Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2594
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Już jest rarytasem - z błędem na deklu. Poza tym - czy ta skala tachymetru jest funkcjonalna?
  2. Kolejne zdjęcie z serii Spezimatic z NRD-owskimi artefaktami. Finałem powinien być "Playboy" z Katariną
  3. Sezon 1961. Ciekawe zdjęcie z meczu ŁKS-Zawisza, z Leszkiem Jezierskim w kadrze.
  4. Mi też się podoba. Zmiany jakościowo zapewne na lepsze, a te indeksy by mi chyba nie przeszkadzały, choć indeks "12" wyróżniał serię. Najbardziej na moją wyobraźnię działa 39mm czarno-niebieski na meshu. Znakomicie moim zdaniem wypada niebieski napis "Hydroconquest" na tarczy - jest taki... wodny Fajne zdjęcie z Hodinkee: Mój, skromnie pozujący na tle nowej fali:
  5. Tej firmy jeszcze tu nie było. Może nawet nigdy nie było jej na forum? Złote czasy calcio i reklama chronografu marki Pryngeps, polecanego przez samego Waltera Zengę! Skan jest ciekawy także z powodu informacji o śmierci Sandro Pertiniego, którego świat zapamiętał z celebracji triumfu na MŚ w 1982. No i ta tabela Serie A, z Sampdorią na 5. miejscu...
  6. Brylantowy, a skromny: https://monochrome-watches.com/introducing-jacob-and-co-billionaire-double-tourbillon-angel-cut-specs-price-pics/
  7. Edmund Exley

    Wasze zegarki Glashutte (GUB)

    Ryszard Szurkowski chyba też ma tu Glashütte Spezimatic:
  8. Ryszard Szurkowski i - chyba wszystko na to wskazuje - Glashütte Spezimatic:
  9. Wiosna, więc powrót mesha.
  10. Szkoda Chucka, sympatyczny gość, choć przyznam, że nie oglądałem jego filmów. Ostatnio u mnie: - "Wszystko na sprzedaż" - ale film, ponownie po kilku latach. Teatr TV przejrzałem, ale chyba nie dam rady przebrnąć na jeden raz Film natomiast teraz oglądało mi się lepiej niż za pierwszym razem. Wajda jest tu bardzo zainspirowany nową falą i Fellinim, co miejscami drażni, ale czasem daje interesujący efekt - szukał czegoś nowego, a od tego filmu zaczął się jego "prime time". Łapicki i Olbrychski są naprawdę ok, wybitny jest epizod Kobieli, a poruszający - mikroepizod Pawlikowskego. I nawet łatwiej było mi teraz przejść przez te wszystkie długie sceny z Czyżewską, Tyszkiewicz i Potocką Scena z malarstwem Wróblewskiego jest naprawdę wyjątkowa. Do tego bardzo fajna muzyka Korzyńskiego, trochę niedopasowana i przez to wnosząca taką nowofalową lekkość i dezynwolturę. Ciekawy film. - "Wielki Marty" - świetnie oglądało mi się pierwsze 40 minut, później zacząłem się nieco męczyć, gdy historia skręca w dziwne rejony i dużo różnych przedstawicieli patologii wrzeszczy widzowi do ucha, na szczęście ostatnie 30 minut znowu dobre. Świetna postać japońskiego mistrza, tak samo reminiscencja z Holokaustu. Chalamet ma Elgina. Dobrze wypada muzyczny anachronizm z muzyką z lat 80., ukoronowany najlepszą piosenką dekady. Warto obejrzeć, ale wracać raczej nie będę. Na razie wciąż wygląda na to, że gdybym był w Akademii Filmowej, to głosowałbym na "F1". - "Baryton" - smaczny mariaż późnego moralnego niepokoju z kinem retro w wykonaniu duetu Zaorski/Falk. Sieć intryg, nad którymi unosi się widmo nadciągającego hitleryzmu i zmierzchu oglądanego świata. No i oczywiście Piotr Fronczewski! Gdyby grał w USA, to dziś mówiłoby się: Hackman, Pacino, De Niro, Hoffman, Nicholson and Fronchesky.
  11. Bardzo fajny duet. Podoba mi się ta bransoleta na szampańskim - dodaje charakteru z lat 50./60.
  12. Dziś 65. urodziny Lothara Matthäusa, jednego z najbardziej kompletnych i najlepszych piłkarzy wszech czasów. Z tej okazji zdjęcie ze szczytu jego kariery i... z dwoma klasycznymi artefaktami. Jeden to bodaj najfajniejsza koszulka w historii Interu (Uhlsport/Misura), a drugi to Hublot MDM Chrono:
  13. Ale piękny egzemplarz. I do tego jeszcze z taką historią!
  14. Mi się też ogólnie podoba, tylko wolałbym stare logo, a przede wszystkim - czy nie za dużo jest spadu w stosunku do płaskiego obszaru na tarczy? Indeksy są długie i przez to na zdjęciach pojawia się wrażenie dużego zagęszczenia w kierunku środka tarczy. Super! Gratulacje.
  15. Chyba dawno nie było takiej przerwy w postach w tym temacie. Co myślicie o nowym Visodate? Linki: https://ch24.pl/recenzja-tissot-visodate-2026/ https://monochrome-watches.com/2026-tissot-visodate-collection-redesigned-powermatic-80-review-price/
  16. Ja sobie obejrzałem skrót Derby-Stoke z 1975 roku:
  17. ja też akurat nie znam Daft Punk zbyt dobrze, a na ten utwór trafiłem z racji Morodera, którego szanuję jako oryginalnego artystę i - przede wszystkim - autora muzyki słyszanej w filmach, które bardzo lubię ("Człowiek z blizną", "Midnight Express", "Amerykański żigolak"). Bo kino jest dla mnie często punktem wyjścia do poznania jakiegoś muzyka, historii etc. Na przykład pisałem teraz, że obejrzałem "Narodziny gwiazdy" z 1976 roku, ze świetnymi zdjęciami Roberta Surteesa. Bardzo podobała mi się sekwencja koncertu, w której wykorzystano autentyczny koncertowy materiał zdjęciowy i... utwór, który moim zdaniem był najlepszy w całym filmie (wybacz, Barbro...): Tu w pełnej wersji - Montrose i "Rock Candy", który brzmi jak jakaś piosenka niewykorzystana na "Houses of the Holy" lub "Physical Graffiti"
  18. W temacie o filmach dość szczegółowo napisałem o "Narodzinach gwiazdy" w reżyserii Franka Piersona z 1976 roku. W jednej z drugoplanowych ról wystąpił znany reżyser Paul Mazursky (warto dodać, że później zagrał też m.in. w "Życiu Carlita", w znakomitym epizodzie w scenie rozprawy sądowej). I kilka razy dość dobrze (ale bez zbliżenia) widać jego zegarek, który wygląda mi na czarną Daytonę 6262:
  19. Niedziela, więc najpierw ulubiony zegarek, a po obiedzie - ulubiony deser
  20. Mój film weekendu to "Narodziny gwiazdy" z 1976 roku. Pierwszy raz obejrzałem którąkolwiek z wersji, a na tej - z racji epoki i twórców - zależało mi oczywiście najbardziej. Po pierwsze - Kris Kristofferson jest super. Gra tak samo, jak grał Billy'ego Kida czy Cisco Pike, ale po co miał coś zmieniać, jak robił to genialnie? Barbra natomiast pokazuje, że jest naprawdę wysokiej klasy aktorką i wokalistką. Choć... niektóre sceny jej występów ewidentnie przeciągnięte są po to, by wyeksponować jej gwiazdorski status (w napisach końcowych jest nawet zabawne odwołanie do jej garderoby). Najważniejsze - i najfajniejsze - jest jednak to, co wybrzmiewa po latach, czyli doskonale oddana atmosfera muzycznego biznesu lat 70., już po Woodstock, w epoce The Eagles, z kokainą i whisky zamiast LSD i heroiny. Stadiony, wille, Cadillaki i Ferrari i czyhające za tym pułapki. Kris świetnie się w tym odnajduje, dając swemu bohaterowi Morrisonowski wręcz rys. A to wszystko ogląda się świetnie dzięki bohaterowi nr 1 tego filmu - Robertowi Surteesowi. Gość, który w branży pojawił się... tuż przed nastaniem ery dźwięku, a Oscary zgarniał m.in. za "Ben Hura", w latach 70. pokazał, że perfekcyjnie trzyma rękę na pulsie epoki. Chcecie kilka printscreenów? Proszę bardzo - najpierw kilka kadrów z sekwencji otwierającej, oczywiście łącznie z najfajniejszym znaczkiem Warnera: A to jest kapitalna sekwencja koncertowa, w atmosferze jak z California Jam: Tu neonowa otoczka koncertu dla TV: I pięknie sfilmowane sceny z dala od zgiełku showbiznesu: Bez wątpienia obok "Ostatniego seansu filmowego" jedna z najlepszych robót Surteesa seniora. I jeszcze coś - dziesiątki razy oglądałem sobie montażową sekwencję otwierającą "Pieskie popołudnie" Lumeta. Scenariusz: Frank Pierson, czyli reżyser realizowanych niedługo później "Narodzin gwiazdy". I w kadrze, jeszcze zanim pojawi się Pacino, widzimy to: To pewnie seans jednej z dwóch wcześniejszych wersji, ale ciekawy (może świadomy, jeśli kontrakty były już podpisane) zbieg okoliczności
  21. W tygodniu prawdziwy popis Valverde. A na początek weekendu najlepszy chyba mecz Torino w sezonie (4:1 z Parmą), co pozwala spokojniej myśleć o utrzymaniu tej ekipy w Serie A. Mecz był też ciekawy z powodu dość rzadkiej sytuacji - wszyscy gracze Torino mieli na koszulkach nazwisko bramkarza Parmy
  22. Coś innego niż zazwyczaj, ale bohater utworu jednak od dawna jest przecież obecny w mojej "filmowej ścieżce dźwiękowej". Muszę sobie zgrać do samochodu i włączać po 22:00
  23. - "Father Mother Sister Brother" - pisałem już o tym filmie w temacie o zegarkach z ekranu. Jarmusch zrobił w sumie to, co Rolex - dał ten sam model, który robi od lat, ale zmienił trochę kolory I wyszło dobrze. - "Amator" - dla mnie od dawna w Top 10 polskiego kina i właściwie jedyny film fabularny Kieślowskiego, do którego co jakiś czas chętnie wracam (no... lubię też "Krótki dzień pracy", naprawdę!). Wzrusza, smuci, czasem nawet bawi. Świetny obraz PRL schyłku lat 70. Mnóstwo pamiętnych scen i epizodów. Stuhr i Czyżewski (ostatnia filmowa rola w życiu) doskonali. Prawdziwie wypadają też ci, którzy grają samych siebie: Zanussi i Jurga. Jest też Marian Osuch, który też właściwie gra samego siebie - czyli portiera. Sobolewski nic nie mówi, ale jest - "La Grazia" - od lat lubię kinowe filmy Sorrentino i rzadko ("Oni") się rozczarowuję. Tym razem powstał też udany film, ale dużo bardziej wyciszony niż większość poprzednich. Dominuje dialog, jest znacznie mniej efektownych ujęć (choć kilka i tak jest) i... nie ma właściwie erotyzmu. Servillo jest bardzo przekonujący (tylko ten rap jakiś taki niepotrzebny).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.