100% zgoda.
Generalnie omijam twórców pokroju Nico Leonarda (jasne, musiałem się na niego napatoczyć w trakcie, bo to oczywiste), czy Mad Watch Collectora i im podobnych "showmanów". Dużo szumu, dużo bałaganu, czasami rzucą mięchem, no ale na wszystko jest klient, jak to mówią. Jednak nawet u nich trafiam na coś ciekawego, np. kiedy odwiedzają jakieś targi/pokazy z nowościami w branży. Choćby w tym celu zajrzę, żeby zobaczyć, co tam w świecie słychać.
Albo taki Teddy Baldassarre - kiedyś jawił mi się jako nowy, młody pasjonat. Dzisiaj wiadomo, że handlarz ze swoim sklepem, ale też podpada widowni przez współpracę z Kevinem O'Leary'm. Nie mnie oceniać, ale czas pokaże, na ile taka komitywa się opłaca. Ludzie są podzieleni; jedni widzą nową formułę w filmach (zakupy, wybieranie najlepszych zegarków itp.), a drudzy - oczywiście niezbyt czystą historię biznesmena, jaka by nie była, a co za tym idzie - rysę na reputacji Teddy'ego. Nie mój cyrk.
Nie da się jednak nie zauważyć, że ich popularność przyczyniła się do zwiększenia sprzedaży zegarków mikromarek. Wiadomo, że ludzie też kupują to, co noszą celebryci albo co "wygrywa" konkursy internetowe. W jednym z odcinków wygrała marka Trafford i nie powiem - zegarki ciekawe i stosunkowo niedrogie; też z ciekawości zajrzałem na stronę kiedyś. Nie było nic, wszystko wymiecione - "sold out" Także jakaś tam pomoc w biznesie jest. No ale to strona biznesowa.
Nie wszyscy chcą słuchać 20 minut spokojnie przedstawianej treści bez zadęcia, nadęcia i pajacowania. Jedni wolą dobry, inteligentny humor wpleciony w opowiadanie o marce/modelu zegarka. Inni wolą się rozerwać przy fajerwerkach i wygłupach z handlem w tle i napędzać autorom ruch, choćby ten internetowy.