Wreszcie udało mi się obejrzeć coś, na co długo polowałem - amerykańską "Cenę strachu": I nie rozumiem, dlaczego ten film został tak chłodno przyjęty?! Bo to bardzo dobre kino, dosłownie od pierwszej do ostaniej sekundy (tak! Nie minuty, ale sekundy) trzyma w napięciu, a końcowe napisy wcale go nie wygaszają. Brutalny, dobrze zagrany (Roy Scheider ), ze świetną muzyką Tangerine Dream, może nie tak "przestrzenną" i zapadającą w pamięć, jak w "Złodzieju", ale i tak na najwyższym poziomie. Wszystko takie, jakie powinno być, łącznie z surowością opowiadania, typową dla lat 70. Francuskiego klasycznego pierwowzoru jeszcze nie widziałem, ciężko dotrzeć do najpełniejszej wersji, więc postaram się obejrzeć chociaż tę dwugodzinną. Ale amerykański film - moim zdaniem jako samoistne dzieło wypada świetnie.