Faktycznie, dobre. Pojawia się tu orkiestrowy rozmach dzięki Jonesowi, ale nie tak pompatyczny, jak w "Kashmirze", jest odpowiednia dynamika w końcówce, Plant bardzo dobrze śpiewa. Brzmienie lepsze niż na starej "The Song Remains...", na której (mam pierwsze wydanie CD, do którego jestem bardzo przywiązany, mimo, że ma... pozasłanianą grafikę w środku ) większość utworów brzmi jakoś tak za wysoko (choć "No Quarter" stamtąd uwielbiam). Dużo lepiej brzmi "How the West..." - aż żal, że nie wydali tego w latach 70. Dostałem tę płytę od taty za maturę, akurat wtedy się ukazała, a jak się wyprowadzałem, to... zostawiłem mu ją, bo słucha jej chyba najczęściej ze wszystkich płyt. Drugiego egzemplarza nigdy nie kupiłem, ale jak do niej wracam, to rzadko słucham nadmiernie wydłużonych wersji "Moby Dicka", "Dazed and Confused", który kompletnie traci napięcie, a zwłaszcza "Whole Lotta Love", którego chyba żadne koncertowe wykonanie mi się nie podoba, jeśli robią z tego wysilony medley. Mój ulubiony fragment z "How the West..." to zdecydowanie:
A wśród ulubionych momentów jeszcze: https://www.youtube.com/watch?v=dAngNzDZSoo