„Moim zdaniem to jest, nie wiem, przykład zjawiska pokazującego, że, nie wiem, ludzie się trochę pogubili…”
„On był taki, nie wiem, dziwny…”
„To ma, nie wiem, klimat lat 80…”
"Wiem, to może brzmieć, nie wiem, jakoś dziwnie może, nie wiem, ale to jest, nie wiem, chyba jasne i, nie wiem, klarowne, do cholery!"
I jeszcze wszechobecny "specyficzny" jako ekwiwalent "dla mnie niezrozumiały".
„To bardzo specyficzny człowiek.”
„Ma specyficzne poczucie humoru.”
„To specyficzny film.”
„Panuje tam specyficzna atmosfera.”
Tylko że „specyficzny” coraz częściej niczego realnie nie opisuje. Jest bezpiecznym słowem-wytrychem używanym wtedy, gdy ktoś nie bardzo wie, co właściwie chce powiedzieć albo po prostu nie rozumie osoby, zjawiska czy estetyki, o której mówi. Bo przecież można powiedzieć: chłodny, pretensjonalny, neurotyczny, absurdalny, manieryczny, melancholijny, egzaltowany, szorstki, duszny, chaotyczny, itd. Ale po co, skoro wystarczy: "To jest taki, nie wiem, specyficzny, jakby, nie wiem, człowiek".