Dziękuję, bo pisałem bez specjalnych nadziei, że ktoś to zechce przeczytać i rozwinąć. Porównanie do gorączki tulipanowej nader trafne, z tym że zegarkomania trwa już drugie stulecie. A jeszcze na początku XX wieku poważni dżentelmeni zarzekali się, że „prędzej kieckę nosić będą niźli zegarek naręczny”. Początkowo lekceważony "wristlet", czyli zegarek na rękę, mógł być łatwiej dostępny i stale widoczny, nie tylko dla właściciela lecz również dla publiczności. Ludzie robią wiele dziwnych rzeczy dla wywołania wrażenia, np. kupują kabriolet, auto mniej praktyczne i droższe od zwykłego, w polskich warunkach używalne przez najwyżej dwa miesiące w roku, żeby było widać kto nim jedzie. Ja to rozumiem, sam lubię kabriolety, ale kiedy przychodzi do kupna samochodu to jednak wybieram zwykły ze stałym dachem, bo szkoda by mi było utraconego miejsca w bagażniku i w garażu. Byłoby mi jednak szkoda jeszcze bardziej, gdyby kabriolety na dobre zniknęły z rynku pod naporem różnych SUV-ów, minivanów i absurdalnych "regulacji UE". Podobnie mam nadzieję, że zegarki przetrwają, mimo rozwoju "smartłoczy", indywidualnych GPS-ów i elektronicznych wszczepów do mózgu. Jeśli nie, to trudno, pewnych rzeczy nie sposób powstrzymać, bo swego czasu moda na zegarki ręczne dobiła kamizelki jako część codziennego ubioru. Skoro wydobywanie zegarka z kieszeni kamizelki stało się zbędne, to w dużej mierze przestała być potrzebna sama kamizelka.
Co co Krayona, myślę że nie jest to najlepszy "symbol statusu", bo po prostu mało kto wie co to za zegarek i ile mniej więcej kosztuje. To raczej coś w rodzaju "if you know, you know". Do pokazania "how rich you are" służą raczej marki znane z tego, że są drogie, przede wszystkim Rolex. Zauważcie, że nawet nabywca nowego Cubitusa zamieścił niedawno na Forum zdjęcie swojego zegarka z odpowiednim podpisem, bo chociaż kupuje się taką rzecz głównie dla własnej satysfakcji, to jednak miło się z kimś podzielić swoimi emocjami. A z kim tu się dzielić, kiedy większość populacji nie odróżnia najnowszego modelu Patka za straszną kasę od zegarka za 500 zł? Właścicieli zegarków Patek Philippe nie ma wielu, ale jest odpowiedni wątek na Forum i dzięki temu można (z pewnym trudem) znaleźć kogoś, kto zrozumie zachwyt szczęśliwego nabywcy, który inaczej zostałby ze swoim Cubitusem sam jak Tom Hanks z piłką marki Wilson na bezludnej wyspie.
Wnioski: 1) zegarki żyją, 2) jesteśmy tu potrzebni.