (widziałem przed laty i nie pamiętałem tego): https://youtu.be/K11Zlbt1flU?t=172