Mam niestety tę wątpliwą przyjemność jeżdżenia A4 od Wrocławia w kierunku Katowic i granicy bardzo często (tzn dla mnie bardzo często bo kilka razy w miesiącu). Jak A4 wygląda to wszyscy którzy nią jeżdżą wiedzą, a dla tych co nie jeżdżą to krótkie wyjaśnienie, w kierunku Katowic, aż do Gliwic dwa pasy w każdym kierunku, od kilku lat poprzecinane remontami, zwężkami bo po prostu kawałkami wymieniają nawierzchnię (nie żebym miał o to pretensje, zrobić to trzeba). W kierunku granicy dwa pasy w każdym kierunku i brak pasa awaryjnego więc stałe ograniczenie do 110km/h. Jest to najbardziej zatłoczona autostrada w Polsce, a chyba druga najbardziej zatłoczona ze wszystkich dróg. Prawym pasem poruszają się głównie ciężarówki ze swoją max prędkością 90km/h z gdzieniegdzie poutykanymi osobówkami, tych co to z różnych powodów nie jadą szybciej. Ja jako, że najczęściej podróżuje z rodziną to włączam tempomat ( tak wiem, odstęp który utrzymuję jest za duży i moze mi nawet tir wjechać, ale trudno jakoś to wtedy akceptuję) ustawiony na 145km/h akurat GPS mi pokazuje, że jest to 140, więc tak sobie jadę. I teraz tak jadę sobie grzecznie i spokojnie lewym pasem jak większość innych kierowców osobówek, nagle w lusterku widzę mistrza kierownicy który znajduje się na grubość lakieru od mojego tyłu mrugając mi światłami z włączonym lewym kierunkowskazem (zakładam, że zepsuły mu się hamulce i dlatego mnie ostrzega mrugajac światłami i będzie mnie wyprzedzał pasem zieleni, bo przecież ma włączony kierunkowskaz). I co ja mam zrobić? Ostro zahamować nie mogę żeby wcisnąć się między dwa TIRy, bo wjedzie we mnie, czyli dodaje lekko gazu, bo z tyłu siedzi dwójka dzieci i obawiam się, że ten uszkodzony samochód zaraz w nas wjedzie i chce mu zjechać przy najblizszej mozliwej okazji. Ale, cóż to się dzieje? Okazuje się, że dystans między nami się nie zwiększa, myślę pewnie z góry jedziemy i hamowanie silnikiem to dla niego za mało. I co tu robić? Przede mną inny samochód, a przed nim kolejny. Czyli muszę czekać aż będzie na tyle długi odcinek żebym mógł bezpiecznie zjechać. Gdy udaje się już zjechać to widzę jak wyprzedzający mnie kierowca z wściekłym wyrazem twarzy pokazuje palcem która część jego ciała nie funkcjonuje jak należy. I widzę jak dojeżdża do kolejnego nieszczęśnika i wisi mu na zderzaku. I teraz czy to ja stwarzam zagrozenie, bo jestem zawalidrogą? Pięknie Panowie cytujecie przepisy, na pewno są też tutaj koledzy którzy jeżdżą szybko, ale bezpiecznie. Natomiast w prawdziwym życiu od przepisów ważniejszy jest zdrowy rozsądek, którego niektórym uczestnikom ruchu zdecydowanie brakuje. Opisana przeze mnie sytuacja nie jest szczególnie wyjątkowa, zdarza się dość często na wspomnianej autostradzie. Ależ się rozpisałem, teraz możecie mnie hejtować