Wyciągając z pudełka było pewne, "rozczarowanie", niby SPB257 jest uważany za replikę Seiko o przydomku Willard znanego z "Czas Apokalipsy" jednak poza pobieżnym podobieństwem nie ma on za wiele wspólnego ze swoim rzekomym pierwowzorem - jest mniejszy, cieńszy i delikatniejszy zdecydowanie nie wygląda na 43mm, a ja otwierając pudełko spodziewałem się solidnej, masywnej i dużej konstrukcji...
Zegarek był na pasku nato - i po założeniu na rękę "nie wyglądał", paskudnie odstawał a "kokardki" dodatkowo podkreślały "koślawy wygląd" - pierwszy krok to wywalenie nato i założenie normalnej, skóry... zdecydowanie się polepszyło. Pomiar dokładności po 24h również nie zachwycał +45s, sobie pomyślałem swoje...
Luma nie "daje po oczach" jak np w Sumo, czy Monsterze - ale oddaje światło wyraźnie i długo, po całej nocy zakładając zegarek można bez trudu bez zapalania światła odczytać godzinę.
Kilka tygodni na łapie i dalej jest "czad..." Jedynie co to dołączone do tego zegarka paski są jakieś takie do d..y - nie cierpię "nato" więc do brązowego mogę być uprzedzony, ale guma jest też mocno "taka se" ale zegar jest mocno "paskolubny" więc bez problemu można coś dobrać - każdy kolor świetnie pasuje pod warunkiem że jest czarny .
Dokładność mechanizmu po "dotarciu" mocno mnie zszokował... o 6R35 można różne rzeczy znaleźć w sieci i często nie są to pochlebne opinie ale po początkowym +45s/24h, w miarę upływu czasu niedokładność zaczęła się zmniejszać by po kilku tygodniach uzyskać +1s/24h i tak się trzyma od 8-miu dni.
Zegarek świetnie leży na nadgarstku i pasuje, dzięki swojej kolorystyce, do wszystkiego - co prawda czarny kolor dodaje mu powagi, ale pomarańczowe akcenty uwydatniają drapieżny pazur, który cieszy i przyciąga wzrok mój i... różnych takich...
Reasumując - jestem bardzo zadowolony...