Ja też o Douglasie - bo zestawiłem sobie "Wojnę państwa Rose" z nowym "Państwem Rose". Gdyby to był sport, to byłoby z 6:1 dla ekipy z Douglasem, Turner, De Vito i Burumem. Nowy ma parę niezłych momentów, ale monotonnie zmierza - zwłaszcza od połowy - w stronę płaskiego dialogu i humoru, a przede wszystkim jest niewiarygodny pod względem seksualnego napięcia, które napędzało film De Vito od pierwszej aż do ostatniej sceny. Bo jak zastąpić Kathleen Turner Olivią Colman?... No i nikt nie jest od Douglasa lepszy w sytuacji osaczenia
Widziałem też "Drogę do Vermiglio". To film, który od pierwszej sceny wrzuca drugi bieg w starej manualnej włoskiej skrzyni biegów i... jedzie takim tempem do końca, ale przy tym nie nudzi i osiąga swój cel. Stonowane, powolne, ale dobre kino.