Redford to był gość, który budził i sympatię, i szacunek. Wszystko robił z klasą - grał, reżyserował, nosił zegarki. Najbliższe z jego filmów są mi te dwa, które obejrzałem jako pierwsze: "Butch Cassidy i Sundance Kid" i "Trzy dni Kondora". Bardzo lubię też gęstą atmosferę "Wszystkich ludzi prezydenta", a miałem też czas, gdy bardzo ceniłem "Havanę". Lubię też ten moment, gdy w "Wielkim Gatsbym" mówi do Waterstona "Summer's almost gone...".
Z reżyserowanych przez niego filmów podobał mi się swego czasu "Quiz Show". "Zwykli ludzie" to też porządna robota, choć oczywiście wiadomo, że to nie do tego filmu powinny były wówczas powędrować Oscary. Filmem, który koniecznie chcę nadrobić, jest "Niemoralna propozycja" - wiem, że nie był dobrze przyjęty, ale każdy film Adriana Lyne'a jak dotąd robił na mnie dobre lub znakomite wrażenie.