Pierre Philippe
Zegarek nabyłem w dalekim kraju azjatyckim za równowartość ok 150 $.
Najpierw garść technikaliów : 38 mm średnicy, grubość 1,1 cm (w czym spory procent zajmuje mocno wypukłe szkiełko hesalitowe. Zegarek mechaniczny, ręcznie nakręcany.
Urzekł mnie jego wygląd – jest nawiązaniem do estetyki lat 50. XXw, do takich zegarków jak słynny Atlantic Worldmaster. Tarcza lekko perłowa, biała, ale to raczej biel cynkowa niż tytanowa. Indeksy na ciemnoczerwonym dosyć szerokim okręgu, tarczka subsekundy w tym samym kolorze. Całość bardzo ładna, stylowa, i nie jest to (wg. mojej skromnej znajomości tematu) kopiowane z jakiegokolwiek zegarka z owej epoki (choć nawiązania są oczywiste). Ładny krój cyfrowych sporych indeksów, pośrodku napis Pierre Philippe i pod spodem Levée (diabli wiedzą co producent miał na myśli, po francusku oznacza to podniesienie, zniesienie ale także lewę (taką jak w bridżu). Napisy niewielkie, dyskretne - oczywiście nazwa nawiązuje do bardzo znanej marki, której założycielem był nasz rodak, ale MSZ nie jest to zbyt nachalne, no i prawnicy firmy PP pewnie do tego się nie mogą przyczepić.
Koperta od góry chromowana i polerowana na wysoki połysk, płaszczyzny prostopadłe bardzo delikatnie szczotkowane (właściwie lekko zmatowione, ale widać fakturę i ślady szczotkowania), ładne to. Koronka średniej wielkości, dyskretna i mająca dosyć ostre nacięcia, co ułatwia operowania nią. Wskazówki też nawiązują do lat 50., są czarne, pośrodku wypełnione lumą. Indeksy też są pokryte lumą (bardziej zielonkawą w stosunku do wskazówek), ogólnie ładną, ale luminescencja nietrwała, po krótkim czasie po naświetleniu (nawet lampką UV) blednie, do rana nie dotrzymuje. Szkoda.
Dekiel przeźroczysty ukazuje mechanizm, który może nie powala wyglądem, choć nawet zasygnalizowano coś w rodzaju tzw „pasów genewskich”. Wodoszczelność podana do 5 ATM - raczej pod prysznic w nim nie wejdę, szkoda, ale zdaję sobie sprawę, że to przecież garniturowiec, a nie jakiś toolwatch czy inny diver...
Na temat dokładności chodu trudno mi się wypowiadać, bo mam zegarek na ręku od kilkunastu dopiero godzin. Na razie wszystko wygląda dobrze.
Zegarek dostarczony w niebrzydkim pudełku imitującym (tak sobie) skórę, ale ujdzie w tłoku. Oczywiście karta gwarancyjna nie podbita, instrukcja obsługi w języku producenta, napisana „krzesełkami” i po angielsku. Innych języków nie uświadczysz. Jeżeli jednak wszystko, co powyżej powoduje niższą cenę, to ja jestem za.
Pierre Philippe jest dostarczany na skórzanym pasku. Skórka delikatna, o wykończeniu satynowym miękka i jednocześnie solidna (ładniejsza w naturze niz na moim zdjęciu). Na plus odnotowuję, że na klamerce wygrawerowano nazwę marki (Piotruś Filipek 😊), podobnie jak wytłoczono to po wewnętrznej stronie paska. Ogólnie ten element na plus z małym bemolem – moim zdanie lepszy byłby inny kolor paska, np. ciemnowiśniowy, nawiązujący do tarczy. Ale to oczywiście już czepianie się 😊.
Łączna moja ocena to 8,5/10 w porywach do 9/10.
NB. Nie jestem zegarmistrzem, nie mam wykształcenia inżynierskiego, ani nawet technicznego. Zegarek opisuję i oceniam z mojego własnego całkowicie indywidualnego punktu widzenia osoby lubiącej zegarki, interesującej się nimi i posiadającej ich około dziesięciu. Proszę zatem wybaczyć ewentualną niefachowość opisu czy użytej terminologii.
No i MIŁEGO POGODNEGO SIERPNIOWEGO SŁONECZNEGO DNIA!