To zanim Tomek zdominuje temat, napiszę jeszcze o filmie, który obejrzałem - "Symfonia o umieraniu". Tytuł dość "radosny", a czas trwania to 180 minut. Ale po raz kolejny Niemcy pokazują, że potrafią robić celne i świetnie zagrane kino. W obsadzie jest kilka gwiazd obecnego bardzo dobrego średniego pokolenia tamtejszych aktorów: przede wszystkim Lars Eidinger, ale też Ronald Zehrfeld (albo przytył do roli, albo za dużo bawarskiej kuchni, ale gra bez zarzutu), wiarygodna w niewdzięcznej roli Lilith Stangenberg, Robert Gwisdek no i Saskia Rosendahl, choć w nieco tłumiącej ją fryzurze. Kilka bezlitosnych dla widza scen w stylu Hanekego z lat 90. Ale jest też humor - w tym jedna z lepszych jak dotąd scen z samochodem elektrycznym. Film o świecie bez wartości, zagubieniu i samotności - po raz kolejny, ale warto.
Zwiastun: