Możesz sobie wierzyć w co chcesz. Ale wyślizgnięciu trzpienia zapobiega tarcie, które jest zapewnione odpowiednim doborem materiałów i tolerancji otworu i trzpienia - musi tam być pasowanie ciasne. I nie ma znaczenia, czy pin wchodzi na wcisk w tulejkę, która nastepnie jest umieszczona w otworze w ogniwie bransolety, czy bezpośrednio w tym otworze (oczywiście wtedy otwór w bransolecie musi być wykonany w odpowiedniej tolerancji). Jest to po prostu jedno z najpowszechniejszych połączeń stosowanych w konstrukcjach mechanicznych - połączenie wciskowe. W tym przypadku, zastosowanie tulejki jedynie zdejmuje z producenta konieczność zapewnienia odpowiedniego wykonania otworu w ogniwie, bo tulejek sobie kupi kilka wagonów od zewnętrznego dostawcy śrubek, nakrętek, takich tulejek, takich trzpieni i innych podobnych dupereli.
W skrajnym przypadku partactwa może dojść nawet do tego, że materiał tulejki będzie zapewniał mniejszy współczynnik tarcia, niż materiał bransolety i "kuloodporne" rozwiązanie będzie mniej pewne, niż owo tanie rozwiązanie z trzpieniem bez tulejki. Jest to jednak dywagacja czysto akademicka, bo gdy tam dotrą siły, mogące zluzować trzpień, czy to w tulejce, czy bezpośrednio w ogniwie, to problemem użytkownika nie będzie zgubiony trzpień i zegarek, tylko urwana i zgubiona ręka.
A to nacięcie, to nie jest kwestia imitacji, tylko między innymi ono zapewnia, że pin pozostanie na swoim miejscu. Przyjrzyj się temu "nacięciu", gdy pin jest wyjęty z bransolety i leży luźno na stole i przyjrzyj się, jak wygląda, gdy jest prawidłowo zamontowany w bransolecie.