-
Liczba zawartości
1506 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Bardzo efektowne znalezisko, fajnie że się cordi7 podzielił, tylko że to duże jest. Waży z 8 kilo, a razem ze specjalnym własnym "akwarium" jeszcze więcej. -
To już znacznie łatwiejsze, katedra w Mediolanie. Dobrej dalszej podróży!
-
Jaką znowu wycieczkę? I skąd tym razem wniosek, że nie wiem co napisałem? „Wydzwięk” to już Twój własny produkt. Oddychaj.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Świetna kolekcja. Powiedziałbym, że mocno sprofilowana 😀 Moglbyś trochę opowiedzieć jak powstawała? Jeden Moonwatch chyba ma brązową tarczę, następny to „57”, ale nie za bardzo widzę na tym zdjęciu czym się od siebie różnią pozostałe trzy. -
To też ideologia, ładnie przedstawiona w wielu popularnych utworach, np. w tekście do „Międzynarodówki” albo „Imagine” J. Lennona (czyli rzeczywiście „marzenie”). To, że pogląd „dobrze jest się różnić” nazwałem ideologią wcale nie znaczy, że pozostaje tylko teza „dobrze jeśli będziemy tacy sami” albo że miałbym być jej zwolennikiem. Wyciąganie takiego wniosku to skutek braku nauczania logiki w szkołach. Różnice są niewielkie, ale dla mnie to jednak są dwa różne zegarki. Wydaje mi się, że najbardziej decydują o tym wskazówki.
-
Nie jestem pewien. W samym tylko „różnieniu się” trudno doszukać się jakiegoś dobra. W mediach jest sporo takiego przekazu, jakoby różnice między ludźmi były dobre same w sobie, ale to raczej z góry przyjęta ideologia a nie teza, którą dałoby się udowodnić. Porównywanie Rangera z Explorerem ustawia znacznie tańszego Tudora na przegranej pozycji, ale jeśli się pamięta, że takie właśnie jest wzajemne pozycjonowanie obydwu marek, to już niekoniecznie. Tudor zapracował na wizerunek „Rolexa dla ubogich” i nie jest łatwo to odkręcić, bo cały czas rolą Tudora pozostaje testowanie różnych pomysłów Rolexa, których Rolex z różnych powodów nie chce wprowadzać od razu pod własną marką, oraz kontrola nad tańszym segmentem rynku czyli walka z konkurencją spod znaku Swatch Group na ich własnym terenie. Wracając do kwestii „Ex. vs. Ranger”, to nie są zegarki aż tak blisko spokrewnione jak mogłoby się wydawać. Explorer jest zegarkiem sportowym i dziwi mnie, że wielu dopatruje się w nim cech „biżuteryjnych”. Trudno je znaleźć, chyba że chodzi o cenę (którą nabywcy płacą „bo to Rolex” i w zasadzie nie ma innego uzasadnienia) albo o odrobinę białego złota, użytą tylko po to, żeby indeksy i wskazówki zabezpieczyć przed oksydacją. Cała reszta to dość surowy projekt stalowego zegarka sportowego, który dobrze się nosi i dzięki konsekwentnej strategii marketingowej trwale skojarzył się z takim właśnie zegarkiem. Konsekwencja w Explorerze przejawia się również tym, że ten zegarek nie występuje z bardziej ozdobną bransoletą typu Jubilee tylko zawsze Oyster, co ma podkreślać sportowo-użytkowy charakter i oddalać „biżuteryjne” skojarzenia (pomijając fakt, że niektórzy generalnie uważają Rolexa za markę bardziej biżuteryjną niż zegarmistrzowską, ale to szerszy temat na osobną rozmowę). Tudor Ranger to raczej field watch, o czym świadczy nie tylko nazwa ale przede wszystkim wygląd tego zegarka, który dobrze wypada w zestawieniach z różnymi paskami i w „polowych” stylizacjach. Teoretycznie można założyć pasek do Explorera i jakoś tam to będzie wyglądać, ale powiedzmy sobie szczerze, zdjęcie bransolety Oyster z Explorera coś temu zegarkowi odbiera i po prostu estetycznie nie ma sensu.
-
Wprawdzie to nie Grand tylko King Seiko, ale też świetny zegarek. Mam reedycję czyli SJE083, wciąż mi się podoba.
-
Nie we Włoszech, ale mieszkałem w Szwajcarii, więc do Lombardii miałem niedaleko. Mój autorski temat „Ewolucja” miał zawierać parę wspomnień z tamtego okresu, ale nie wiem czy znajdę na to czas. Przy okazji podróży na południe można się było przejechać „trasą Jamesa Bonda” przez Alpy. Przy okazji zapamiętało mi się kilka widoków włoskich miast. Zegarkowe hobby rozwija zdolność koncentracji na szczególe (jeśli chodzi o Włochy, to również czytanie Zbigniewa Herberta i Bożeny Fabiani). Na zdjęciu Daniela była fasada Santuario Beata Vergine Addolorata czyli kościoła Matki Bożej Bolesnej w Bergamo, może nie najbardziej znanego w tym mieście ale charakterystycznego.
-
Hm, może zgadnę... Bergamo?
-
-
Faktycznie, nie bardzo im się udało. Przypomniałem sobie w międzyczasie, że nie tylko budowa ręki ale również typ fizyczny "modela" wpływa na estetyczny wyraz zegarka i paska. Twoja sylwetka zalicza się chyba do tych większych, więc może całość z tym wyrazistym paskiem jakoś się broni. Podobno najgorsze są nieproszone rady, ale skoro temat dobrnął aż tutaj, to moje domyślne wybory paska byłyby następujące: 1) czarny lakierowany, bez przeszyć; 2) ciemnoszary zamsz albo nubuk, byle nie za jasny; 3) jeśli kolor, to przygaszony, np. cartierowska czerwień, zgniła zieleń, faktura skóry jednorodna matowa albo drobnoziarnista.
-
Fajny pasek ale - sorry, guys - nie do tego zegarka. Zegarek też fajny, właściwie legendarny, ale nie z tym paskiem. Nie żebym był zwolennikiem konwencji "eleganckiego retro", wręcz przeciwnie, ale wg mnie to konkretne zestawienie nie działa. Wyrazista struktura skóry totalnie zdominowała subtelne detale tarczy, i jeszcze ten kolor... Wygląda to jak próba usportowienia Bregueta na siłę. Upór może być cechą pożądaną, ale tylko w sprawie, która jest tego warta
-
Chyba się zmęczył i wyjechał odpocząć, więc masz duże szanse na żółtą koszulkę lidera. Zegarek niby często pokazywany, a dopiero teraz zauważyłem fazowane i polerowane krawędzie wewnętrzne na połączeniu z bransoletą. Fajnie to jest zrobione. Łeee, tylko jedno... Owszem, znakomity zegarek, ale z tym "biciem na głowę" to nie jest takie oczywiste. Co kto lubi.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dobre, cinematic. Chętnie widziałbym więcej takich zdjęć zamiast ciągle "ręka-zegarek-kostka brukowa-buty-zegarek-samochód-ręka-zegarek..." -
Klub Miłośników Zegarków CARTIER
ireo odpowiedział eye_lip → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Bardzo ładny Galbée. 29 mm? Cintrée jest piękny ale gdyby mi się kiedyś trafił, to pewnie bałbym się go nakręcać. Chyba żeby, jak Andy Warhol, nosić nie nakręcony. Długo pozostawałem obojętny na Cartiery ale w pewnym momencie połknąłem haczyk, może wskutek nasycenia się bardziej konwencjonalnymi zegarkami. Ostatnio zacząłem nawet spoglądać z zainteresowaniem na dziwne wersje kwarcowe (przykład podałem niedawno), ale najbardziej przemawiał do mnie Américaine. Poszukiwania zawęziłem do tej jednej linii modelowej ale i tak mnóstwo czasu zajęło mi wybranie odpowiadającego mi wariantu. Najwięcej wahań dotyczyło rozmiaru. Ciekawe czy za kilka lat nadal będę uważał obecną wielkość koperty za optymalną, obecnie noszę i się cieszę. -
Proponowałbym dokupić coś włoskiego. Wtedy miałbyś kompletny zestaw państw Osi (teoretycznie należały do nich również Węgry i Rumunia ale cóż, nie za bardzo się liczą, ani militarnie ani horologicznie).
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
wielka szkoda. ale za to Moonwatch świetny -
Klub Miłośników Zegarków CARTIER
ireo odpowiedział eye_lip → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A czy ktoś jeszcze nosi Américaine? -
Wręcz przeciwnie, bardzo łatwo przewidzieć co teraz nastąpi. Seria 30+ zdjęć Explorera z każdej możliwej strony. Idę po popcorn. Daniel, fajny zegarek i dobrze leży, wielkie gratulacje.
-
Wspaniała ta Omega.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Muszę przyznać, że wygląda ten zestaw. -
Nosisz zegarek z limitowanej lub specjalnej edycji, albo unikalną sztukę? Pokaż go w tym wątku.
ireo odpowiedział AK&AK → na temat → FORUM GŁÓWNE
Wszystko super, dekielek miedziowany żeby nie brudził, itd. Tylko ten ichtiozaur jakby trochę za tłusty. -
Jeśli coś jest napisane bez emotikonów, to nie znaczy że to na poważnie.
-
II Film Kieślowskiego „Biały” z cyklu „Trzy kolory” ukazał się w połowie lat ’90. Wkrótce kupię sobie Tissota PR 50 w pozłacanej kopercie, dla mnie wówczas szczyt luksusu. Zegarek kupiłem w sklepie „Jubiler”, bo wtedy wszystko kupowało się w sklepach stacjonarnych i osobiście, wyjątkowo metodą wysyłkową. Nie przez internet, bo go jeszcze nie było. Tzn. powstawał w międzyczasie gdzieś na drugim końcu świata, w Kalifornii albo na amerykańskich uniwersytetach, ale nie w Polsce. Nie było też telefonów komórkowych. Pierwsze, które się pojawiły, nie obsługiwały internetu tylko zwykłe połączenia głosowe, później również wiadomości SMS. Za pomocą takiego telefonu nic nie dało się kupić, chyba że dzwoniąc pod numer podany w ogłoszeniu w gazecie. Nieliczni posiadacze komputerów korzystali z nich w warunkach niemal zupełnego odcięcia od świata zewnętrznego ponieważ, jak wspomniałem, nie było internetu. Serio. Programy komputerowe, np. jakieś proste gry, nagrywało się na kasety magnetofonowe od kolegów albo z radia, które czasem nadawało je w „audycjach dla młodzieży” w formie dźwiękowej, jako ciąg pisków i skrzeków. Nie jestem pewien czy ten opis coś da, bo młodsi czytelnicy raczej nie zdołają sobie tego wyobrazić. Wkrótce zgubię mojego Tissota na lotnisku w Wiedniu podczas jednej z moich pierwszych podróży na Zachód, ale jeszcze o tym nie wiem i zachwycam się nową technologią PVD, która umożliwia pokrycie stali warstewką złota w taki sposób, że złoto nie wyciera się pod wpływem normalnego użytkowania. Miałem też kwarcowego Timexa z wyświetlaczem na ciekłych kryształach czyli LCD. Na taki zegarek mówiło się „elektroniczny”. Wyrażenie „zegarek kwarcowy” również było znane i używane, początkowo jako synonim zegarka z wyświetlaczem. Kwarcowe zegarki z konwencjonalnymi wskazówkami należały wtedy do rzadkości. Były też próby symulowania wyglądu i ruchu wskazówek na ekraniku wyświetlacza. Pomysł niespecjalnie się przyjął, wyglądało to średnio. Ale nawet jeśli „kwarc” miał prawdziwe wskazówki, to czasem towarzyszyło im dodatkowe okienko z małym wyświetlaczem LCD żeby pokazać, że zegarek nie jest jakimś tam przestarzałym mechanizmem napędzanym sprężyną, tylko szczytem współczesnej techniki zasilanym bateryjką. Nazywało się to "analog-digital” albo „dual display”. Takie zegarki z lat ’70-’90 raczej nie cieszą się uznaniem kolekcjonerów ale bynajmniej nie umarły, bo przecież na tej właśnie zasadzie wciąż opiera się wiele G-Shocków i innych zegarków znacznie droższych marek, np. Breitlingi serii Professional. Do G-Shocków jeszcze dojdziemy, tymczasem urońmy łzę nad losem Timexa, który zakończył swój zegarkowy żywot wskutek jednej podróży. Na początku lat ’90 zabrałem ten zegarek na pokład samolotu linii British Airways i po raz pierwszy w życiu poleciałem do Londynu. W tym celu musiałem najpierw wystąpić o wizę i odstać wiele godzin w kolejce do ambasady brytyjskiej przy ul. Wawelskiej w Warszawie. Wcześnie rano ustawiłem się w tłumie oczekujących i udało mi się dostać do wnętrza ambasady jeszcze tego samego dnia przed zamknięciem okienek, więc poczułem się prawdziwym szczęściarzem. W Londynie usiłowałem związać koniec z końcem podejmując zajęcie ulicznego sprzedawcy, ale większość zarobionych pieniędzy wydawałem na komunikację i koncerty. Jeśli spotykałem ludzi noszących dobre zegarki, skupiałem się raczej na treści rozmowy i radzeniu sobie z angielskim. W ówczesnej Polsce kontakt z cudzoziemcem był rzadkością, dopiero za granicą można było sprawdzić praktyczną znajomość języka „w warunkach bojowych”. Na początku byłem zdziwiony, bo wprawdzie wszyscy doskonale mnie rozumieli ale w drugą stronę już nie za bardzo to działało. Musiałem się naprawdę spinać, żeby rozumieć ludzi mówiących z różnorodnymi akcentami. W klubie jazzowym Ronniego Scotta w Soho okazało się, że właściciel właśnie ma urodziny i stawia szampana wszystkim obecnym gościom. Pomyślałem, że nie byłoby elegancko nie złożyć życzeń gospodarzowi, więc przeciskałem się przez tłum aż udało mi się dotrzeć do Ronniego Scotta. „A, z Polski jesteś?” – zapytał – „pozdrów ode mnie Zbigniewa Namysłowskiego”. Obiecałem wtedy, że przekażę te pozdrowienia ale nie zdążyłem. 30 lat później byłem blisko, wybierałem się na koncert z postanowieniem wejścia za kulisy i odszukania najsławniejszego polskiego saksofonisty. Okazało się, że nie zagra, odwołał swój udział. Zmarł w lutym 2022 r. Powinienem wcześniej zabrać się za pozdrowienia z Londynu ale myślałem, że będzie żył wiecznie. Każdy tak myślał. A w Timexie, kiedyś wzbudzającym podziw moich kolegów z liceum, wyświetlacz rozlał się w czarne plamy jeszcze przed lądowaniem na Heathrow.
