Zastanawiałem się przez pewien czas, z jakiego powodu zegarek Orient Bambino (nawiasem mówiąc nazwa od czapy) traktowany jest na forum chłodno i niekiedy jest wręcz obrzucany epitetami. Najłagodniejszym określeniem jest "nudny". Czym ten konkretnie model zasłużył na podobne traktowanie? Wygląda on z grubsza tak: W końcu doszedłem do wniosku, że jest to zegarek zbyt doskonały. Wersja na zdjęciu zawiera właściwie wszystko, co powinien mieć wysoko ceniony współczesny zegarek garniturowy. Optymalna średnica ok. 40 mm, sznyt vintage (rzymskie indeksy, koronka, wypukłe szkiełko), nakładane indeksy świadczące o klasie lepszej niż popularna, niebieskie wskazówki, super-klasyczne wzornictwo kompletnie bez wodotrysków, zaś z ukłonów w stronę wygody automatyczny naciąg oraz datownik. W efekcie ten zegarek z jednej strony zyskał znaczna popularność, z drugiej zaś jest postrzegany jako swego rodzaju podróbka wszystkiego. Wszystkiego, bo nie można mu zarzucić kopiowania konkretnego modelu konkretnej marki, a jednak jest podobny np. do Tissota. W gruncie rzeczy widzę w nim dwa grzechy główne: ekstremalnie niską cenę oraz markę. Jako zegarek z linii Heritage Tissota, z ceną rzędu 4000 pln, nie budziłby żadnych negatywnych emocji. Tam jego "nudne" wzornictwo byłoby odbierane jako całkowicie na miejscu. Jeszcze zabrać mu datownik i nadawałby się do noszenia na każdym, nawet najbardziej szacownym przegubie...