Nie wiem, jak to jest teraz z tymi dwoma zegarkami w życiu. Kiedyś tak było, nosiło się ten zegarek od komunii aż do ślubu czy do matury, a wtedy czasem dostawało się nowy. Ale to były lata 50-60., albo przedwojna i jakaś Omega po ojcu. Potem zrobiły się tanie rosyjskie zegarki, albo buksiaki Ruhla, i ludzie zmieniali je co kilka lat, bo się psuły. Sam miałem taką ruhelkę, kosztowała grosze i po roku dostała takiego rozjazdu z rzeczywistością, ze ją szmyrgnąłem do szuflady i kupiłem jakiegoś Poljota, już kwarcowego. Równolegle nosiło się Orienty i Atlantiki i te owszem, przez lata, ale mało kogo było na nie stać. Potem przyszło nowe i w każdym kiosku można było kupić kwarcowy zegarek QQryku za drobne rupie, i to też ludzie krótko nosili, czasem do wyczerpania baterii. Może teraz faktycznie przyszedł czas tych wspomnianych dwóch zegarków w życiu, bo większość "zwykłych" nabywców chyba kupuje sobie jakiś zegarek nawykowo, po czym i tak go nie używa, bo mają telefony...