"Ennio" - bardzo mi się podobał. Bohater skromny, mądry, szczery, wyrazisty i pełen uroku. W centrum uwagi cały czas muzyka, przy okazji kawał historii kina, sporo włoskiej kultury popularnej, gdzieniegdzie anegdota - wszystko w świetnym tempie, może nawet aż za szybkim. Pod koniec ewentualnie trochę za dużo komplementów od wszystkich, którzy się pojawiają. Bez tego Ennio dałby sobie radę Wielki atut to wyjaśnienie, dlaczego poszczególne kompozycje są tak istotne, na czym polega ich kunszt i jak wzbogaciły filmy. Ich fragmenty są świetnie wmontowane. Niektóre są znane doskonale (jest też tak uwielbiana przeze mnie "Pustynia Tatarów"), ale i kilka znanych słabiej, a - jak sądzę - ciekawych. Nie widziałem np. pierwszego filmu Morricone i Petriego. O ich późniejszym, słynnym "Śledztwie..." jest sporo, choć w polskich napisach pojawia się przykry błąd (męska odmiana do Bolkan, a to przecież nazwisko brazylijskiej aktorki). Nazwisko Volonte nie pojawia się natomiast ani razu, ale każdy kinoman wie, że jego twarz to najlepszy teledysk do muzyki bohatera filmu
Z nieznanych mi filmów szczególnie moją uwagę zwróciła "Fraulein Doktor" Lattuady - sekwencja frontowych walk I wojny wydaje się być piorunująca. Włosi mogli w latach 60. pokazać już znacznie więcej niż Kubrick (jego bitwa ma zresztą trochę inny charakter i też jest wielka) czy Milestone. Wygląda na to, że włoskie skłonności do werystycznej przemocy idealnie wpasowały się w koszmar okopów tej okropnej wojny. Na youtube ten film jest z hiszpańskimi napisami, chyba warto będzie po niego sięgnąć dla tej sekwencji.
No i na koniec - mnóstwo fajnych zegarków, choć tylko niektóre dają się zidentyfikować. Tarantino nosi chyba jakiegoś Big Pilota, jest trochę Rolexów.