Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1378
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Słuszna decyzja, proszę pana. Zegarek nadal świetny, a lajki oszczędzam wyłącznie z powodu tego bezzębnego awatara.
  2. Wprawdzie miałem na myśli zegarek a nie chłopczyka typu "Pan Premier w wieku szkolnym", ale bardzo doceniam że się postarałeś 😁
  3. Bardzo udany. Nie jestem ekspertem od tej marki, ale to być może najlepszy Atlantic jaki istnieje.
  4. Ta Certina to już jakiś konkret. Kojarzy mi się z Longinesami z linii Hydroconquest, więc proponuję zerknąć, może Ci się któryś spodoba https://www.longines.com/pl/watches/conquest/hydroconquest. Te zegarki występują w kilku kolorach i rozmiarach (Ø 39, 41 i 43 mm), są też wersje GMT, ceny realne oczywiście są niższe od tych na stronie producenta. Jeśli pełną satysfakcję da Ci wyłącznie Omega (co w zupełności rozumiem, każdy ma swoje preferencje), to czeka Cię trochę roboty, bo orientacyjne rozeznanie się w ofercie tej marki nie jest proste. Koledzy polecali serię Seamaster Aqua Terra, bardzo dobre zegarki i ładnie się starzeją, a ja jeszcze polecę Seamastera 300 (inaczej "Heritage 300" ale nie popularny "300 M", ludzie notorycznie to mylą, zwłaszcza że jedne i drugie Seamastery wystąpiły w filmach z Bondem). To już zupełnie inny zegarek niż ta sportowa Certina ale też zaprojektowany w dość surowym stylu, więc może warto spojrzeć. Mam na myśli coś takiego (bardzo atrakcyjna cena, sam bym kupił gdyby nie to, że mam już podobną w trochę innej wersji):
  5. Faktycznie, pasek ciasno zapięty może się jeszcze nie ułożył. Zegarek cool 👍
  6. Również luźny komentarz: trzy zegarki z pierwszego wpisu należą do (bardzo umowego) typu "sportowego" ale stylistycznie są dość odległe od siebie, co wskazuje że proces kształtowania upodobań jest w toku i może jeszcze potrwać. W takich przypadkach doradzam nie podchodzić do sprawy zadaniowo i nie zakładać, że uda Ci się dokonać wyboru przed określoną datą. Spróbuj najpierw zobaczyć na żywo i założyć na rękę każdy z tych trzech, to Cię wstępnie ukierunkuje. "Lekko używanego Rolexa OP lub Ex1" w zbliżonej cenie to ja raczej nie widzę należałoby znacznie przekroczyć budżet, a nie wiem czy warto. Z Tudorów wszyscy gonią za Black Bayami a ja uważam, że jeśli już, to Pelagos jest fajniejszy. Ale to nie jest moja ulubiona marka, wg mnie nadal ciąży na niej opinia "Rolexa dla ubogich", a romboidalna wskazówka nie każdemu się podoba. Z kolei jeśli zapytasz cordiego, to zawsze życzliwie podsunie Ci jakiegoś Szkopa, oczywiście najpiękniejszego na świecie. Co człowiek, to opinia, najlepiej cierpliwie wypracować własną.
  7. Wpis mnie zaciekawił ze względu na drobiazgowe podejście Z drugiej strony, nadmiar danych i przykładowych ofert utrudnia rzeczową odpowiedź. Gdybyś zawęził zakres rozważanych zegarków do trzech, pewnie odpowiedzi byłoby więcej. Prostej i konkretnej porady w rodzaju "bierz taki" raczej nie możesz oczekiwać, bo rzetelna ocena zegarka tylko na podstawie zdjęć i opisu jest trudna (zdjęcia bywają słabe a opisy jeszcze gorsze). Poza tym, chociaż przyłożyłeś się do opisania Twojego wymarzonego zegarka, to nikt nie zna Twoich upodobań na tyle, żeby pomóc Ci wybrać jedną z kilkunastu opcji. Uwzględniając powyższe, mam następujące uwagi: 1) Jeśli masz doświadczenie w użytkowaniu zegarków tego typu, to bardzo dobrze. Ale jeśli jeszcze nie miałeś na ręku zegarka vintage, to koniecznie najpierw spróbuj. Odwiedź kogoś, kto ma taki egzemplarz, albo wybierz się do wybranego sprzedawcy na oględziny. Samo założenie zegarka na rękę może całkowicie zmienić Twoją perspektywę. Kiedyś kupiłem Omegę Genève w rozmiarze 34 mm bo bardzo mi się podobała, ale ten zegarek jest dla mnie za mały do noszenia na co dzień, zwyczajnie musiałem się o tym przekonać w praktyce. Chyba że chciałbyś taki zegarek mieć ale niekoniecznie nosić, wtedy możesz zignorować ten punkt. 2) Przeważająca większość Omeg i Longinesów sprzed ok. 60 lat to zegarki oryginalne, bo nie ma na nie dużego zapotrzebowania i raczej trudno je sprzedać. Wyjątkiem są egzemplarze rzadkie i w stanie NOS, bardziej poszukiwane, ale i wtedy nie od razu znajdują nabywcę. W amatorskich opisach zdarza się, że ktoś przedstawia zegarek pozłacany (goldplated albo goldfilled) jako "złoty", ale dosyć łatwo to zweryfikować nawet na podstawie zdjęć. Z ewidentnym falszerstwem znaków probierczych osobiście się nie spotkałem. Pewnie się to zdarza ale rzadko, bo ryzyko prawne jest spore, a zysk z takiego przestępstwa jest jednorazowy i stosunkowo niski. Częste są natomiast odstępstwa od oryginalnego stanu fabrycznego polegające na użyciu nieoryginalnych części, zwłaszcza koronek i szkieł. Czasem jest to np. dorobiony wałek naciągu, co jest trudniejsze do wykrycia, ale nie stanowi problemu jeśli mechanizm działa poprawnie (w latach '60 - '70 na egzaminie zegarmistrzowskim w Polsce wymagano od ucznia m.in. samodzielnego wykonania wałka naciągu do wybranego zegarka, był to całkowicie normalny i zgodny ze sztuką sposób naprawy). To, że sprzedawca twierdzi, że koronka jest "oryginalna", nie znaczy że nie była wymieniana i że jest od tego modelu. Wymieniona koronka może być całkowicie OK jeżeli jest dobrze dobrana, czyli jej kształt i odcień zastosowanego złota pasują do koperty. Z tym bywa różnie, bo w zegarku z ręcznym naciągiem koronka zużywa się szybciej niż inne części, a znalezienie odpowiedniej na wymianę nie jest takie łatwe. Podobnie ze szkłami, w przypadku Omeg najwyżej cenione są egzemplarze ze szkłem (a właściwie plastikiem) sygnowanym literką omega, wszystko jedno czy szkło jest to samo od nowości czy wymienione na oryginalne. Zdarza się, że w oryginalnej kopercie znajdziemy inny mechanizm, tzn. może to być oryginalny werk Omegi ale tańszy i prostszy, wyprodukowany później, przeznaczony do innego modelu. Niezgodności w drugą stronę, czyli mechanizm wyprodukowany wcześniej niż początek produkcji danego modelu, w przypadku Omegi i Longinesa na ogół są normalne. Można długo pisać o takich niuansach, ale w zakresie cen do 7 tys. wystarczy w zasadzie sprawdzić stan i numer mechanizmu, stan koperty, tarczę, koronkę i szkło. Pytamy o historię serwisową ale i tak najczęściej jest nieznana. Najlepiej obejrzeć zegarek osobiście przez szkło powiększające. Może się zdarzyć, że sprzedawca nie będzie chciał albo umiał otworzyć dekla, a my również nie będziemy chcieli ryzykować samodzielnego otwierania, bo dekiel ze złota łatwo uszkodzić (zresztą ze stali również). W takiej sytuacji niekoniecznie polecam wizytę u nieznanego zegarmistrza, która również może się źle skończyć dla zegarka. Lepiej już zawrzeć ze sprzedawcą umowę, że przyjmie zwrot w ciągu dwóch tygodni gdyby coś było nie tak, i samemu zweryfikować zegarek u renomowanego i znanego fachowca.
  8. To nie wystarczy. Musisz jeszcze pokazać omega-3 hydroksykwasy w kapsułkach i płytę winylową z utworem "Gyöngyhajú lány".
  9. Jedno drugiego nie wyklucza. Pojęcia nudy wprawdzie nie znam, nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek w życiu się nudził, ale kiedy po raz trzeci w ciągu miesiąca widzę ten sam zegarek na zdjęciach różniących się tylko wzorem sweterka i kostki brukowej w tle, to jednak zaczynam w tym dostrzegać pewną monotonię. Tak, wątek jest fajny, łatwy w użytkowaniu i dobrze że jest, inaczej nie byłoby się z kim podzielić pozytywnymi emocjami wywołanymi przez zegarki, które poza nami nikogo nie obchodzą. Ale jeśli już chcecie o tym rozmawiać w tak bezproblemowym wątku, to wolałbym trochę więcej "wkładu własnego", np. parę słów opisu albo moment refleksji czy to naprawdę wniesie coś nowego, jeżeli tydzień temu pokazałem tu podobne zdjęcie tego samego zegarka, tylko poprzednio z koszulą w misie a tym razem w świnki.
  10. Zanurkowałem w internecie i wyszło mi że jednak tak. Nie tylko wskazówka ale cała subtarcza rezerwy wykonuje obrót. Skądś musiała się wziąć zwyczajowa nazwa tego modelu ("Comet"). Wersja 3710/1A podobno występuje rzadko, nic dziwnego że nigdy jej nie widziałem. Na tym zdjęciu może nie wygląda aż tak koszmarnie, ale te rozsypane byle jak rzymskie indeksy i jeszcze okienko daty, jakieś takie ni w pięć ni w dziewięć... No, naprawdę.
  11. Ale po co pokazywać stale ten sam zegarek? Chyba że z jakimś ciekawym komentarzem, bo np. wrócił z serwisu gdzie naprawiono jedno a zepsuto drugie, albo przynajmniej z nowym paskiem. Lubię to miejsce na forum ze względu na możliwość poznania różnych zegarków, o których nie wiedziałem że istnieją, ale gdybym codziennie widział tu tego samego Rolexa albo to samo Seiko na tej samej ręce, to raczej przestałbym obserwować wątek.
  12. Był już raz (staram się nie powtarzać zegarków w tym wątku), ale tym razem na fabrycznej bransolecie. Wyblakły, seledynowy kolorek odpowiada mi bardziej niż w pierwowzorze, czyli w Roleksie OP o podobnym odcieniu. Trudno porównywać oryginał z projektem otwarcie go naśladującym, ale kiedyś miałem chęć kupić sobie OP tylko myślałem, że gdyby trochę rozjaśnili kolor i wyróżnili indeks na 12 zamiast tych podwójnych batoników na 3, 6 i 9, to wszystko by było OK. Ale że Rolex koniecznie musi mieć na dwunastce żabią łapkę, która w przypadku OP trochę ginie w tle, to jakoś nigdy się na OP nie zdecydowałem. Dziwnymi drogami chadza moje zegarkowe hobby, bo raczej mi się nie zdarza stawiać kopii przed oryginałem, ale w tym przypadku projekt Traski miał akurat te cechy, których brakowało mi w OP.
  13. Skadrowałbym inaczej, ale ogólnie fajne zdjęcie pod względem koloru i faktury. Doceniam, bo nie jest to zegarek łatwy do sfotografowania. Jasne światło wydobyło blask tytanu na tle zgaszonego beżu i brązu. Bardzo przyjemnie to wygląda. Domyślam się, że zegarek otrzymał od Partii zadanie udawania Nomosa, ale wyszedł nawet trochę ładniejszy. Pasek mocno dziwny w tym zestawie, wydaje mi się że np. biała guma wyglądałaby lepiej.
  14. Dziękuję, widzę że muszę jeszcze poćwiczyć. Może to zegarek dla kogoś, kto intensywnie żyje od VII do IX, a w pozostalych godzinach czas mu się raczej dłuży. Zastanawiałem się chwilę czy to możliwe,(!) że ten projekt wygląda tak okropnie tylko na zdjęciach a na żywo jest całkiem znośny, ale chyba nie. Jedna rzecz mnie w nim intryguje, mianowicie czy ten rogalik od rezerwy chodu zmienia pozycję. Wskazóweczka najwyraźniej działa normalnie czyli pokazuje rezerwę chodu, ale czyżby oprócz tego cała tarczka wykonywała obrót?
  15. To prawda, i to mnie niebezpiecznie zbliża do najbardziej szkodliwych ludzi naszych czasów. Czy to znaczy, że powinienem kandydować w jakichś wyborach? Już tak dawno był ten wywiad u Kammela i link na Forum, że nie wpadłem na to, że ktoś go może jeszcze szukać. Coż, skleroza i zawężone myślenie (kolejne nieodzowne cechy polityka, coraz bardziej jestem sobą przerażony).
  16. Powinni do tego Nautilusa dodawać specjalne akcesorium. Niedawno w wątku PP wyżywałem się na Cubitusie, ale gdyby tak fani Cubitusa zobaczyli ten "Jumbo Comet", czy jak on się tam nazywa, na pewno puściłyby im zwieracze z zachwytu. Nie sposób zaprzeczyć, że przyciąga uwagę Gdyby nie @beniowski, nie wiedziałbym nawet, że istnieje takie arcydzieło (nie mam pewności co do pierwszego przecinka).
  17. Kurde, ta dzisiejsza młodzież... Przecież był ledwo na poprzedniej stronie. https://youtu.be/eUBJXrlebas?si=vc8ebebnNPs1SmND
  18. Parmigiani chyba zapatrzył się w Globemastera. Efekt jest całkiem fajny.
  19. Póki temat gorący - w książce bardzo podoba mi się obecność nieoczywistych wątków i mnóstwa informacji niszowych, zgromadzonych w jednym miejscu niejako przy okazji. Takie podejście mile mnie zaskoczyło, bo spodziewałem się bardziej typowego zbioru historii firm zegarmistrzowskich i ich osiągnięć, o których czytałem już sto razy w innych źródłach i językach, ale "nic to" - myślałem - "najwyżej przeczytam to sobie po raz sto pierwszy, w trochę innym ujęciu i z innymi obrazkami". Okazało się, że wcale nie; książka jest usiana ciekawostkami, które okazały się dla mnie nowe, np. obecność linii paryskich nie tylko w zegarmistrzowstwie lecz również w krawiectwie, w takim samym zastosowaniu czyli na oznaczenie rozmiaru niewielkich przedmiotów. Albo krótka historia tzw. skóry rosyjskiej, której nie spodziewałem sią znaleźć w książce o tematyce zegarkowej. Od tekstu, który czytam, oczekuję żeby nie wyglądał jak praca gimnazjalisty, który pogryzł trzy długopisy zanim dobrnął do połowy strony, ani jak produkt tzw. sztucznej inteligencji. Niestety obydwa te "style" pisania występują dość często w recenzjach zegarkowych (również tych na YT; w tym miejscu celowo pominę pewien przykład, znany przeważającej większości), co potwierdza, że jest to hobby niezwykle demokratyczne, uprawiane zarówno przez umiejących pisać i mówić, jak i przez pozostałych. Produkty AI to osobna kategoria, dla mnie bardziej denerwująca niż treści tworzone przez kompletnych matołów, bo ludzkie ułomności traktuję wyrozumiale ale "szczytowe dzieło technologii", które okazuje się bublem, już nie. Skoro wspomniałem o tych rosyjskich skórach z książki "Zegarki Mechaniczne", to pokażę dla przykładu jak wygląda informacja na ten sam temat, serwowana przez AI: "Skóra rosyjska, zwana także cielęciną rosyjską lub cuir de Russie, to specjalny rodzaj skóry, która charakteryzuje się procesem garbowania roślinnego i dodatkowym etapem, w którym tylną powierzchnię skóry naciera się olejem brzozowym". "Cielęcina rosyjska", po prostu mistrzostwo świata. "Cuir de Russie" to z kolei pojęcie stosowane w przemyśle perfumeryjnym, typ zapachu, który AI bezmyślnie wrzuca do jednego worka z gatunkami skór. To była dygresja, wracam do książki. Otóż książka - a przynajmniej wybrane fragmenty, które zdążyłem przeczytać - nie wykazuje śladu wymienionych wad. Nie zdziwiłbym się, gdyby autorzy korzystali z pomocy AI ze względu na ilość informacji, które zamieścili, ale nawet jeśli używali tego rodzaju narzędzi, to nie widać tego w tekście. Język książki jest daleki zarówno od nieporadności, jak od branżowego żargonu, a momentami nawet piękny. Przykład: "Kiedy sprężyna płaska zapewniła już przenośne źródło energii dla mechanizmu zegarkowego, a bęben wyrównawczy dał mu równy moment napędowy, na drodze do dalszego rozwoju zegarków stanęło kolejne wyzwanie technologiczne". Kto to napisał? Nie dość, że to ładnie sformułowane po polsku zdanie, to jeszcze z mało ciekawych technicznych pojęć buduje w wyobraźni historię, którą nieomal można przeczytać dziecku zamiast bajki na dobranoc. Jeśli to dziecko pasjonata zegarków, to jest szansa, że będzie zadowolone. Ja jestem.
  20. 👌Już widzę ten pasek, "Tomasz Miler de Philippe Chimagnac edition" (albo odwrotnie).
  21. Zgadzam się. BigEye jest świetny, ale trudno mu zrobić dobre zdjęcie. SPS dobrał też fajny pasek (struś?). Oryginalny pasek od Longinesa ma niezły kolor ale jest jakiś taki sflaczały.
  22. To prawda i spodziewałbym się, że tak pozostanie. Taki jest styl bycia obydwu panów i jednocześnie formuła filmików, że ekspasywny Miler "jest wszędzie", a introwertyczny Filip pomaga kiedy mu się uda, czyli sporadycznie. Na ogół czekam na wypowiedzi Filipa, który ma lepszą polszczyznę i więcej do powiedzenia o zegarkach, ale doceniam również, że Tomasz Miler "ciągnie" rozmowę i dba o jej tempo. Dzięki temu filmik ma odpowiednią dynamikę. Efekt uboczny jest niestety taki, że Tomasz nieustannie przerywa Filipowi, co przeszkadza w odbiorze treści. Np. w 20. minucie Filip zaczyna zdanie "To w ogóle jest bardzo ciekawa część..." i nie jest w stanie go dokończyć, bo Miler znów wchodzi w słowo ignorując sygnał, że Filip właśnie zamierzał zrobić jakieś ciekawe uzupełnienie. Takich momentów jest w tej rozmowie wiele, więc adresatem tej recezji jest raczej Tomasz Miler, który zwyczajnie mógłby sobie robić przerwy na oddech w chwilach, kiedy Filip usiłuje zabrać głos. Równowagi w tym mało, ale widocznie obydwaj autorzy jakoś się w tej formule odnajdują. Dla lepszego odbioru całej rozmowy chętnie widziałbym więcej takich zwrotów akcji, jak wejście Filipa w 15. minucie ze słowami "czyli to było takie przydługie wprowadzenie?". Bardzo fajny moment, w którym zaskoczony Miler zamilkł na sekundę, zanim ponownie wypłynął na powierzchnię. Mogło to być świetne "przełamanie serwisowe", ale Filip zaraz wycofał się ponownie do defensywy i w tej pozycji pozostał aż do wyraźnej zachęty "Filip, no to opowiedz, jak ją napisałeś to opowiedz". Wtedy MIler, zdeterminowany w postanowieniu "zrobienia miejsca" Filipowi, miał swój moment chwały i wytrzymał całe osiem sekund. Wyobrażacie sobie czym dla tego człowieka musiało być tych osiem niesamowicie dłużących się sekund, podczas których wytrwale cierpiał, patrząc w sufit (zamiast na rozmówcę) i starając się nie odzywać? Żarty żartami, ale obydwaj Koledzy wykonali i cały czas wykonują świetną robotę, którą bardzo doceniam. Na recenzję książki jeszcze nie czas, bo dopiero zacząłem czytać, ale sfilmowaną rozmowę obejrzałem z przyjemnością i zainteresowaniem. Ustalony wcześniej scenariusz nie jest potrzebny. Proponowałbym tylko, żeby Filip i Tomasz usiedli zwróceni nieco bardziej do siebie niż do kamery, żeby mogli widzieć swoje twarze podczas rozmowy. Byłoby im wtedy łatwiej zachować naturalność, a rozmowa nabrałaby bardziej dialogowego charakteru.
  23. Może właśnie dlatego. Za kulturalnie było.
  24. Nie słyszałem o takiej historii z AP, ale że niniejszy temat dotyczy Patka, to mogę przypomnieć dosyć znaną sprawę sprzed dwóch lat, kiedy niejaki Ali Rezaei pozwał Shreve & Co., autoryzowanego przedstawiciela PP, do sądu w San Francisco. W ciągu kolejnych zakupów, dokonywanych przez pana Alego, firma Shreve & Co. utraciła przedstawicielstwo Patka. Od tej chwili butik nie miał już żadnej możliwości sprzedania klientowi upragnionego Nautilusa 5980/1R-001 ale podobno zataili to przed klientem, który kupował dalej w nadziei, że w końcu mu tego Nautilusa sprzedadzą. Do zjawiska „historii zakupowych”, „profili klienta”, zapisywania się i czekania latami na zakup jakiejś rzeczy tylko dlatego, że ta rzecz jest droga i niedostępna, podchodzę w taki sam sposób jak do kolejek i „list kolejkowych” z czasów PRL. Jeśli naprawdę nie muszę, to ani mi w głowie zapisywać się na jakieś listy, pielgrzymować do sprzedawców i przekonywać ich, żeby zgodzili się łaskawie przyjąć moje pieniądze i coś mi sprzedać. W imię zasad.
  25. Najelegantsi magazynierzy. To by dobrze brzmiało po francusku, np. "Les préparateurs de commandes plus élégantes". Janie, o tym samym pomyślałem. W ogóle nie dopuszczam innej możliwości niż taka złota tablica na ścianie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.