Ja trochę podobnie - czyli też groza z ambicjami: "Lighthouse". Bardzo chciałem obejrzeć ten film, dopiero teraz się udało. Czy spełnił oczekiwania? Kto nie widział, niech lepiej może nie czyta.
Trudno nie docenić wysmakowanych zdjęć. Gdy dodamy do tego kwadratowy format kadru, to wiele ujęć jawi się jak jakieś prace słynnego fotografa z muzeum. Podobnie dźwięk - od pierwszej sekundy robi wrażenie. Zwłaszcza niemal syntezatorowy sygnał dźwiękowy latarni. Dafoe i Pattinson bardzo solidni (choć ten pierwszy ma za sobą dużo ciekawsze role). Obecność symboli zmusza do poszukiwań sensu, a monotonia oddaje rytm życia bohaterów, ale... w pewnym momencie za dużo jednego i drugiego. Niepotrzebna jest też werystyczna przemoc. Lepiej film wypada, gdy pozostaje w konwencji Lynchowskiego koszmaru (sceny ukazujące pracę maszyn skojarzyły mi się ze słynnymi interludiami z "Człowieka słonia"). A tak robi się z tego trochę taki Sienkiewiczowski "Latarnik" w reżyserii Nicolasa Windinga Refna
Jestem zadowolony, że obejrzałem, ale chyba jednak lekko rozczarowany. Nie bardzo będę miał ochotę wracać kiedyś do tego filmu, a może właśnie druga lektura pozwoliłaby dostrzec coś więcej? Bo trochę mi jednak czegoś zabrakło.