Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2618
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Ech, jaka szkoda, że w tym przypadku życie to nie był film Quentina.
  2. Nowa bateria, serwis, test wodoszczelności i gotowy na kolejne lata.
  3. Scena śmierci jego bohatera w "Człowieku z blizną" to jedna z najlepszych i najfajniejszych scen filmu. Najlepszych - bo to jedno z wielu udanych bezpośrednich nawiązań De Palmy do Hitchcocka, a najfajniejszych, bo Tony okazuje się być po prostu fajnym gościem
  4. Ja przed chwilą wróciłem z seansu. Poniżej trochę odniosę się do fabuły, więc jak ktoś nie chce, to niech nie czyta. Trudno "Oppenheimerowi" coś konkretnego zarzucić: pierwsze 30 minut rozrysowuje główne wątki, ale soczysty film właściwie zaczyna się wraz z pierwszą sceną z udziałem Damona, który jest naprawdę znakomity. Wątek Projektu świetnie ukazany (swoją drogą - widział ktoś zapomniany film Rolanda Joffe'ego z Paulem Newmanem?). Komisje właściwie też, choć chyba nie tego oczekuje masowy widz. Ameryka jednak wciąż przepracowuje polowanie na czarownice, były o tym różne lepsze i gorsze filmy - tu ukazano te przesłuchania z nieoglądaną wcześniej dynamiką, ale to jednak spora część czasu trwania filmu. Przez to nastrój całości skojarzył mi się trochę z taką hybrydą "Pięknego umysłu" i "Aviatora" (oba bardzo lubię). I tak w sumie - gdzieś chyba w ludziach tkwi perwersyjne pragnienie, by filmową wersję 6 sierpnia 1945 zobaczyć z perspektyw Paula Tibbetsa i Tsutomu Yamaguchiego. Wciąż jest uzasadniony lęk przed najbardziej realną apokalipsą (ostatnio niestety nawet nasilony), a jej filmowe unaocznienie w kinie głównego nurtu pozostaje pewnym tabu. Może to dobrze, ale zapowiedzi "Oppenheimera" zdawały się grać na tym paradoksie. Dobre jest zniuansowanie politycznych racji. No, może tylko kilka razy bohaterowie na pewno zamiast "nazis" mówiliby "Germans"... Z wielką przyjemnością co kilka scen "spotykałem" kogoś fajnego na ekranie. Nawet Rami Malek nie był irytujący Fajne epizody mają np. Casey Affleck i Tom Conti, a Oldmana znowu trudno rozpoznać No i James Woods wśród producentów wykonawczych - niespodzianka. Hamiltony natomiast trudne do wychwycenia - aż się prosiło, by w co najmniej jednej scenie dać close-up na tarczę zegarka, a tu nic.
  5. Edmund Exley

    LEGO

    A ja do zabawy z chłopakami zbudowałem sobie zestaw Lamborghini Traktor łączy inspiracje kilkoma modelami, ale przyznam, że tak zadowolony z jakiegokolwiek traktora Lego nigdy nie byłem. LM002 jeszcze pewnie będzie w weekend dopracowywany
  6. Edmund Exley

    Ulubione sceny filmowe

    Jak pisałem w innym temacie - kilka dni temu obejrzałem nareszcie "Tylko aniołowie mają skrzydła" i bardzo mi się podobało. Wśród co najmniej kilku świetnych scen szczególnie doceniłem tę, w której pilot Bat MacPherson (w tej roli znakomity Richard Barthelmess) leci do trudno dostępnej kopalni po rannego pracownika. Emocje powoduje tu sama dramaturgia sceny, ale też kontekst postaci pilota (nie chcę za dużo zdradzać tym, którzy nie widzieli). Kilka kadrów:
  7. Edmund Exley

    LEGO

    Ja mam w domu 9-letniego fana Ursusa C-330: Mają zdejmowane kabiny i wiele przydatnych funkcji. Jest też klimatyczna budowla (i zbożowe pola w tle ). Ja też coś zbudowałem, ale wrzucę później.
  8. Ładne zdjęcia pojawiły się na Hodinkee: Całość: https://www.hodinkee.com/articles/the-longines-flagship-heritage-now-with-a-moonphase Tak na marginesie - chyba nareszcie dobrze dopasowana jest szerokość paska?
  9. Jedyne, z czym się zgadzam, to to, że 40mm jest za duży dla tego wzoru. Natomiast data na 12 to funkcjonalne i estetyczne nawiązanie do rozwiązania często stosowanego przez Longinesa właśnie w epoce pierwowzoru. A rozmiar 35mm dla niektórych jest w sam raz.
  10. Chętnie wysłucham. W sobotę jechałem sobie z rodzinką na plażę i akurat w Trójce włączyli ten utwór. Świetnie się słuchało Po jego zakończeniu zrobiłem mały wykład o Deep Purple i o tym, jak tata w dzieciństwie włączał mi radziecki winyl "Melodii", ale jednak nikt specjalnie mnie nie słuchał
  11. Wodoszczelność podwyższona do 50M. To zdecydowanie dobry krok.
  12. Skoro obejrzałem "Skrzydła", to nadszedł wreszcie czas na inny film z tym słowem w tytule - ten, który od dawna był na czołowym miejscu listy filmów do obejrzenia: Czy jest tak dobry, jak o nim mówią? Tak. Powody: - dużo dialogów, ale nie jest przegadany - akcja pędzi w znakomitym tempie, - świetna sekwencja otwierająca - 40 minut z dynamicznej nocy w porcie latynoamerykańskiego państewka, - dobre sceny lotnicze - przede wszystkim w kontekście ich dramaturgii, nad którą unosi się atmosfera "Nocnego lotu" Antoine de Saint-Exupery'ego, - Cary Grant i Jean Arthur sympatyczni w dwóch gwiazdorskich rolach, ale... - ...to nie oni kradną show, jak słusznie w "Zającu z Patagonii" pisał Lanzmann. Ale on miał rację w 50%. Bo Rita Hayworth też jest ok, ale najlepsi są - tu zgadzam się z Lanzmannem - Richard Barthelmess i Thomas Mitchell. Tego pierwszego widziałem wcześniej chyba tylko jako Żółtego Człowieka w "Złamanej lilii" - archetypicznym niemym melodramacie, który trudno tak właściwie oceniać pod kątem gry aktorskiej. A w "Tylko aniołowie..." Barthelmess ma świetnie napisaną postać, którą czyni człowiekiem z krwi i kości. I skóry - taki niuans fabularny. Thomas Mitchell natomiast w moich filmowych podróżach obecny jest od zawsze, czyli od wczesnego dzieciństwa - gdy Janicki puścił "Wyjętego spod prawa" w cyklu "W starym kinie" w 1990 roku bodajże. Później widziałem go m.in. w "Dyliżansie", "W samo południe", "To cudowne życie" czy "Make Way for Tomorrow". Zawsze bardzo dobry, a w "Tylko aniołowie mają skrzydła" jest rewelacyjny i wzruszający. - na koniec - jest też zegarek jako istotny rekwizyt w jednej ze scen, ale niestety nie mówią i nie widać jaki.
  13. Rzeczywiście, niezawodność 2824-2 jest niemal przysłowiowa. Może tylko dłuższa rezerwa chodu by się przydała. A wracając do nowości - czy mi się wydaje, że na renderze czarnej wersji wskazówki i indeksy mają odcień różowego złota?
  14. Jako psychofan (niegroźny) tego modelu wypowiem się. Pierwsze wrażenie - jest zbyt masywnie wokół tarczy, z powodu szerokiego bezela i dużych uszu/uch. Wygląda to nawet ciężej niż w Omedze 1948. Wskazówki sekundnika za długie. Jest więc pokusa, by skrytykować Longinesa za majstrowanie przy projekcie nieomal doskonałym (wizualnie), ale na pewno warto jednak poczekać na zdjęcia na żywo. Na pewno będzie tu lepszy mechanizm.
  15. Cóż, raczej nie podoba mi się większość metalowych kawałków wrzucanych tu przez kolegów, ale płyt Electric Wizard kilka razy wysłuchałem z uwagą i przyjemnością (oprócz "Witchcult Today" także "Dopethrone" i zwłaszcza "Come My Fanatics", którą polecić można wszystkim fanom "Master of Reality").
  16. Wiele fajnych zdjęć zmarłego przedwczoraj Trevora Francisa opublikowano teraz w internecie. Poniżej jedno z nich:
  17. Może nie jest u mnie w najściślejszym gronie ulubieńców, ale wiele jego ról bardzo cenię i lubię. Najbardziej te z lat 80., u Friedkina, Stone'a i Scorsese, ale i później wielokrotnie zachwycał. Naprawdę wybitny był np. u Juliana Schnabla jako Van Gogh. Cieszy mnie duży odzew mojego posta dot. "Skrzydeł". Urlop umiliły mi dwa kolejne filmy: - "Wschód słońca" - dla wielu arcydzieło kina niemego. Prosta opowieść z twistem godnym jakiejś romantycznej ballady, ma naprawdę dobre momenty. Jeśli ktoś lubi stare kino, to warto znać. - "Wilk morski", wersja z 1941 roku. Nareszcie! Reżyseria Michael Curtiz, który chyba nigdy mnie nie zawiódł. Podejrzewam, że dziś, gdyby zmartwychwstał i z tydzień pochodził sobie po Hollywood, to pewnie też zacząłby wkrótce robić kinowe przeboje dla Marvela, Pitta i Cruise'a. Mało kto tak doskonale czuł się w gatunkowych konwencjach, nadając im przy tym delikatnie ukryty autorski rys. "Wilk morski" jest wybornie zrealizowaną i opowiedzianą historią, którą - to przecież 1941 - ogląda się jak film noir: Zmiany wobec powieści, która ogromnie podobała mi się w dzieciństwie, są przemyślane i świetnie kondensują dramaturgię (choć przywiązany jestem do powieściowego wizerunku Maud jako delikatnej damy z dobrego domu, a nie kobiety po przejściach). Kapitalne zwroty akcji, dużo nagłej przemocy no i ten, bez którego projekt nie mógłby się obejść - Edward G. Robinson jako Wilk Larsen. Wielokrotnie pisałem już, że to mój ulubiony aktor klasycznego Hollywoodu i że wciąż powoli zaliczam sobie najważniejsze role z jego przepastnej filmografii. "Wilka morskiego" stawiam bez wahania w gronie najlepszych jego dokonań, obok "Szkarłatnej ulicy", "Domu ludzi obcych" czy "Red House". Hipnotyczny aktor.
  18. "Oppenheimera" planuję zobaczyć w przyszłym tygodniu. Krótki wyjazd umiliłem sobie natomiast filmem, który był pierwszym laureatem Oscara dla najlepszego filmu, czyli "Skrzydłami" Williama Wellmana. I choć to oczywiście niemy film (aczkolwiek od 2012 posiadający integralną ścieżkę dźwiękową, nad którą pracował m.in. Ben Burtt), to znakomicie znosi próbę czasu. Przede wszystkim - ponad połowę dwuipółgodzinnego seansu stanowią spektakularne sceny walk powietrznych i lądowych na froncie I wojny światowej. Wrażenie na widzach a.d. 1927 musiało być gigantyczne. Na zachętę pierwsza sekwencja powietrzna: Prócz tego jest wiele doskonale zainscenizowanych scen i ujęć, w tym m.in. poniższy słynny najazd: Otwiera on sekwencję paryską, która mogłaby być może odrobinę krótsza i bardziej zwarta, ale film i tak ma znakomite tempo. Przyjaźń, miłość, śmierć i patos - wszystko to, za co miliony kochały klasyczne Hollywood. I na koniec - jest to jedna z pierwszych ważnych ról Gary'ego Coopera. Pojawia się tylko w jednej krótkiej sekwencji, ale istotnej dla dramatyzmu akcji. Naprawdę znakomity film, jedno ze szczytowych osiągnięć hollywoodzkiego kina niemego.
  19. Niezależnie od tego, kto tam nie trafi, to i tak mało kogo ta liga będzie obchodzić. Jak MLS, J-League, Chiny itp.
  20. No właśnie miałem to napisać - ucha wydają się być na pierwszy rzut oka dziwne, ale sama koperta jako dość niewielka - to chyba już naręczna?
  21. Rarytas z 1920 roku - pasówka Elgin w filmie "The Garage" z "Fattym" Arbuckle'em, którego kariera wkrótce załamała się w wyniku znanej sprawy: Sam film dość interesujący dla koneserów epoki, bo jest też Buster Keaton, a nawet rozpadający się na części Ford T
  22. Pete Townshend nosi puszkę 7 Up, a Mick Jagger Seiko 6309. I choć The Who to dużo ciekawszy zespół, to na tym zdjęciu Stonesi wygrywają
  23. Rzeczywiście I to ponad miesiąc temu - wówczas w ogóle nie zakodowałem. Bardzo elegancki duet
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.