Pamiętam w podstawówce..
Kolega miał komarka jakiegoś. Nie napiszę czy to romecik był sztywniak, ale chyba z tych "młodszych" z poziomym bakiem, taki czerwony...
Standardowo romecik był "w naprawie" z rozłożonym silnikiem i po szkole Maciek go naprawiał. Standardowo raz na dwa.. trzy tygodnie romecik był naprawiony i w weekend Maciek ruszał w miasto. Cała sobota mijała na szaleństwach, kręceniu bączków i wyścigach z rowerami przerywanymi zapychaniem komarka, kontrolą świecy po zalaniu, próbach odpalenia z kopniaka i czekaniem aż silnik "moża jak ostygnie to odpali"...
Po takiej sobocie szybka refleksja, że jednak jeszcze coś jest nie tak z tym motorkiem i musi trafić na warsztat a dalej ...
Standardowo romecik był "w naprawie" z rozłożonym silnikiem i po szkole Maciek go naprawiał. Standardowo raz na dwa.. trzy tygodnie romecik był naprawiony
Wszyscy czekaliśmy na kolejny weekend, bo może Maciek i romecik wyjedzie z garażu? ...