Z kleszczami u nas plaga jakaś.
Krotki wypad do miejskiego lasku i 3 przywleczone - znalezione w mieszkaniu (jedna na ścianie, drugie na meblu łazienkowym, trzecie na moim przedramieniu łaziło).
Masakra jakaś.
W lutym w drodze nad morze zatrzymaliśmy się "na siku" w lasku przydrożnym.
W 10min pieseł zebrał chyba z 5 szt..
Jak na razie, żeden robal nie ugryzł pieseła ani nas co mnie trochę dziwi - raczej kwestia szczęścia i przypadku..
Już zakropliłem mu środek "między łopatki" a sam przed wejściem w krzory nogawki muugą omiatam, ale tego robactwa nie lubię i szukam najlepszych sposobów.
Macie jakąś sprawdzoną chemię albo sposoby? Bo raczej nie da się unikać.
Tymbardziej, że na ten rok zaplanowałem kilka wypadów weekendowych pod namiot z córką, więc tym bardziej chciałbym owadów uniknąć.