Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Lincoln Six Echo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    18796
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    105

Zawartość dodana przez Lincoln Six Echo

  1. Wybór numer dwa do TOP 10 albumów roku 2025.
  2. Nie ma tu sprzeczności. Można jednocześnie powiedzieć „zostawmy personalia” i nazwać fakt przesunięcia dyskusji z tematu na osobę - właśnie po to, żeby do nich nie wracać. Co do „preferencji” - jasne, że wolno o nich pisać. Zwróciłem tylko uwagę, że nie są one argumentem o kondycji rynku jako takiego, a o tym konkretnie była moja teza. To dwie różne płaszczyzny i tyle. W kwestii faktów: skoro przyjmujesz korektę dotyczącą RZE i OISA, to sprawa jest zamknięta. Nie chodziło o przypisywanie Ci poglądów w rodzaju „bez haute horlogerie marka nie ma sensu”, tylko o oddzielenie tego, czym mikrobrandy są, od tego, czym nie aspirują być. Zgadzam się, że pojęcie „mikrobrand” bywa dziś nadużywane. Są marki, które z mikrobrandowego etapu wyrosły (Venezianico jest tu dobrym przykładem pogranicza), i takie, które nigdy mikrobrandami w ścisłym sensie nie były. Dla mnie to dowód na pozytywną ewolucję segmentu. Ale pewnie i tu jest tak, jak w np. w muzyce. Jedni uważają, że kiedy kapela undegroundowa osiąga masową popularność, to "zdradza", a inni, że poszerza "pole rażenia".
  3. Zostawmy może moją działalność i wątki personalne w ogóle w spokoju - rozumiem, że wygodnie jest przenieść dyskusję z rynku jako takiego na osobę, ale ten zabieg jest dość czytelny. Słyszałem też, że... wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Wróćmy do faktów. Wspomniałem o ewolucji rynku mikrobrandów, a Ty odpowiadasz własnymi preferencjami: „wolę, kiedy historia już jest”, „nie opieram kolekcji na mikrobrandach”. Jako wybory gustu - w porządku, ale... to nie jest o stanie rynku. Przy okazji, wspomniany RZE nie ma NH35, tylko Miyotę 9039 Premium. Venezianico od dość dawna ma na rynku własny werk in-house OISA, więc narracja o „najczęściej Soprod albo Sellita” jest nieco nieaktualna - chociaż i znacznie bardziej prestiżowe marki używają mechanizmów i jednej, i drugiej firmy. Tym niemniej, budując określoną tezę jednak warto opierać ją na sprawdzonych konkretach. I na koniec: używanie popularnych kalibrów to nie to samo, co wtórność projektowa, a brak haute horlogerie nie jest sygnaturą braku sensu istnienia marki. To chyba tyle ode mnie, bo... licho nie śpi.
  4. Z tą wtórnością mikrobrandów nie do końca się dziś zgodzę. Owszem, kiedyś było to w dużej mierze prawdą - fala marek „garage brand”, klony znanych wzorców, jeden projekt na najtańszym dostępnym mechanizmie i gotowe. Ale ten etap mamy już w dużej mierze za sobą. Jeśli mówimy o wtórności, to dziś dotyczy ona raczej marek typu San Martin i podobnych, które wprost żerują na cudzym języku formy. Natomiast spora część współczesnych mikrobrandów próbuje jednak budować własną tożsamość - czasem przez materiały, czasem przez proporcje, czasem przez bardzo konkretne założenia użytkowe albo estetyczne. To nie są już tylko „nowe Submarinery”, ale zegarki projektowane w innym punkcie odniesienia. A argument o braku historii… każda historia kiedyś się zaczynała. Rolex, Patek czy Omega też nie powstały z gotowym „dorobkiem pokoleń”, tylko go konsekwentnie budowały. Oczywiście, nie każdy mikrobrand przetrwa próbę czasu, ale to samo można było powiedzieć o setkach marek sprzed stu lat, o których dziś nikt już nie pamięta. A ile jest takich, które znikały, pojawiały się ponownie, etc.... Więc problemem nie jest samo istnienie mikrobrandów, tylko to, że łatwiej zauważyć wtórność niż cichą, uczciwą pracę nad własnym językiem. A tej drugiej jest dziś jednak znacznie więcej niż dekadę temu.
  5. No właśnie. Rok 2025 definitywnie za nami. Pora się przymierzać do tradycyjnych podsumowań. Państwo już mają swoje TOP 10 albumów 2025? U mnie mocny kandydat, z zaklepanym miejscem w TOPCE roku to na pewno to:
  6. Ale że co? Że jak? Że gdzie? Że... ZA ILE?!
  7. TAK! Słuchałem w nocy, w noc premiery!
  8. Oczywiście, że każdy decyduje za siebie. Ja np. zgadzam się, że powyżej pewnej kwoty wchodzimy już często głównie w branding, narrację i emocje, a nie w proporcjonalny wzrost jakości użytkowej. HH to inny świat i inna logika - ręczne wykończenie, czas, kunszt, materiały. Tam cena ma jakieś uzasadnienie, nawet jeśli nie dla każdego. Ale w segmencie tzw. „popularnego premium” często płaci się głównie za logo + pozycjonowanie, a nie za obiektywnie lepszy zegarek. Zresztą, nie tylko tej branży ten mechanizm przecież dotyczy. I to nie jest hejt ani demaskowanie „konsumpcjonizmu” - jak mówiliśmy, każdy wydaje swoje pieniądze jak chce. Po prostu na pewnym etapie rozsądek wygrywa z FOMO. Myślę też, że warto rozróżnić dwie rzeczy: kupowanie „coraz wyżej i coraz drożej” oraz poznawanie zegarków jako takich. To pierwsze bardzo łatwo zamienia się w swoisty "wyścig" - często bardziej mentalny niż realny. To drugie można robić zupełnie inaczej: próbując różnych stylistyk, marek i rozwiązań w bardziej przystępnych widełkach cenowych, bez presji, że każdy kolejny krok musi być droższy od poprzedniego. Paradoksalnie, właśnie w tym „środku” da się dziś znaleźć najwięcej różnorodności i realnej frajdy - bez poczucia, że płaci się głównie za pozycjonowanie. To może być ciekawsza droga niż liniowe wspinanie się po półkach cenowych - zwłaszcza, że pląsanie w wanience prawdziwego luksusu, rozumianego jako coś niedostępnego dla mas, to sport dla naprawdę nielicznych...
  9. Trzeba ponownie zbadać problem dwóch ciał i stukrotności przebicia.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.