-
Liczba zawartości
6691 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Stan jest bardzo dobry. Moim pierwszym kieszonkowym zegarkiem był właśnie Zenith, którego podarowała mi sąsiadka, więc mam dużą słabość do tej marki. Znalazłem go w antykwariacie na krakowskim Kazimierzu i nie mogłem się powstrzymać
- 1112 odpowiedzi
-
- zenith
- stary zenith
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Takiego Zenitha kupiłem wczoraj... Koperta jest srebrna, złocona różowym złotem i ma trochę przebarwień i nie wszystkie zeszły pomimo czyszczenia tak chemicznego, jak delikatnego polerowania -chemicznie jest trwałe, a z zakamarków się nie spoleruje... Warto natomiast zauważyć idealna tarczę z błyszczącym wykończeniem na zewnątrz i matowym w centrum oraz pięknie zachowany, 15 kamieniowy mechanizm:
- 1112 odpowiedzi
-
- zenith
- stary zenith
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Najpierw chciałem się ograniczyć do Elginów. To jednak rozciągnęło się na całe USA. No to USA... ale przecież amerykańskie wywodzą się z angielskich... No to może szpindlaczka, tylko jednego: Oczywiście ten szpindlak z około 1800 roku okazał się tak cudowny, że musiałem sobie kupić następnego, tym razem z Francji (pierwszy zegarek w tym poście). Potem doszło parę innych europejczyków z kontynentu, kotwicowy anglik, szpindlowy anglik i już mamy milti-kulti w kolekcji. Ciekawe kiedy mi się na większe zegary zbierze
-
Jeszcze na qniec fotka w większej rozdzielczości (choć nie wiem do jakiej zostanie zmniejszona automatycznie przez "silnik" forum) Jest cudowny
-
Kolejnym zegarkiem jest angielski szpindlak z podobnego okresu. nie sprawdzałem punc, ale sprzedający podawał 1830 rok, a że jest rzetelny - na pewno sprawdził. Na początek tej relacji taka myśl, która naszła mnie przedwczoraj, jak pracowałem nad tym właśnie zegarkiem, że wcale nie jest tak źle mieć zły dzień - o wiele gorzej, gdy masz zły dzień, ale o tym nie wiesz Oczywiście gdybym czuł się spowolniały umysłowo, nie brałbym się za taki zegarek, ale rzecz w tym, że czułem się lepiej niż zwykle. I tak zaczął się horror Tak wygląda zegarek rozebrany. Jest to szpindlak, więc i części ma niewiele. Miło, ze w zegarki nie ma rdzy. Nic a nic. Sprzedający podawał, że w zegarku ześlizguje się spręzyna, ale to nie była sprężyna. Zegarek miał feler, który w "szpindlu" nie rokuje dobrze - po prostu wychwyt przepuszczał koło wychwytowe, co faktycznie brzmi trochę jak uślizg spręzyny. Zauważyłem także pogięty (chyba celowo podczas układania) włos, a do tego włos by obrócony na osi i wychwyt po prostu był źle ustawiony. Po regulacji wychwytu zegarek nawet ruszył, z bardzo małą amplitudą i tylko poziomo, wciąz przepuszczając w skrajnych pozycjach, gdy wymusiłem jej zwiększenie i wychwyt dobijał do bolców ograniczających. Na to raczej nic nie poradzę, ale warto zauważyć, ze wychwyt wrzecionowy nie osiąga takiej amplitudy pracy balansu, więc na tym etapie wciąż naiwnie liczyłem na szybką, łatwą robotę. Jak widzicie - górna paleta nosi bardzo istotne ślady zużycia. oś jest też nieco pogięta, co wskazuje, ze ktoś przycisnął balans (np palcem), o co w tym zegarku (nieosłonięty balans) nietrudno. Bolec ograniczajacy pracę balansu - jak widzicie pięknie zrobiony - najpierw wyrównany równo z płytą, potem pozłocony - w tym zegarku był bardzo luźny. Idąc dalej: Widzimy tu mocowane na wcisk łożysko koła wychwytowego oraz slimak zrobiony w angielskim stylu, tzn. montowany z użyciem bolca, nie na wcisk jak w szpindlaku z Francji. Zauważcie, że pokrywa bębna jest z drugiej strony niż by się na pierwszy rzut oka wydawało. Składanie: Najpierw - porażki... Zacząłem od próby ustabilizowania luźnego bolca w płycie przez delikatne uderzenie w płytę ponad nim. Co do stabilizacji - pełen sukces, natomiast uderzyłem o wiele za mocno. Myślałem, ze biję lekko, ale płyta okazała się bardzo miękka Na szczęscie to od wewnętrznej strony... Dwa... myślałem, że bardziej spodoba mi się ślimak z bolcem niż z pierścieniem mocowanym na wcisk - nic bardziej błędnego! Walcząc z bolcem zarysowałem koło i teraz wiem, ze za każdym razem powinno się użyć nowego bolca (i potem go dociąć). Zmuszenie starego, obciętego bolca do przejścia na druga stronę nie jest możliwe, ale (z braku nowych bolców), udało mi się go przekonać poprzez odpowiednie opiłowanie cienkiego końca. Uszkodzenie nie jest duze, ale dawno tak mi narzędzie nie ujechało, więc mam do siebie spory żal. Z drugiej strony - dobrze że nie na górnej płycie i dobrze, że tępe... Kontynuujmy: Zegarek ma cudownie zdobioną i złoconą górę, ale od strony tarczy jest bardzo brzydki. Chyba była tam cienka warstwa złocenia, która zeszła z czasem, a może i nie, może to goły mosiądz? Koło wychwytowe jest złocone, ale sposób jego nabicia na oś jest mało elegancki - nie to, co w poprzednim zegarku... I składamy. Mostek przekładni można założyć później, co ułatwi np przewinięcie łańcuszka, ale ja zrobiłem od razu... Jak pisałem - ie wiem, jak mówią ksiażki, mnie najwygodniej jest nawinąć łańcuszek na ślimak i potem przewinąć na bęben po złożeniu płyt. W szpindlaku mechanizm może być całkiem zmontowany (bez balansu, oczywiście), w wychwytach kotwicowych trzeba poczekać z włozeniem 3-go koła do mechanizmu do czasu przewinięcia łańcuszka. Patrząc na regulator - pamiętacie Quake'a? Oj... to przywołuje stare wspomnienia Po zmontowaniu zegarka zauważyłem, że poprawiony bolec teraz dotyka osi balansu, więc zdjąłem balans i... CO DO $%&^%#$ ?!!! Brawo... gdybym nie był wściekły, powiedziałbym, że zrobiłem piękne dzieło sztuki. Nie,nie zapomniałem o bolcu - w moim zegarku ktoś dogiął bolce regulatora tak, że włos trzeba najpierw przewlec pomiędzy nimi podczas montażu i demontażu, o czym akurat właśnie zapomniałem. W szpargałach znalazłem dosc podobny (na oko i na dotyk) włos, któremu wyciąłem wewnętrzne zwoje. Musiałem też nieco opiłowac nieszczęsny bolec (było ruszać???) i jeszcze raz poskładać mechanizm. Włos okazał się całkiem dobry - na początku spóżniał jakieś 15 minut na dobę, ale po korekcie ułożenia (o czym wspomnę później) odchyłka wzrosła do około -1 godziny, czyli będzie potrzebował skrócenia. Łatwiej skrócić niż wydłużyć, więc OK Teraz pozostała strona tarczy i można zegarek włożyc z powrotem do jego pięknej, krytej, srebrnej koperty! Sprężynę główną należy nieco naciągnąć, aby od pierwszego przekręcenia kluczyka zegarek startował (i by łańcuszek nie spadał, oczywiscie). Służy do tego koło zapadkowe pod tarczą. Warto zauważyć, ze w tych zegarkach centralny wałek bębna jest generalnie nieruchowmy, potem obraca się już tylko bęben. Dwa - nie jestem ślepy - wskazówki są amerykańskie. tak sobie myślę - zegarek przywędrował do mnie z USA, gdzie pewnie od lat sobie mieszkał - przez tyle dziesięcioleci mógł się trochę zamerykanizować, nie ? Sam mechanizm to prawdziwe CUDO. Po częsci dzięki zdobieniom, po części dzięki temu, że płyty zachowały się w niemal idealnym stanie. Sygnowany jest na mostku Jas Windsor London, nr seryjny 1714 i dodatkowo Frederick Sholeng (?) na górnej płycie. Pozostała mi jeszcze jedna rzecz - przycisk koperty. Oczywiście... gdybym miał tokarkę Myślę, że wytoczenie przycisku gdy ktoś ma narzędzia to "pryszcz, ja musiałem skonstruowac własny: Mamy tu przewierconą i opiłowaną kolumienkę pozyskaną z mojego "zasobnika" ze złomem (1), obtoczona starą koronkę zegarka naręcznego (2) i długi gwint z wałka naciągowego do Mołnii, podzielony na dwa kawałki (3). Jeden kawałek robi za cienką częśc przycisku, drugi łączy koronkę i kolumienkę. Jak widać - w porównaniu z moim wspaniałeym rysunkiem technicznym - mniej więcej odpowiada specyfikacji Prawie gotowe. PIĘKNY zegarek, c'nie? Wstępne testy pokazały, że chodzi we wszystkich pozycjach, ale staje po 22 godzinach, więc następnego dnia - finalne korekty: Zwiększyłem nieco naciąg "wstępny" spreżyny, tak by dociągała do końca łańcuszka, a także poprawiłem ułożenie włosa, co - jak wspomniałem - poskutkowało spowolnieniem pracy zegarka. Klocek włosa został wbity nieco krzywo i zewnętrzny zwój włosa dotykał go podczas pracy. Można by spróbować obrócić klocek, ale wystarczajaco dużo już napsułem w tym zegarku, takze wolałem dogiąć włos przy klocku. Po tym manewrze amplituda nieco wzrosła, a częstotliwośc spadła, więc jeszcze (jak juz przechodzi dobę i stanie, zeby nie kusić losu) będę musiał skrócić włos, bo -1h to chyba poza zasięgiem regulatora (warto zauważyć, ze w szpindlakach regulator ma dużo większy zakres pracy niż w wychwycie kotwicowym i takie 20 minut w moim Francuzie to dla regulatora "pryszcz"). Ogólnie - super. Szkoda mi tych tych (drobnych bo drobnych, ale jednak) uszkodzeń, które zrobiłem. Bardziej niż włos, bo włos teraz jest nawet lepszy niż był. I podsumowując - w porównaniu z moim szpindlakiem z Francji - Anglik jest sporo ładniejszy, ale jednak jakośc wykonania zegarka z Francji bardziej do mnie przemawia. Głownie za sprawą jakości wykończeń i możliwości precyzyjnej regulacji koła wychwytowego, co tu jest rozwiązane jednak gorzej. Prościej, ale gorzej. Sam zegarek jest cudowny - widać, ze był dużo używany, ale stan ogólny oceniam jako świetny. Wszak w tych zegarkach wygląd liczy się bardziej niż oczywiste mechaniczne zużycie podzespołów. Czekam z niecierpliwością na następne. W pełni zgadzam się z jednym z Kolegów z CW - szpindlaki są uzależniające
-
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Owszem, indeksy minutowe powinny być zastąpione kwadransowymi, wtedy tarcza staje się o wiele bardziej czytelna. Jeśli rozdzielczośc pozwala, może tez dodać między kwadransowymi po dwa malutkie pięciominutowe, ale zaczyna sie wtedy tłok robić i potrzeba by była bardziej precyzyjna wskazówka z cieniutkim końcem. Myślę, że póki co zastosowanie kwadransowych byłoby najlepszym pomysłem. Po drugie - nie wiem, czy mechanizm ma zabezpieczenie antywstrząsowe, czy nie - jeśli nie to w zasadzie jest to 3600. I po trzecie - gdybym miał pasujące części i narzędzia, spróbowałbym usunąc wystający kawałek ćwiertnika, bo miejsce po wskazówce minutowej rzuca się w oczy. Fajniej by było, jakby takiego miejsca nei było. Tylko to wymaga narzędzi i (przede wszystkim) drugiego kompletu części, bo nie wiesz, czy ćwiertnik po takiej operacji będzie działał dobrze. Tyle gderania, ale ogólnie bardzo fajny projekt, podoba mi się ! -
ST 25 i NH 35 w zasadzie nie powinny różnić się w codziennym użytkowaniu. Jeden i drugi dobry i dość bezawaryjny. Akurat tym bym się nie przejmował.
-
Nie w żaden sposób wyjątkowy, zasadniczo oznacza, że to po prostu średniej klasy, dobry mechanizm. Dobry, ale dosc pospolity. Jak np eta 2804 w podstawowej wersji, porównując - w pewnym uproszczeniu - do dzisiejszych czasów. Jesli chcesz krótko - piękny i dobry amerykański zegarek. Nie jest to wspaniały, rzadki okaz, po prostu porządny złoty zegarek z tamtego okresu.
-
Sam mechanizm nie jest w żaden sposób wyjątkowy - zwykły średniej klasy amerykaniec. Koperta faktycznie ładna. Razem tworzą bardzo dobrej klasy zegarek, choc nie jest rzadki.
-
1,9TDI też uchodzą za niezniszczalne...
-
Zależy jeszcze co dla kogo jest mułem. Ja mam "mułowatą" Imprezę 2.0 (wolnossący) 150KM. Waży 1,4-1,5t i faktycznie, jak nie dociśnie się powyżej 4,5krpm to trochę "zamula". Ale jak się dociśnie, to idzie pięknie i ja bym tego mułem nie nazwał. 9s do setki to nie rakieta, ale i nie muł. Do zwykłej jazdy ma wręcz zapas, a na wyścigi wiadomo, że mało. Swoją drogą jak to poszło do przodu, kiedyś przyspieszenia <10s w "cywilnym" autku robiły wrazenie, a dzisiaj ...
-
Co chciałbym zmienić aby poprawić funkcjonowanie forum
pmwas odpowiedział dorian g. → na temat → PROPONOWANE ZMIANY - KONSULTACJE
Rany, zależy na jakim forum... W publikacjach, artykułach czy recenzjach doszłoby do katastrofy -
Qrde, szacun. Piękna Urofa (!!!)
-
Faktycznie, trochę jak przekładnia bezstopniowa
-
Przegapiłeś Wkleję osobno: "Czemu właściwie służy zastosowanie łańcuszka na ślimaku? Działa to na zasadzie dźwigni. Jak chcemy podnieść kamień, łatwiej nam go podnieść gdy zastosujemy długą dźwignię niz gdy zastosujemy krótką. Wtedy koniec dźwigni musimy przesunac na większą odległość, ale używajac mniejszej siły. Tak samo tu - gdy sprężyna jest naciągnięta, ciągnie węższą częśc stożka, więc ma "trudniej", a gdy słabnie, ma coraz "łatwiej", przez co amplituda pracy balansu jest względnie stała i zmniejsza to odchyłki. pojawienie się wychwytów kotwicowych i sprężyn o lepszych parametrach spowodowało praktyczne "wymarcie" tego rozwiazania, choć Rosjanie stosowali je w chronometrach morskich do lat 90-tych 20. wieku." Po prostu stare wychwyty były wrażliwe na moc podawaną przez sprężynę, a i stare spręzyny miały znacznie gorsze parametry. Ślimak z łancuszkiem służył wyrównaniu mocy przekazywanej na przekładnię chodu i wychwyt, co zapobiegało znacznej różnicy odchyłek w różnych porach dnia. Jak widzisz kąt Alfa jest stały. Odcinek 1 jest jednak znamiennie krótszy niz odc. 2. Prędkośc kątaowa jest stała, prędkośc liniowa rośnie. Jak w dźwigni - łatwiej jest pociągnąć o ten sam kąt pokonując większą odległosć z użyciem mniejszej siły, niż mniejszą odległośc z użyciem większej siły. Wiec gdy sprężyna ma łatwiej, łańcuszek ciągnie dół (2) i amplituda wychyleń balansu nie spada.
-
Mechaniczny z indiglo... nie ma. Od trytu nadgarstek nie świeci, bo tryt wydziela promieniowane Beta,niezdolne do wydostania się poza obręb zegarka. Tryt zastąpił rad właśnie z powodu większego bezpieczeństwa. Wada trytu jest stosunkowo krótki t1/2 przez co za kilkadziesiąt lat nic z trytu nie zostanie.
-
Dzięki ! Długo zwlekałem, z uwagi na brak doświadczenia, ale kiedyś trzeba zacząć
-
Witam! Wczoraj podjąłem się całkiem nowego (dla mnie) zadania. Postanowiłem rozebrać i wyczyścic zegarek z wychwytem wrzecionowym, wyprodukowany we Francji około 1830 roku. Część z Was pewnie wie, że rozbieranie i składanie kieszonkowców do dla mnie nie pierwszyzna (choć pisuję głownie w dziale amerykańskim i ruskim z uwagi na profil zainteresowań), ale nigdy wcześniej nie pracowałem ze szpindlakiem, ani też z bębnem wyrównawczym i łańcuszkiem. Na wstępie - nie jestem zegarmistrzem, ze swojej strony zegarki rozkładam głownie po to, by ocenić ich realny stan techniczny i oryginalnośc części, a fotorelacje na fora robię głownie w celu prezentacji konstrukcji tych zegarków - myślę, że jest to ciekawe. Komentarze są bardzo ile widziane, ale wiem, że nie jestem profesjonalistą, pewne rzeczy mogę robić źle czy nie od tej strony i proszę mnie zbyt agresywnie nie uświadamiać Zatem... szpindlaczek: Niesygnowany mechanizm z Francji, punce na kopercie wskazują na okolice 1830 roku. Jak widać - swoje przeszedł, a do tego miałem uzasadnione podejrzenia, że został uruchomiony przy pomocy WD40. Rzut oka pod tarczę rozwiał wszelkie wątpliwości: Rdza i błoto. Zauważcie czarny syf w łożysku balansu! Podczas rozkładania nie mogłem poradzić sobie z jednym z kołków (kółko), więc musiałem zdjąc górną płytę troszkę na siłę, a potem wypchnąć kołek. Sądząc po śladach, nie tylko ja miałem ten problem, natomiast wewnętrzny koniec kołka by już tak "zjechany" od prób wypchnięcia, że wyłamał się praktycznie bez oporu. Jak się spodziewałem, części aż ociekały od WD40 wymieszanego z rdzą. Nawet śrubki zostawiały rdzawe plamy a papierze. Niestety w ferworze walki zapomniałem porządnie obfotografować łańcuszek - 1. to koniec mocowany w ślimaku, 2 - koniec przyczepiany do bębna. Strzałeczka pokazuje miejsce, w którym łańcuszek pękł podczas próbnego nakręcania przy montażu. Na szczęście doszło jedynie do roznitowania ogniw i udało mi się je z powrotem zanitować, ale łańcuszek zdecydowanie wymaga wymiany. Płyty wyczyściły się całkiem ładnie, natomiast sporo pracy musiałem włożyć w kilka elementów stalowych. Wcale nie w to, co widać na zdjęciach powyżej, z tych usunąłem po prostu czerwoną rdzę i chyba starczy - najwięcej pracy musiałem poświęcić osiom koła 2-go i 3-go. Ale "poszło"... Zamek (nie wiem, jak się to nazywa, zapadka?) mocujący mechanizm w kopercie składa się z dwóch części mocowanych razem śrubką. Jedyna "korzyść" z tego spryskania WD40 była taka, że śrubki mechanizmu nie były specjalnie mocno zapieczone, a spodziewałem się najgorszego. Na początek zmontowałem zamek ze spreżynką oraz dwa mostki dla koła 3-go i 4-go. Mostków nie da się pomylić, bo jeden ma dwa bolce, a drugi bolec i dziurkę. Potem łożyska koła wychwytowego. Poniżej widać prosty montaż nakrywki na łożysku zewnętrznym oraz przygotowany do dalszego składania mostek, zawierajacy łożysko balansu (1) i koła wychwytowego (2): Widać tutaj także w całej okazałości wychwyt wrzecionowy. Jest tu koło wychwytowe w kształcie "korony" oraz balans z bardzo długą osią, na której widzimy dwie palety. zn widzimy jedną, ale tuz pod kołem balansowym jest druga. Jest to bardzo stary model wychwytu, jego praca jest zasadniczo bardzo prosta - paleta spotyka się z zębem koła wychwytowego i przyblokowuje go. Oczywiście koło wychwytowe chce iść dalej, więc odpycha paletę (zmieniając kierunek pracy balansu) i po chwili druga paleta spotyka się z innym zębem koła wychwytowego, które też ją odpycha, znów w przeciwnym kierunku. I tak w nieskończoność. Można by - w dużym uproszczeniu - powiedzieć, że całą kotwicę wbudowano tu w oś balansu. Jaka jest podstawowa wada takiego wychwytu? Zacznę "od ogona". W wychwytach, w których balans pracuje swobodnie, jak kotwicowych czy chronometrowym, zasadniczo częstotliwośc pracy balansu jest niezależna od amplitudy. Oczywiście w modelu teoretycznym, ale (jak w podstawówce) przyjmijmy, ze tak jest. W prawidłowym zakresie amplitud balans pracuje ze stałą częstotliwością i wychwyt mu w tym nie przeszkadza. Natomiast w wychwycie wrzecionowym, paleta balansu spotyka się z zębem wychwytu niejako w trakcie cyklu, ząb wyhamowuje balans skracając cykl pracy, wpływajac na częstotliwość. Dlatego też - inaczej niż wychwyt kotwicowy, wychwyt wrzecionowy jest bardzo zależny od "docelowej" amplitudy pracy balansu, czyli od mocy podawanej na wychwyt. Krótko mówiąc - nie jest idealny, ale i tak całkiem dobry. Wracając do montażu wychwytu. Oba łożyska wychwytu mają śruby regulacyjne. Regulacja pokazanego wcześniej zewnętrznego łożyska odbywa się przez poluzowanie śrubki mocującej go do mostka i dokręceniu lub odkręceniu długiej śrubki przechodzącej przez stalową nakrywkę. Potem dokręcamy śrubkę mocującą. Natomiast łożysko wewnątrz mechanizmu ma regulację taką, jak w zawiasach niektórych mebli - odkręcamy jedną, dokręcamy drugą i przesuwamy łożysko do przodu i do tyłu. Regulując oba łożyska uzyskujemy prawidłowe (tylko co to znaczy prawidłowe???) położenie koła wychwytowego, a także ustalamy luz na osi wychwytu. Dodatkowo możliwa jest regulacja na boki, ale producent zaznaczył (strzałka) prawidłowe płożenie, wiec nie ma tu "pola do popisu". Położenie koła oczywiście ustawiłem "na oko", natomiast luz dałem najmniejszy możliwy. Czyli taki, by nie latało, ale i by nie blokowało koła. Mostek z łożyskami przykręca się potem od drugiej strony do górnej płyty. Stalowa blaszka na mostku to po prostu nakrywka w łożysku balansu. Kolej na ślimak z łańcuszkiem Zmontowanie tego nie jest łatwe - polecam nawinąc łańcuszek na ślimak i potem "przewinąć" go na bęben już po zmontowaniu mechanizmu. Próbowałem wielu sposobów i ten wydaje się najprostszy. Cały element składa się ze ślimaka, na który nawijamy łańcuszek i 1 koła przekładni chodu. Slimak posiada wbudowane koło zapadkowe, a 1. koło przekładni - zapadkę, co tworzy razem sprzęgiełko kierunkowe. Gdy nakręcamy ślimak porusza się niezależnie od koła, a gdy bęben ciagnie za łańcuszek - oba elementy pracują razem. Czemu właściwie służy zastosowanie łańcuszka na ślimaku? Działa to na zasadzie dźwigni. Jak chcemy podnieść kamień, łatwiej nam go podnieść gdy zastosujemy długą dźwignię niz gdy zastosujemy krótką. Wtedy koniec dźwigni musimy przesunac na większą odległość, ale używajac mniejszej siły. Tak samo tu - gdy sprężyna jest naciągnięta, ciągnie węższą częśc stożka, więc ma "trudniej", a gdy słabnie, ma coraz "łatwiej", przez co amplituda pracy balansu jest względnie stała i zmniejsza to odchyłki. pojawienie się wychwytów kotwicowych i sprężyn o lepszych parametrach spowodowało praktyczne "wymarcie" tego rozwiazania, choć Rosjanie stosowali je w chronometrach morskich do lat 90-tych 20. wieku. Jest to element rozbieralny. Wałek jest zintegrowany ze ślimakiem, nałożone jest na niego koło przekładni, a wszystko razem trzyma metalowa obręcz: W anglikach obręcz mocowana jest kołkiem, we francuzach jest nabijana. Wybicie osi stwarza pewne problemy, bo trzymać musimy w zasadzie za same zęby 1-go koła i jak się obręcz zapiecze - możemy je wygiąć. Ja po prostu trzymałem koło w palcach i pukałem moteczkiem w wałek aż obręcz spadła, ale nie było to za bardzo zapieczone, na szczęście. Montaż - na nabijarce. Przed nabiciem obręczy trzeba upewnić się, że zapadka działa prawidłowo. Na górze slimaka znajduje się stalowa blaszka z zębem. Ząb ten pasuje do przemądrze zaprojektowanej dźwigni na wewnętrznej stronie górnej płyty: Dźwignia jest normalnie skierowana w dół i nic nie robi, dopóki nawijany na ślimak łańcuszek nie zacznie jej podnosić. W końcu, gdy łańcuszek jest na ostatnim, górnym zwoju ślimaka, dźwignienka osiąga poziom, na którym spotyka się z zebem ślimaka i blokuje go. Dzięki temu na końcu nakręcania nie ciągniemy "na chama" za łańcuszek, bo ślimak jest już zablokowany. Bez tego zerwanie łańcuszka "murowane". Przekładnia chodu składa się z czterech kół, przy czym 4-te koło ma zębnik przystosowany do napędzania poziomo położonej osi wychwytu. Widząc takie koło wiemy, że to szpindlak Dalej montuje mostek wałka ślimaka (1) i mostek 4-go koła (2), regulator Tompiona i balans: Podczas nakręcania "strzelił mi łańcuszek - jak pisałem - ,ale udało mi się go znitować bez rozmontowywania mechanizmu. Musiałem tylko zdjąć balans, żeby przewinąć go z powrotem na bęben. Oczywiście przyczyna pęknięcia był zardzewiały nit, ale mam też wrażenie, że łańcuszek nie ułoży się dobrze na uszkodzonej (chropowatej) powierzchni bębna spręzyny i pod koniec został pociągnięty nierównolegle, co spowodowało pęknięcie w najsłabszym miejscu. Trzeba zawsze spojrzeć, czy łańcuszek po nawinięciu na bęben układa się prawidłowo, czego nie zrobiłem. Po ponownym nakręceniu działa super, wiec założyłem tarczę, wskazówki i do koperty: Po 12 godzinach ma -10 minut w centralnym położeniu regulatora. Chyba nieźle Tym razem działa już także we wszystkich pozycjach. Super doświadczenie - jeden level do góry Te zegarki mają w sobie "moc"...
-
W ZSRR przepływ rozwiązań między fabrykami był duży - często spotyka się podobne rozwiązania w różnych mechanizmach różnych producentów.
-
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Nie, wykończenie się zgadza. Tylko numer nie. Ciekawi mnie, czy 323283 ma drugi mostek z nabitym 323283 (raczej nie), czy faktycznie doszło do zamiany (raczej tak). Taka sztuka dla sztuki. Oczywiście nie wyjaśni to, czy zamieniono je jeszcze w fabryce, czy np. oba były razem serwisowane (np. na kolei) i mostki zamieniono podczas serwisu... Te mechanizmy wykańczano w małych partiach (po 10 sztuk) i w obrębie tych zegarków mogą zdarzyć się zamienione części, nie wiem natomiast, czy wykańczano koniecznie 10 kolejnych numerów, czy po prostu dowolne 10 z danego bloku... Strasznie to zawiłe i - w sumie - umiarkowanie istotne Sprowadza się do tego, ze producent X na "model Y grade Z" przeznaczał blok np. 1000 numerów seryjnych, co nie oznacza że wszystkie faktycznie powstały, ani ze powstawały po kolei... Historia notuje też przypadki dobijania dodatkowej cyferki, żeby mechanizm nie wyglądał "za staro" jeśli dana seria nie sprzedawała się świetnie i mechanizmy długo czekały na wykończenie -
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
A potem kolekcjonerzy siedzą i numerki rozkminiają... Sam mam Illinois'a z numrem 323248 i mostkiem bębna 323283. Chętnie znalazłbym zegarek 323283 zobaczyć, jaki ma mostek -
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Albo się maszynie losującej wczesny numerek wylosował ponownie - jak bym nie był taki pewny... -
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Sorry, że się wryję w ciekawą dyskusję, ale nie macie wrażenia, ze numery na ruskich nabijała maszyna losująca ? Jakoś nie zdarzyło mi się, żeby te numery cokolwiek sensownego znaczyły... -
Mołnia i inne 36xx - linia czasu
pmwas odpowiedział Narfas → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Każdy ma w kolekcji trochę składaków, o których nie wie W kolekcji tak dużej jak Marka Gordona musi się ich trochę znaleźć. Gratuluję pięknej Mołnii 3017 - cudna -
Może jestem ignorantem i po prostu o czymś nie wiem, ale... jak taki rasowy wojak ma się do kolei? Projekt PM-36 to wypisz wymaluj Hamilton Khaki Pioneer, tylko z sub sekundą, i wygląda jak typowy amerykański (i nie tylko amerykański) zegarek wojskowy z lat 40-tych czy 50-tych. Jakby nazwa modelu kojarzyła się z wojskowością, pewnie jak zwykle z II WŚ, to jakoś bardziej by mi to grało... Bo zegarek, trzeba przyznać, wygląda rasowo! Tu się akurat nie zgodzę - 303 faktycznie jest wzorniczo podobny do zegarków zamawianych w Szwajcarii przez RAF, był nawet kiedyś taki na bazarku... Także wzornictwo wcale nie takie znowu nietrafione.
