Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1497
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Jesteś bardzo spostrzegawczy, ale moje wpisy nie są adresowane do Ciebie osobiście, więc możesz je pomijać bez wyrzutów sumienia. Wiem.
  2. Epos oczywiście rycerski?
  3. Całkiem niezła wypowiedź, jak na nowego. Z pierwszą częścią się zgadzam, rzeczywiście dość często przewijają się tutaj wciąż te same, „mainstreamowe” zegarki. Ale proponowany powód tego stanu rzeczy niekoniecznie jest taki, że "wmówiono ludziom, że to wyznacznik sukcesu". Przejdę do tego za chwilę. Co do alternatyw, microbrandów, etc., wydaje mi się czasem, że jest tego aż za dużo w stosunku do istotnej wartości czy zmiany, którą te "alternatywy" miałyby wnieść. Podstawowymi zarzutami, które mam wobec microbrandów, są: wtórność projektów, brak własnego dorobku w dziedzinie zegarmistrzostwa lub designu (a najczęściej obydwu tych rzeczy na raz) i brak "zegarkowej historii", na której te projekty mogłyby się oprzeć. Wracając do przyczyn popularności zegarkowych samograjów, takich jak Omega Speedmaster albo sportowe Roleksy z kolorowymi lunetami, to raczej nie trzeba nikomu wmawiać, że to dobre zegarki. Ludzie nie dlatego wydają na nie ciężką kasę, że dali sobie coś wmówić (znaczy, nie tylko, bo może niektórzy faktycznie zostali klasycznymi ofiarami marketingu, przynajmniej na jakiś czas) tylko dlatego, że rynek dóbr luksusowych polega na handlu marzeniami. Kupując produkt np. Casio, Ch.Warda czy Studio Underdog, kupuje się zazwyczaj niezawodny zegarek, przyzwoicie wykonany jak na swoją cenę i często ciekawy wzorniczo, ale w tym przypadku wiadomo, że nie chodzi o "marzenie", "małe dzieło sztuki", "kawałek historii pokoleń" i takie tam, tylko o fajny zegarek do założenia na rękę, nie gorszy niż Omega czy Rolex pod względem wygody noszenia czy pomiaru czasu. Pytanie, za co w takim razie płaci się tę ogromną różnicę między ceną Casio a ceną nowej Omegi czy Roleksa. Odpowiedź jest jednocześnie trudna i prosta, za "coś więcej" niż tylko zegarek. Wyższą cenę uzyskuje ten producent, który lepiej potrafi zrobić i sprzedać nie tylko sam zegarek, lecz przede wszystkim swoje "coś więcej". To, że w tym wątku trafiają się "nudne" zegarki nie znaczy, że opowieść o nich również musi być nudna.
  4. Tęczowy Lord Vader? Hm…
  5. A dosłownie "mam chińskie serce". Wersja Tomcia to chyba w ramach przygotowań do zmiany pseudonimu na "MasterYoda".
  6. Nie. Nie po to czytam forum, żeby szukać wypowiedzi zgodnych z moimi. Zwyczajnie, napisałeś zdanie nienadające się do dyskusji, więc jej nie podjąłem.
  7. Ale taki gruby notatnik ze sobą nosisz, z grzbietem na sprężynie, czy laptopkiem ogarniasz? Dla mnie - zdjęcie tygodnia. Zegarek tylko by zepsuł kompozycję.
  8. Słuszny kierunek. A chronografy się nosi bo się lubi, nie po to żeby ich używać, bo (podobnie jak zegarki w ogóle) właściwie nie są do niczego potrzebne. Ja nie tylko noszę ale używam praktycznie stale, bo właśnie lubię. Jeśli akurat mam na ręce chronograf. E tam 🙂 Podobnie to odbieram. Może dla kogoś ma znaczenie, że czarna wersja występuje w tylu odmianach i tak często, że się już opatrzyła. Ale pewnie z tego samego powodu większość woli czarną tarczę, która zdążyła się już zrosnąć z Moonwatchem. Dla mnie istotna jest raczej lekka zmiana charakteru tego zegarka, uzyskana w bardzo prosty sposób. Biała tarcza daje jakieś takie "odświętne" wrażenie. Nie, że człowiek codziennie idzie do roboty, czyli ubiera się w ten skafander kosmiczny i włazi po raz pięćset osiemdziesiąty szósty do tego modułu załogowego albo do symulatora, przechodzi te wszystkie testy i procedury i zawsze coś po drodze nie zadziała, żeby na koniec próbować jeszcze zdążyć do toalety przed zdjęciem skafandra. Tylko, powiedzmy, raz w tygodniu ma wolne i wtedy może sobie dla odmiany założyć normalne ubranie i białego Moonwatcha.
  9. Bardzo mi przypomina wynalazek z dawnych lat, tzw. "turbinkę Kowalskiego". Był na to hype.
  10. ireo

    Fan Klub Chronografów

    Rozwijasz się w takim tempie, że ledwo nadążam. Ładna porcelana, jaka to marka?
  11. Nie tylko. Mój egzemplarz sprawdzałem w serwisie przy salonie Rolexa na Pl. Konstytucji. Nie dostałem żadnego dokumentu na piśmie (nie pytałem czy jest taka opcja), ale pan zegarmistrz potwierdził autentyczność Rolexa i poinformował, że zegarek nie figuruje na liście skradzionych.
  12. ireo

    Fan Klub Chronografów

    Uff, wreszcie filżanka ze spodkiem 🥇
  13. ireo

    Klub HERITAGE

    Podczas czytania tekstów od razu nasuwają mi się znaczenia zupełnie inne od tych, które mieli na myśli ich autorzy. Wiem że muszę z tym uważać, bo ludzie odbierają moje interpretacje jako złośliwość, ale to się po prostu dzieje samo. Np.: „jeżeli założyłeś a priori i sweterek, to dlaczego na zdjęciu widać tylko sweterek?”, itp. Dziękuję, jesteś kopalnią informacji o dobrych książkach. Tę kupiłem na podstawie fragmentów wywiadu z synem autora, usłyszanych w radiu. Pozostaje mi wytłumaczyć się, co wspólnego z „Klubem Heritage” ma ten zegarek, ale chyba tylko kolorystykę pasującą do okładki.
  14. Efektowny ten Rolex. 36 mm?
  15. ireo

    Klub HERITAGE

    Dziękujemy! (już miałem napisać żebyś się nie martwił, bo na zdjęciu nie widać że byłeś bez spodni i butów, ale chyba nie o to chodziło) Książka nader ciekawa, od razu się zainteresowałem. A chronograf - piękny!
  16. OK. Najważniejsze, żeby płetwy i maska nie przeszkadzały przy stole.
  17. Ten "garnitur", to pewnie taki z neoprenu 😄
  18. Czarne zegarki jakoś nigdy do mnie nie przemawiały, ale ten jest świetny. Zdjęcie też znakomite.
  19. Suplement do życzeń bożonarodzeniowych: uważajcie na drodze, bo dzisiaj ślisko. W dodatku chyba ciśnienie się waha, bo kierowcy zachowują się dziwniej niż zwykle. Wszystkim życzę nie tylko spokojnego finału świąt, ale też spokojnych i bezpiecznych powrotów do domu.
  20. ireo

    Fan Klub Chronografów

    Ze zdjęcia na zdjęcie wygląda coraz lepiej.
  21. Krzysztof 🙂 trochę szkoda, że to napisałeś już teraz, zamiast taktycznie poczekać aż pomysł wyjdzie od samych użytkowników. Właśnie miałem zaproponować, żeby zabronić wpisów przekraczających 5 linijek oraz wpisów zawierających "narzekania" (a jeśli jedno i drugie, to już w ogóle Wielka Kumulacja i masło na kartki do końca życia). W odpowiedzi na powyższe pytanie potwierdzam, że widocznie warto, skoro również Ty sam zdecydowałeś się przeznaczyć swój cenny czas na udział w niniejszym wątku. Trudno mi dokładnie ocenić ile pozytywnych emocji z tego wyniosłem, bo niektóre miałem już wcześniej, więc pomiar nie byłby miarodajny. Z najlepszymi życzeniami świątecznymi, w tym wielu kolejnych pozytywnych emocji związanych z niniejszym Forum - ireo
  22. Bardzo trafne uwagi. Również w przypadku Constellation C-shape uważam, że na pasku wyglądałaby jeszcze lepiej.
  23. Nie musimy rezygnować z naszego wyobrażenia o "klubie dżentelmenów" tylko z tego powodu, że momentami w tym klubie dyskusja zamienia się w pyskówkę. W takich sytuacjach spodziewamy się, że moderator zareaguje jak "bramkarz" w klubie, czyli kogoś upomni a kogoś innego wyprosi, w zależności od kalibru "wykroczenia". Jedyne sytuacje, w których interwencja moderatora jest przydatna, to ataki personalne i wulgarne wyrażenia. Jest to dosyć dziwne, że w takich przypadkach oglądamy się na moderatora zamiast wspólnie zignorować osobę nieumiejącą się zachować i przestać się do kogoś takiego odzywać, ale niech będzie, że w tego typu sytuacjach instytucja moderatora się przydaje. Gdyby działalność moderatorów rzeczywiście ograniczała się do takich przypadków, to myślę że moderatorzy cieszyliby się większym uznaniem i szacunkiem niż obecnie i więcej osób doceniałoby ich pracę. To zupełnie co innego niż sytuacja, w której wyrażony przez kogoś pogląd albo poruszenie "niedozwolonego tematu" powoduje usunięcie wpisu albo całego tematu, z ostrzeżeniem i sankcjami wobec autora, bo moderatorowi albo zarządowi "się wydaje", że to co ktoś napisał "potencjalnie polaryzuje", albo że na jakąś tematykę "nie ma miejsca na forum". Być może "ludzi u władzy" bardziej radują takie sankcje (lub sama możliwość ich nakładania), niż zasmucają efekty takiego "programu" na ich własny wizerunek wśród społeczności, która im tę władzę przyznała (zastanawiałem się czy dopisać "i teraz żałuje"😁 ale nie dopiszę, bo tego nie wiem; być może większość tak właśnie lubi albo większości to nie przeszkadza). W każdym razie, "cenzura prewencyjna", istnienie "tematów zakazanych" i sankcje wobec autorów wpisów, uznanych przez kogoś za "bżytkie" tylko dlatego, że nie pasują do widzimisię prezesa czy moderatora, to patologia i objaw choroby politycznej poprawności. Może w jakieś części tak. Z drugiej strony, wpisy na forum mogą być bardzo pomocne w decyzji czy chciałbym ich autorów poznać osobiście. Przyznam, że nie wszystkich chciałbym, i nawet napisałem to kiedyś na Forum niejakiemu Ginginowi ale i tak nie zrozumiał 🙂 Założenie jest takie, że temat "Żarty" ma specjalny status czyli nie podlega moderacji (chyba że moderator np. zinterpretuje żart w komentarzu jako komentarz do żartu, który jest zabroniony, i wtedy się wylatuje tak jak ja kiedyś wyleciałem). Po jakimś czasie udało mi się załapać, że tak to właśnie wygląda. Od tamtej pory, zamiast się denerwować albo oglądać się na moderatorów, przydzieliłem ignory największym "bojownikom rewolucji kulturalnej" udzielającym się w "Żartach" i mam spokój. Wprawdzie nie widzę wówczas ich dokonań we wszystkich pozostałych tematach ale przekonałem się, że to niewielka strata. Tak właśnie jest. Jeżeli moderator usuwa, powiedzmy, tekst o jeździectwie sportowym, bo "forum zegarkowe to nie miejsce" na taki temat, albo dlatego, że wzmianka o koniu to "temat polityczny", który "potencjalnie polaryzuje" itd., to to nie jest żaden "klub dżentelmenów" tylko co najwyżej parodia smutnej komedii Barei.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.